close
„Mroczna wieża” – recenzja

„Mroczna wieża” – recenzja

7 maja 2014625wyświetleń

20140507_01Jak można porozumieć się z przyszłością? Jest to z natury rzeczy niemożliwe.

Albo przyszłość okaże się podobna do teraźniejszości, a wówczas nie zechce go słuchać,
albo okaże się całkiem inna, a wtedy jego problemy będą dla niej zupełnie niezrozumiałe.

George Orwell, Rok 1984

Esprit oznacza bystrość, polot i inteligencję. Dokładnie tymi słowami można scharakteryzować kolejne dzieło, wydane przez wydawnictwo o tej nazwie. Już sama okładka – projektu Jana Krzysztofiaka, przyciąga uwagę. Para uśpionych, jakby zamarzniętych bliźniąt splecionych rękoma. Jest w nich coś spokojnego i przerażającego. Może śnią o światach przedstawionych w książce, a może sami są jej bohaterami? Mroczna wieża  to tytuł dzieła pióra Clive’a Staplesa Lewisa. Jego rękopis cudem ocalał, za sprawą Waltera Hoopera – przyjaciela pisarza. Jest zbiorem niepublikowanych wcześniej opowiadań, dzięki którym autor Opowieści z Narnii przemawia do nas zza grobu.

Sześć różniących się od siebie historii, podejmujących tematykę podróży w czasie, pozoru rzeczywistości czy też przestrzeni kosmicznej, stanowią części składowe jednolitej konstrukcji. Lewis penetruje wnętrze ludzkiej psychiki i zaprasza nas w najgłębsze zakamarki człowieczej duszy. Potrafi „rozwalić nas na łopatki” zwykłym pytaniem o istotę światła, którą próbuje odkryć bohater opowiadania Niewidomy od urodzenia. W Krainie imitacji teleportuje nas w przestrzeń kobiecej myśli. Barwnej i niezwykle skomplikowanej. Nie zabraknie nawiązania do mitycznej Meduzy i Konia Trojańskiego. Jednak dla mnie, najbardziej uderzające pozostanie tytułowe opowiadanie dotykające tematyki podróży czasoprzestrzennych.

Chronoskop. Projektor innych wymiarów. Właśnie takim wynalazkiem grupa intelektualistów, tajnego stowarzyszenia łączyła się z niezidentyfikowanym światem. Jak stwierdza Lewis w innym swoim dziele, Tej ohydnej sile: „Nie wszystkie czasy, które nie są teraźniejszością, należą do przeszłości lub przyszłości”. Oglądamy zatem coś na kształt relacji na żywo prosto z odrębnej rzeczywistości. Na pozór wszystko wydaje się normalne, z małymi anatomicznymi wyjątkami.. Podglądanie innych zazwyczaj kończy się źle, o czym przekonuje się jeden z naukowców – Scudamour.

Wszystko podane smacznie i wciągająco, co jedynie wzmaga mój apetyt. W tekście zdarzają się niestety luki, brakuje nieocalonych stron zapisków. Sami możemy próbować stworzyć ciąg dalszy historii, ale nigdy nie będzie nam dane poznać planów samego C.S. Lewisa. Może te zapiski nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego? Byłaby to wielka szkoda, ponieważ dzięki nim Lewis porozumiał się z przyszłością. Za pomocą pióra i kartki, moim zdaniem, najlepszymi chronoskopami.

recenzowała Gaciana

Tajemniczy Mr. Love – recenzja

Nieco żartobliwie o dość poważnym, czyli „Monogram” Joanny Marat

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.
Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.
Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij