close
Chan Sori – możemy pomóc.

Chan Sori – możemy pomóc.

20141122_01„Odnalezienie Soriego zajęło nam kilka minut. Tłumacz okazał się niekonieczny, bo chłopak mówi płynnie po angielsku. Internetowy film nic w jego życiu nie zmienił. Kręcili go kiedy jeszcze był dzieckiem, a teraz właśnie skończył osiemnastkę. Mieszka tu gdzie mieszkał. Wstaje o szóstej, myje się (prymitywne łazienki z toaletą są prawie w każdym mieszkaniu, na zewnątrz na elewacji widać sieć niebieskich plastikowych rur), zbiega na ulicę, kupuje ciepły ryż i pędzi do pewnych bogatych ludzi, by wyprowadzić na spacer ich czarnego jamnika. O siódmej zaczyna szkołę, wciąż uczy się khmerskiej muzyki klasycznej, lekcje trwają do jedenastej. Pewna fundacja wspiera jego edukację dając mu 50 dolarów miesięcznie, ale to się w tym roku skończy, bo kończy się szkoła średnia Soriego. Jamnika wyprowadza znowu o czwartej po południu, a potem biegnie do Muzeum Narodowego, gdzie od piątej do ósmej wieczorem pracuje jako bileter. Udaje mu się w sumie zarobić drugie 50 dolców, więc razem na miesiąc ma stówkę. Niewiele ponad trzy dolary na dzień, trudno za to przeżyć w stolicy. Nie waży już ludzi. Wolny czas spędza na graniu i na tańcu w zespole. – Kocham sztukę. Kiedy gram na ksylofonie albo kiedy tańczę, nie mam w głowie żadnych myśli. Zapominam o życiu.
Ale, kiedy nie gra to wszystko mu się przypomina: przyszedł do Białego Domu z mamą, kiedy miał pięć lat. Wtedy porzucił ich ojciec. Słabo ojca pamięta. Zamieszkali w jakimś pokoju, piętro niżej chyba. Jakoś sobie radzili. Aż któregoś dnia, miał wtedy 13 lat, przyszedł ze szkoły i mamy w domu nie było. Zniknęła. Narobiła długów i uciekła daleko na wieś. Po tygodniu wróciła na chwilę, powiedziała, żeby skombinował wagę i jakoś sobie radził. Zamieszkał u sąsiadów, którzy po kilku tygodniach zaczęli się miedzy sobą kłócić. Z jego powodu. Zawadzał. Musiał odejść. – Byłem niczyj – zawsze, kiedy o tym mówi mokną mu oczy za co nas przeprasza. – Nie ma usprawiedliwienia na to, co zrobiła mi mama.
Ma z nią sporadyczny kontakt. Jeździ do niej co jakiś czas, jest jeszcze biedniejsza od niego. Zawozi jej uciułane pieniądze.
Wtedy, gdy musiał się od nieprzyjemnych sąsiadów wynieść, uratował go nauczyciel muzyki. Powiedział, że może spać w klasie na trzecim piętrze, która do niedawna była mieszkaniem, ale już nie jest, bo nauczyciel z rodziną wyprowadził się w jakieś lepsze miejsce. Do dzisiaj to dom Soriego. Nie musi płacić czynszu, ma tylko utrzymywać mieszkanie w porządku.
Z Muzeum Narodowego wraca wieczorem przed dziewiątą. Nie ma tu żadnej kuchni, żadnego sprzętu do gotowania, kupuje więc ryż na ulicy przed blokiem, wodę do picia (ta z kranu się nie nadaje), wchodzi na trzecie piętro, zamyka od wewnątrz kratę, wyjmuje klucze i włącza wiatrak. Śpi. Ale sen, to nie taniec, nie muzyka. To wzburzony Mekong.” – Wojciech Tochman „Kontynenty”

Więcej informacji znajdziecie po wysłaniu emaila na adres sori@instytutR.pl

Materiały prasowe Facebook Wojciech Tochman

„Księgowa z literackim zacięciem” – wywiad z Karoliną Chłoń autorką „Detoksu”

,,Whiplash” – i wszystko gra!

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.
Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.
Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij