close
„Manglehorn”: Życie po życiu – recenzja

„Manglehorn”: Życie po życiu – recenzja

4 lipca 2015Manglehorn1057wyświetleń

20150704_01.jpgSą takie filmy, podczas oglądania których masz wrażenie, że świat jest lepszy. Są i takie, które przedstawiają rzeczywistość taką, jaką jest, bez jej zbędnego koloryzowania. Do tej drugiej grupy zdecydowanie należy „Manglehorn”.


Główną rolę w nowej produkcji Davida Greena gra Al Pacino, wcielający się w tytułowego bohatera. AJ Manglehorn to ślusarz ze sporym doświadczeniem, tak życiowym jak i zawodowym. Mężczyzna spędza dni na otwieraniu zamków i dorabianiu kluczy, by wieczorem wrócić do czekającej na niego w domu kotki Fanny. Raz w tygodniu spotyka się ze swoją wnuczką,  a w piątki wpłaca pieniądze w banku, zawsze u taj samej kasjerki – Dawn (Holly Hunter). Pozostały czas wypełniają mu wspomnienia o kobiecie życia, do której wysyła ciągle powracające listy. Poza wspomnieniami i wyobrażeniami Manglehorn ma niewiele. W pożyciu z ludźmi jest bowiem dość oschły, nawet jeśli chodzi o najbliższą rodzinę w postaci syna.

Przez ponad półtorej godziny poznajemy historię człowieka, który wierzy, że popełnił nieodwracalny błąd. Jednak zamiast ruszyć z miejsca celebruje przeszłość, przez co sporo w nim złości, smutku i tęsknoty za utraconym. Oddają to także filmowe ujęcia. Dom Manglehorna nie należy do najprzyjemniejszych właśnie za sprawą panującej w nim ciemności. Przebłyski słońca zdarzają się dość rzadko. Bohater patrzy na wszystko ze sceptycyzmem i wiedzą należną osobą, które swoje już przeżyły. Bywa surrealistycznie jak w scenie z karambolem i arbuzami, czy podczas odwiedzin w solarium „z masażem”. Ten sposób kreacji zdecydowanie poczytuję za plus.

Centrum opowieści stanowi oczywiście Manglehorn. Wykreowana przez Pacino postać jest w pełni wiarygodna. W niczym nie ustępują mu także Holly Hunter oraz Harmony Korine, grający rolę byłego wychowanka Manglehorna. To właśnie od niego dowiadujemy się, że główny bohater był kiedyś trenerem baseballu, i to trenerem cieszącym się sporą popularnością. Każdy z zaprezentowanych osób jest w jakiś sposób życiowo poraniona, niesprawna. Główna postać stanowi idealny przykład na to, że łatwiej tkwić w przeszłości niż zacząć od nowa. To film o przemijaniu, stracie, godzeniu się  z rzeczywistością i w końcu wierze w to, że kolejna szansa jest możliwa. Bywa do bólu prozaicznie i prawdziwie, a po seansie zdajemy sobie sprawę z tego, jak łatwo przegapić życie goniąc za tym, czego już nie ma.

Recenzowała: Monika Matura

Za możliwość obejrzenia filmu dziękuję Kinu Ars.

Monika Matura

Monika Matura

Wiele o sobie powiedzieć nie mogę, choć w sumie zainteresowań mam całkiem sporo. Może stąd również wynika ten ciągły kłopot w mówieniu na swój temat? Lubię sztukę rozumianą szeroko, jako muzyka, literatura, kino, teatr czy muzea. Lubię także bardzo wszystko co pozytywne, na czele z zumbą.

Wakacje z Nowohuckim Centrum Kultury

"Niewyczerpany Transformista" – Zbawienie przez bicykl! – recenzja

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.
Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.
Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij