close
„Przebudzenie Wiosny” w reż. Dariusza Szymora – recenzja spektaklu

„Przebudzenie Wiosny” w reż. Dariusza Szymora – recenzja spektaklu

przebudzeniewiosnyteatrumownySpektakl „Przebudzenie Wiosny”, na który zapraszają: Teatr Umowny oraz Teatr Nowe przestrzenie, w reżyserii Dariusza Szymora to koprodukcja dramatu Franka Wedekinda. Przejmująca fabuła prowadzi do pytania – czym właściwie jest życie? Jaki sens ma nasza egzystencja? Kim jesteśmy w tym świecie? Do odpowiedzi zostali powołani młodzi ludzie, pierwotnie w dziele Wedekinda, obarczeni ciężarem obyczajów związanych z wymogami XIX wieku.

Wszystko miało być normalne i poukładane. Każdy miał swoje cele lub ich zupełny brak. Ważne było aby nikogo nie zawieść lub być zgodnym z własną naturą. Wystarczył jednak jeden głośny dźwięk strzału z rewolweru, aby widzowie zrozumieli, że spektakl ten nie będzie podobny do innych.

   Pośród zupełnej ciszy i ciemności, w jakiej znajdowali się widzowie spektaklu, panowała swego rodzaju trwoga. Zbudowany nastrój oniryzmu – sennego marzenia, tajemnicy i niepewnej przyszłości znajdował się tuż przed ich oczami, za cienką zasłoną. Tam właśnie toczyła się akcja dramatu.

   Historia grupy czternasto, piętnastolatków od razu zaczęła się z wielkim impetem. Gdy tylko na scenę wyszli aktorzy, uwaga wszystkich skupiła się na towarzyszących im stale sznurkach – spektakl w konwencji aktorów marionetek. Było to nie tylko zapewnieniem dystansu, ale również, jak finalnie się okazało, czynnikiem prowadzącym do refleksji nad wcześniej postawionymi pytaniami.

     Umiejętnie wkomponowana w tło fabuły muzyka, stworzona przez Igora Kłaczyńskiego, oddawała swoisty charakter wydarzeń. Poważna, niemal patetyczna, enigmatyczna, potem znów naznaczona letargiem, spokojna i już za chwilę przechodząca w zatrważającą, budzącą lęk, głośną, a nawet rockową. Dzięki tej różnorodności spektakl pozostawał żywy i energiczny, co nie pozwalało widzom na znudzenie się.

   Tuż obok muzyki, równie ważna była scenografia, stworzona przez Natalię Kucia – Szymor. Minimalna ilość rekwizytów pozwoliła na całkowite skupienie się na akcji dramatu. Na scenie panowały ciemne barwy, głównie czerń, szarości, kojarzące się z chłodem i surowością, co nawiązywało wszak do charakteru przedstawianych sytuacji. Ważnym punktem była wspomniana siatka, oddzielająca scenę od widowni. Mogła mieć ona co najmniej dwa znaczenia; praktyczne – granica akcji i postać rekwizytu (okno); metaforyczne – zasłona zabraniająca bohaterom swobody, wolności.

Przy scenografii, należy również nadmienić istotę światła. Wyodrębniało ono postaci z czarnego, pustego tła, pozwalając dokładnie przyjrzeć się ich ruchom, zachowaniom, mimice. Dzięki takiemu rozwiązaniu, łatwo było skupić się na wyrażanych emocjach.

   Niezwykle ekspresyjna i ciekawa okazała się gra aktorska. Odtwórcy ról bardzo dokładnie oddali sylwetki bohaterów pod względem psychologicznym. Każdy ich ruch, wielce energiczny, ukazywał jak bardzo chcą uwolnić się od więzów stereotypów, obyczajów, narzucanych im zachowań, oczekiwań względem nich.

Wendla (Kaja Sosnowska), która chciała złamać stereotyp dotyczący ubioru młodej damy, a co za tym idzie – żyć według własnej wygody, choć przeczuwała, iż nie będzie jej dane żyć długo. Pragnęła poznać uczucia, jakich nigdy nie doświadczyła; Maurycy (Piotr Majewski), najbardziej charakterystyczna postać, głodny wiedzy i doświadczeń, a jednocześnie przerażony męską naturą i towarzyszącymi jej zjawiskami, a także wizją niepowodzenia i rozczarowania sobą rodziców. Kończy tragicznie swoje krótkie życie, ponieważ nie daje sobie rady z bezradnością wobec spełnienia siebie i pragnień; Melchior (Szymon Grzybek) – niewierzący w nic, negujący największe wartości. Błędnie oceniał otaczający go świat, uczucia, przez co musiał ponieść tego konsekwencje. Często nawiązujący do postaci driad, które w wolnej interpretacji mogą oznaczać jego ideał swobody; oraz ich rodziny, w tym matka Wendli, Pani Bergmann (Aleksandra Kowalczyk), kryjące przed nimi istotne rzeczy, przez co nasi bohaterowie żyją w nieświadomości. Każda z postaci jest wyjątkowa, posiada swoje problemy, pragnienia i jest tak samo zagubiona.

   Pełni ekscentryczności bohaterowie chcą wiedzieć skąd bierze się życie, są ciekawi ludzkiej natury    i jej złożoności. Nikt jednak nie udziela im dostatecznych informacji na ten temat, ponieważ są zbyt młodzi według powziętych reguł moralności.

   Doskonale widać, że bohaterowie ci to młodzież dekadencka, zmierzająca do nowego działu, nowej epoki, ale nadal tkwiąca w więzach stereotypów i starych zasad,  manier. Chcą wywalczyć dla siebie swobodę osobistą i poglądową, ale narzucony im system wartości i edukacji nie umożliwia pozbycia się ograniczeń. Idący za nimi ( w tym przypadku Maurycy) lęk o zdanie innych, uczucia bliskich, pcha ich do walki o byt, zabezpieczenie przyszłości.

Ciągle jednak sąsiaduje temu pragnienie poznania tajników życia i prawdy o człowieku, sensie życia, bytowania. Łączy się to ze świadomością przemijania, którym naznaczony jest właściwie cały dramat.

Bohaterom towarzyszy nie tylko niepewność, ale też i smutek, ponieważ nie czują się rozumiani przez społeczeństwo. Nie mówi się im wszystkiego, bo są dziećmi. Oni natomiast bardzo chcą przestać nimi być. Widząc bezcelowość w ich życiu, zastanawiają się nad sensem wszystkiego. Czym jest miłość? Co to wstydliwość i czy w ogóle istnieje, czy można się jej wyzbyć? Snują odważne teorie o wychowywaniu swoich dzieci, ale nadal nie wiedzą wiele o byciu dorosłym.  Przez bardzo ograniczone pojmowanie relacji miedzy ludźmi, na własną rękę tłumaczą siebie (znów Maurycy) takie pojęcia jak np. gwałt. Koncepcja aktorów marionetek odzwierciedla tutaj stan rzeczy, w  którym nasze postaci są kierowane przez dominujących nad nimi dorosłych, władze szkolne. Tutaj, w wizji spektaklu, owe władze ukazane są jako jednostka ponad każdym, a tym bardziej ponad uczniami. Oceniają wszystko przez pryzmat własnych wygód i nie chcą zrozumieć powodów postępowania młodych ludzi, coraz bardziej gubiących się w swoich żądzach i lękach.

   Spektakl jak i sam dramat Franka Wedekinda skierowany jest do każdego, kto ma jakkolwiek problem ze zrozumieniem świata. Jego bohaterowie są namacalnym przykładem tego, że w życiu nie można zbyt dramatyzować nad porażkami, a należy iść do przodu, dalej żyć. Oni niestety pogrążyli się w smutku nad niepowodzeniami, ponieważ nie wiedzieli, że w końcu można podnieść się z upadku.

Fabuła sztuki wyraźnie podkreśla, że nie można trzymać w tajemnicy – szczególnie w czasach obecnych – tak ważnych faktów jak natura człowieka, ponieważ młodość domaga się tej wiedzy sama i niezaspokojona, prowadzi do tragedii, jakich doświadczyli bohaterowie Wedekinda. W szczególności Maurycy i Wendla. Chłopiec popełnił samobójstwo przez bezradność, a dziewczyna zaszła w ciążę, załamując matkę, a co stało się dalej – umierając przez tabletki poronne. Było to tak samo winą Pani Bergmann – jej matki, która utrzymywała ją w świadomości, że dzieci przynosi rodzicom bocian.        Zbyt zapatrzona w moralność oraz tradycję, nie zaakceptowała czynu swojej córki, nie pomogła jej w należyty sposób, czyli w wychowaniu dziecka. Wystraszona o opinię społeczności, wolała narazić zdrowie i życie ukochanej „pieszczotki”, w końcu ją tracąc.

     Te dramatyczne wątki uświadamiają, jak łatwo jest stać się ofiarą obyczajów i zapomnieć o własnych potrzebach i rozwoju. Bez odpowiedniego wsparcia, źle kojarzone pojęcia niszczą nasz obraz świata, jego sens, a także drogę do życia w nim. Według ducha Maurycego, życie jest tylko „grzechem zaniedbania”. Zaniedbania ludzi odpowiedzialnych za swoje dzieci, którzy bardziej boją się o opinię niż o własną rodzinę. Na koniec pojawiają się słowa dotyczące moralności, na którą składają się dwie imaginacyjne wartości, czyli wola i mus. Obie tworzą zjawisko, które błędnie odczytywane, naznaczone konserwatyzmem, potrafią działać niezwykle destrukcyjnie, zamiast budować i wzmacniać.

     Spektakl utrzymany w tajemniczym, pełnym zagadek i żywej gry nastroju, powinien obejrzeć ten, kto docenia trudne pod względem filozoficznym i psychologicznym sztuki teatralne. Przy całkowitym skupieniu i zrozumieniu bohaterów, widz wychodzi ze spektaklu z gromadą refleksji oraz usatysfakcjonowany poziomem artyzmu tego teatralnego obrazu.

Recenzowała: Anna Ciećko

Teatr Umowny i Teatr Nowe Przestrzenie

„Przebudzenie wiosny”

Reżyser: Dariusz Szymor

Obsada: Aleksandra Kowalczyk

              Kaja Sosnowska

              Piotr Majewski

              Szymon Grzybek

Scenografia: Natalia Kucia – Szymor

Muzyka: Igi, zespół Ez3kiel

Premiera: 4.12.2015r.

 

 

„KANTOR DOWNTOWN” 10 grudnia w PWST

Justin Bieber zaśpiewa w Polsce!

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.
Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.
Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij