close
Garnitur i kajdany, czyli „Murzyni” Igi Gańczarczyk

Garnitur i kajdany, czyli „Murzyni” Igi Gańczarczyk

murzyniii1magdahueckel

Centralnym punktem wokół którego skupia się akcja „Murzynów” Jeana Geneta jest parodia procesu sądowego, w którym czarni są oskarżeni przed trybunałem białych o zabójstwo białej kobiety. Autor dramatu zręcznie gra stereotypami, dzieło jest pełne niedomówień, przesycone sugestiami. W rękach Igi Gańczarczyk narracja przestaje obracać się tylko wokół  problematyki rasizmu, staje się wielopoziomową opowieścią o różnych formach zniewalania człowieka.

Spektakl otwiera swoista ekspozycja, coś w rodzaju prologu. Przedstawienie rozpoczyna się wraz z wejściem widowni. Przestrzeń wygląda jak wnętrze jakiejś sali konferencyjnej. Grupa kobiet ubranych w szare garnitury krąży po scenie. Wyglądają jak pracownice jakiegoś biura. Co jakiś czas jedna z nich wdrapuje się na krzesło, reszta przed nią klęka. Już poprzez te pierwsze sceny zostajemy wprowadzeni w tematykę kultu jednostki, nierówności społecznych, hierarchizacji społeczeństwa. Współczesne  niewolnice w roboczych uniformach oddają pokłon przełożonej. Same kostiumy mają ogromne znaczenie – występują tu jako symbol  niewoli. Aby wypracować sobie pozycję w społeczeństwie, kobieta musi upodobnić się do mężczyzny, wkładając garnitur.  Maskulinizacja kobiet jest tu oznaką podrzędności wobec mężczyzny. Kwestia feminizmu wysuwa się na pierwszy plan.

Chociaż dramat Geneta nie jest napisany z myślą o wyłącznie żeńskiej obsadzie, dziewięciu aktorkom udaje się stworzyć idealnie zsynchronizowany zespół. Obecność mężczyzn staje się zupełnie zbędna. Niezwykle ciekawa, androgeniczna kreacja Marty Malikowskiej wcielającej się w postać Wioski – gwałciciela i mordercy zasługuje na szczególną uwagę. Występuje jako reprezentantka sił witalnych, popędów, biologizmu. Naśladuje męskie ruchy, styl mówienia. Raz po raz „staje się” kobietą – rozpuszcza włosy, wcielając się w stereotypowy wizerunek kobiety wampa.  Gdy próbuje odtworzyć scenę „zabójstwa” księżniczki, tańczy w przepasce z plastikowych bananów, jest wystylizowana na Josephine Baker wykonującą swój słynny, przepełniony erotyzmem „bananowy taniec”. Księżniczka ma na sobie obszerną, nadmuchiwaną suknię, skutecznie krępującą ruchy. Jest zniewolona przez patriarchalną kulturę kreującą odhumanizowany wizerunek kobiety – porcelanowej lalki. Jej antagonistka jest również uprzedmiotowionym przez patriarchat przedmiotem konsumpcji seksualnej. Obie kobiety – jedna obdarta całkowicie z cielesności, druga nią epatująca, mają jedną cechę wspólną – nie są ludźmi, a jedynie obiektami. Iga Gańczarczyk nie tworzy portretów psychologicznych, typy postaci ukształtowane są według stereotypów, wyobrażeń, zakorzenionych głęboko dyskursów i narracji.

Jedna kwestia pozostaje jednak niejasna. Na podstawie spektaklu trudno jest jednak powiedzieć, jak reżyserka definiuje samo zjawisko rasizmu, w jaki sposób się do niego ustosunkowuje.  To zadanie bowiem pozostawia widowni. Jak sama powiedziała: „Powstał swego rodzaju traktat o kolorze, widzowi postawione zostaje pytanie: Co to znaczy Czarny i jakiego to jest koloru?” Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Z całą pewnością można jednak stwierdzić, że kulturowe stereotypy i rasowe uprzedzenia zostały tu potraktowane jako jedne z wielu czynników ograniczających wolność człowieka.

Przedstawienie jest niesamowicie precyzyjną kompozycją słów, ruchu i dźwięku. Na duże wyrazy uznania zasługuje choreografia autorstwa Dominiki Knapik i godna podziwu oprawa muzyczna. Strona akustyczna spektaklu jest niewątpliwie jego ogromną zaletą. Aktorki mówiąc tekst w bardzo ciekawy sposób modulują głos, wymuszają nienaturalne brzmienia, bawią się nim. Uzupełnieniem transowej muzyki są wspaniale wykonane songi oraz efekty dźwiękowe wywoływane wydmuchiwanym do mikrofonów powietrzem. Te organiczne odgłosy zestawione z podkładem muzycznym tworzą bardzo ciekawy soundtrack.

Mimo tak poważnych kwestii, które są podejmowane w tym spektaklu, dramat Geneta zostaje utrzymany w prześmiewczym, groteskowym tonie, co służy jednocześnie wydobyciu tragizmu. Spektakl jest nie tylko efektownym widowiskiem, ale także swoistym studium na temat zjawisk społecznych współczesnego świata.

Recenzowała: Ligia Kazusek

Teatr Polski w Bydgoszczy (podczas festiwalu spektakl grany w Narodowym Starym Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej)

„Murzyni”

Reżyseria: Iga Gańczarczyk

Obsada: Beata Bandurska (Archibald), Fatima Daffe (Bobo), Marta Malikowska (Wioska), Elodi Ndoloka Mbezi (Felicja), Martyna Peszko (Cnota), Anita Sokołowska (Śnieżka), Sonia Roszczuk (Sędzia), Małgorzata Trofimiuk (Gubernator), Małgorzata Witkowska (Biała Królowa)

Premiera: 17.01.2015

Spektakl odbył się w ramach 8. Międzynarodowego Festiwalu Boska Komedia

 

Zakopower Kolędowo – koncert świąteczny z kolędami w Kinie Kijów

Kamil Janicki „Żelazne Damy – kobiety, które zbudowały Polskę”- recenzja

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.
Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.
Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij