close
„Teatr dla dzieci sprawia mi frajdę” – rozmowa z Dagmarą Żabską

„Teatr dla dzieci sprawia mi frajdę” – rozmowa z Dagmarą Żabską

d-zabska
D. Żabska mat. Teatru Figur

Dzisiejszy teatr lalkowy wygląda zupełnie inaczej niż 10 lat temu – inne są możliwości, inne wyzwania, a przede wszystkim inne myślenie o tym teatrze. I choć teatr formy jest i długo jeszcze będzie mniej popularny niż teatr dramatyczny, to są pewne instytucje, które zwracają na siebie uwagę. Mowa o krakowskim Teatrze Figur – teatrze lalkowym, teatrze cieni, teatrze papieru. A co więcej, teatrze dzieci. O swoich odbiorcach małych i dużych, edukacji teatralnej i pedagogice teatru mówi Dagmara Żabska, szefowa artystyczna Teatru Figur.

Teatr dla dzieci jest specyficznym teatrem, zwłaszcza jeśli to teatr lalkowy. Czy praca w takim teatrze wymaga więcej wysiłku?

Szczerze mówiąc, nie widzę różnicy. Więcej spektakli mamy dla dzieci niż dla dorosłych. Gdybyśmy chcieli być offowym teatrem lalkowym dla dorosłych, to bylibyśmy całkiem skazani na niebyt. Z jednej strony robimy teatr dla dzieci z przekonania, sprawia nam to frajdę, a z drugiej strony z konieczności. Ale czy jest trudniej dla dorosłych? Nie.

Nie ma Pani wrażenia, że lalki są zarezerwowane dla dzieci?

Oczywiście! Krąży obiegowa opinia, że teatr lalek to teatr dla dzieci. Ale to nieprawda! Teatr formy to teatr formy, a teatr dla dzieci to teatr dla dzieci. I czasem te zbiory się nakładają. Jak zakładałam teatr, to wydawało mi się, że w ogóle nie będę się zajmowała teatrem dla dzieci. Ale to było 10 lat temu. Z czasem zobaczyłam, że teatr tego rodzaju to świetna przygoda.

Poza tym jak rozpoczęliśmy działalność Teatru Figur, to sytuacja teatrów lalkowych wyglądała zupełnie inaczej. Było tylko kilka lalkowych teatrów niezależnych, faktycznie zdecydowana większość grała dla dzieci. Dzisiaj jest inaczej.

Można się wpakować w takie „narzekactwo”, że nikt nas nie docenia. Ale uważam, że sytuacja bardzo się zmieniła i to doceniam. Nie ma teraz getta ani lalkowego, ani instytucjonalnego. Czasem teatry instytucjonalne mają trudniej, bo są mniej elastyczne, bo mają większe koszty, bo więcej oczekują organizatorzy, a my jesteśmy bardziej elastyczni i ludzie mają większy entuzjazm, bo robimy dużo z własnej woli i poświęcenia. Czasem nam jest trudniej, bo nie mamy oparcia instytucjonalnego, budżetów. Dziecinnym byłoby upraszczać tę sytuację.

Jakie formy teatralne wykorzystują Państwo w swoim teatrze?

Przede wszystkim jesteśmy teatrem cieni. To nie jest tak, że wszystkie spektakle są zrealizowane w teatrze cieni, ale to nasza specjalizacja. To technika, której poświęciliśmy najwięcej czasu i najbardziej ją rozwinęliśmy. Oprócz tego wykorzystujemy pantominę w spektaklach. A teraz, od zeszłego roku, zajęliśmy się wycinankami, czyli teatrem papieru.

To już zupełnie nowa forma!

Tak, ale to wielka przygoda. Wymyślam sobie, czego bym się nauczyła i staram się do tego doprowadzić. Kiedyś poznałam takiego słoweńskiego lalkarza – Branego Solca, który robi wspaniałe rzeczy z papieru. Brane przyjechał do nas na tydzień i przez 8 godzin dziennie uczył nas robić lalki. Myślę, że teraz powstanie z tego nurt wycinanek. Z tego względu to jest frajda, uczymy się, wycinamy, bardzo wdzięczna praca.

To przedstawienie w papierze zostało zrobione w ramach Konkursu im. Jana Dormana, czyli konkursu zorganizowanego przez Instytut Teatralny. Ideą konkursu było zbudowanie dobrego repertuaru, który mógłby być grany na terenie placówek oświatowych – w szkołach i przed-szkolach… W ramach grantu zagraliśmy 30 spektakli, co jest niewiarygodne! Nabiera się wtedy takiego rozmachu. To nasze pierwsze poważne doświadczenie w pracy z przedszkolakami i przedszkolami Po każdym spektaklu były warsztaty, dzieci uczyły się robić lalki papierowe, animować je. Fakt, że dzieci były tak zaangażowane jest bardzo satysfakcjonujący. Z drugiej strony nawiązaliśmy dobre kontakty z nauczycielami, Bardzo się cieszę, że potrafili docenić takie aspekty naszej pracy jak dbałość o estetykę, detale… W naszym spektaklu sce-nografia składa się z szarego stołu i szarego tła. W przedszkolach zazwyczaj jest mnóstwo kolorów, rozpraszaczy, chcieliśmy to wyciszyć. Miałam takie myśli, że nie zostanie to dobrze odebrane, w obiegowej opinii wszystko dla dzieci powinno być kolorowe. Okazało się, że moje obawy były bezpodstawne. Nauczyciele widzieli, że to celowy zabieg, rozmawialiśmy o funkcji scenografii, potrzebie skupienia na detalu, opowieści. No i wszystkie nauczycielki i nauczyciele chcieli się nauczyć robić te lalki! Jeżeli nasz spektakl daje frajdę przez godzinę, dzieci później rozwijają swoje zdolności manualne, a oprócz tego panie są zainspirowane, to jestem bardzo usatysfakcjonowana.

Mówi Pani o współpracy z nauczycielami – jak to się objawia w praktyce?

Bardzo poważnie myślę o współpracy z nauczycielami. Jeśli miałabym do wyboru zrobić warsztaty z dzieciakami czy nauczycielami, to zdecydowanie bardziej wolałabym z tymi dru-gimi. Bo dla dzieciaków przyjedziemy na godzinę i będą miały świetną przygodę, ale za chwilę to zniknie. Inwestycja w nauczycieli to systemowa zmiana. Myślę sobie, że te relacje teatr-szkoła mogą być nawiązywane z obopólną korzyścią. Wpuszczenie artystów do szkoły może dać instytucji trochę świeżości; zazwyczaj jesteśmy twórczy, mamy inne narzędzia niż nauczyciele, niestandardowe pomysły, bo jesteśmy z zewnątrz. Szkoła może z tego czerpać. Trudno jest być w jednym miejscu, w jednym zespole nauczycielskim, być z jednymi dzieciakami długo i być wiecznie oryginalnym, mieć miliard pomysłów, zaskakiwać siebie i świat. Sama tak nie mogę, wciąż szukam nowych ludzi, żeby czerpać od nich i się inspirować. Dla nas praca z i w szkole również jest ważna – jesteśmy potrzebni. Nie ma nic gorszego niż niepotrzebna sztuka. Lubię myśleć, że ktoś chce naszych przedstawień i że je rozumie. My wchodząc do szkoły, budujemy sobie publiczność, uczymy dzieci i dorosłych naszego języka – języka teatru. Tego języka też się trzeba uczyć, a gdzie jak nie w przedszkolu i nie w szkole? Cała nasza działalność edukacyjna wynika z potrzeby kontaktu, komunikacji i bycia wza-jemnie sobie potrzebnych. Założyliśmy Centrum Edukacji Teatralnej w ramach podsumowania kilkuletniej naszej pracy edukacyjnej. Jeździmy z przedstawieniami do szkół, organizujemy szkolenia dla nauczycieli nauczania przedszkolnego, wczesnoszkolnego, pedagogów i instruktorów teatralnych. I zobaczymy, jaki to będzie miało efekt, czy to się przełoży na zain-teresowanie teatrem, na świadome wybory repertuarowe. Czy ktoś zaprosi np. Teatr Figur czy Teatr Małe Mi, zamiast teatrzyku zrobionego w 3 minuty za 200 zł. Oczywiście ta kwestia pieniędzy jest dodatkowa; wiadomo, że cena ma znaczenie, ale z drugiej strony nie wiem po co wydawać 300 zł na słaby teatrzyk? Lepiej zamiast dwóch słabych zaprosić jeden fajny.

Zawodowo przekonuje Pani dzieci, że teatr to nie „takie kino, tylko trochę gorsze”?

Nie wiedziałam, że „to takie kino, tylko trochę grosze”! Nie organizujemy stałych warsztatów dla dzieci. Mamy warsztaty przy okazji spektakli albo jak ktoś nas zaprosi.

Co do tego powiedzenia „kino…” to maluchy tak teatru nie odbierają; młodsze klasy szkoły podstawowej to żywioł, cieszą się z kontaktu ze światem teatru. Właśnie otworzyliśmy nową scenę – Teatr Figurki, czyli Teatr Figur dla najmłodszych. I tutaj będziemy próbować zbudo-wać markę i budować publiczność, a jak ona zacznie dorastać, to wtedy może wrócimy teatru dla do starszych dzieci. Natomiast nie mając machiny promocyjnej, stałego miejsca, pieniędzy w ogóle na marketing, to nie możemy pozwolić sobie na rewolucję.

Wykłada Pani pedagogikę teatru na studiach podyplomowych w Instytucie Kultury Polskiej. Jak Pani ocenia działania z zakresu pedagogiki teatru?

Jeszcze 10 lat temu nigdy nie pomyślałabym, że możliwa jest edukacja w teatrze. Jest 2016 i trochę wstyd, że nie ma tej edukacji we wszystkich krakowskich teatrach. Dużo się dzieje w Łaźni Nowej. W Starym Teatrze teraz powstaje muzeum interaktywne. Studia w Instytucie to taka naturalna konsekwencja, rozwinięcie mocnej idei, że teatr to nie jest tylko my artyści mówiący do was publiczności, tylko że to ma być dialog. Ludzie muszą rozumieć i mówić tym językiem. Pedagogika teatru to ma być takie tłumaczenie swojego języka nawzajem. Dobrze jak ludzie mówią jednym językiem, wtedy mogą się dogadać.

Na koniec proszę opowiedzieć o planach repertuarowych Teatru Figur.

Trudno jest nam mówić o planach, ponieważ stanowimy fundację, więc jesteśmy uzależnieni od systemu grantowego. Ale co byśmy chcieli? Uruchamiamy 10. sezon, więc przez rok bę-dziemy się celebrować. We wrześniu odbyliśmy trzytygodniową trasę po Rosji. Właściwy sezon zaczynamy od premiery instalacji teatralnej, którą robimy z Edytą Stajniak – „Świat Themersonów”. Themersonowie byli parą niezwykłych, awangardowych artystów, po wojnie zamieszkali w Londynie. On pisał, ona rysowała, robili filmy animowane, wydawali książki. Mimo że byli niezwykłymi twórcami, teraz są zupełnie zapomniani. Idea naszej pracy jest taka, że razem z Edytą spróbujemy zbudować świat, który będzie przybliżać widzom różne sposoby patrzenia na sztukę. Głównym tematem jest język i funkcje sztuki, komunikacja. Premiera będzie w październiku. Potem będzie premiera sceny Teatru Figurek, będą nowe wycinanki i nowe cieniowanki. I chcielibyśmy zrobić cieniowe przedstawienie dla dorosłych. Czas pokaże, co się uda wykonać.

Trzymamy kciuki!

Rozmawiała Alicja Wielgus.

Unsound otwiera nowy klub w Krakowie – przedsmak już podczas festiwalu

ETNOGRAFICZNYM OKIEM – cykl warsztatów rysunku w MEK

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.
Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.
Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij