close
A na ścianach cienie, żuki i ułańska fantazja czyli „Jestem cały świat minus cały świat oprócz mnie” Teatru Figur

A na ścianach cienie, żuki i ułańska fantazja czyli „Jestem cały świat minus cały świat oprócz mnie” Teatru Figur

Teatr Figur "Jestem cały świat(...)"Instalacja teatralna wymykająca się tradycyjnym klasyfikacjom, do której główną inspirację stanowiły postaci awangardowych artystów-emigrantów: Stefan Themerson i jego żona Franciszka. Do tego podniszczony gmach na postindustrialny Zabłociu i swoisty rytuał przejścia składający się z podróży przepełnioną windą, zawiadywaną przez tajemniczo uśmiechającego się jegomościa wyekwipowanego w skórzaną pilotkę. Później była droga przez zaimprowizowany korytarz z białej tkaniny (prześcieradeł?), oświetlonej z drugiej strony kilkoma źródłami żółtego światła, a na samym końcu tego wszystkiego sam spektakl i parę dobrych powodów, by napisać o nim kilka słów.

Całą przestrzeń instalacji stanowiły dwa duże pomieszczenia. Nie było to pole eksploatowane symultanicznie – widownię proszono o przemieszczanie, co niejako sygnalizowało zmianę poszczególnych sekwencji i tematów. Pokoje były wyciemnione, półpuste (nie licząc narzędzi do projekcji, krzeseł i poduch), wypełniała je głównie rytmiczna i nastrojową muzyka, której ścieżki odtwarzano w czasie różnych fragmentów przedstawienia.

Pierwszym z nich był miniwykład, prowadzony przez samego Themersona. Prezentował on treści dotyczące owada z gatunku „homo” (?), ilustrowanego za pomocą różnorodnych przeźroczy, wyświetlanych na ścianie. W tej roli oglądaliśmy Mateusza Wróbla, który jednak był mało przekonujący. Postać zbudował na kilku szybko blaknących środkach – bzyczał jak owad i kręcił się na obrotowym taborecie – nawet dykcja szwankowała w tym wykonaniu. Aktor najwyraźniej nie dźwignął (w pojedynkę, nie licząc milczących zmieniaczy slajdów) tej sceny. Szkoda, bo zaburzyło to odbiór już na samym początku. Mocnym punktem całości była gra Tadeusza Dylawerskiego, znanego szerzej ze swojego dorobku w teatrze pantomimicznym. Oglądało się go bardzo przyjemnie. Plastyka i swoboda ruchów widoczna w prozaicznych nawet gestach. Współwystępował w roli Themersona, co pozwoliło mi w końcu zapoznać się z tą postacią, gdyż ta została po prostu rzetelnie zagrana.

Warto jednak zwrócić uwagę na same przeźrocza, które wykonano z ponacinanego plastiku, a różne wizerunki owada utrzymano w rozmaitych konwencjach. Poszczególne elementy były naświetlane oddzielnie, jednak na jednym rzutniku, co w sumie dało efekt performowanej na żywo animacji. Uwidaczniało to duże doświadczenie zespołu, wyniesione z pracy lalkarskiej, teatru cienia oraz przy innych środkach teatru formy. Ostatecznie, to w rękach widzów znalazły się narzędzia władzy nad światłem i mrokiem, a przerywnik ten animowali sami artyści. Całość była nieco nachalna, ale ja dostałem zestaw burtonowskiego Napoleona i lampkę na biurko, więc nie narzekałem, tylko wyświetlałem sobie Cesarza Wszystkich Francuzów na ścianach i suficie.

Jednym z ostatnich fragmentów przedstawienia była wariacja na temat ułana „spadającego z konia”. Postać, którą grała Alla Maslovskaya, podawała tekst (po polsku i rosyjsku) dotyczący tego zdarzenia oraz braku empatii ze strony tratujących kolegę towarzyszy broni. Ułani kojarzyć się mogą z Bitwą Warszawską, gdzie stronami byli Polacy i Rosjanie właśnie. Projektor wyświetlał animowane przeźrocza fantastycznych rycerzy, którzy ścierali się ze sobą na wyciemnionej ścianie. Stanowiło to ilustrację dla tych wymownie prezentowanych słów. Zdania powtarzały się (w dwóch językach), a piechurzy walczyli, by w końcu swoją walkę zamienić na figury baletowe. Siedzieliśmy na krzesłach i poduchach, otoczeni ciemnością. Obserwowaliśmy zmagania plastikowych wojowników i poddawaliśmy się atmosferze tworzonej przez wypowiadane kwestie, hipnotyzujący głos aktorki oraz, powiedziałbym, specyficzną temperaturę tej sceny. Przejmująca i zaskakująco przyjemna chwila.

Całe przedstawienie, mimo nierównego poziomu, wpływało na widza odczuwalnym ładunkiem emocjonalnym i skupiało uwagę potencjałem estetycznym. Sama koncepcja inscenizacyjna dała efekt w postaci ciekawego eksperymentu formalnego na pograniczu sztuk. To, co w ciągu mniej więcej godziny, zobaczyłem w pokomunistycznych wnętrzach starego gmachu, zaowocowało w mojej głowie pojęciem „wyobraźni dojrzałej”, którym mógłbym spróbować sklasyfikować (nieco przekornie) owo wolne od szufladkowania widowisko. Biorąc pod uwagę fakt, że to wyobraźnia pozwala dziecku znaleziony gdzieś patyk nazwać swoim przyjacielem, myślę, że wykonawcom udało się stworzyć warunki ku temu, by widzowie mogli, za pomocą prezentowanych przez nich obrazów, nazwać kilka własnych „patyków”. Themersonów w tym było raczej niewiele, oni dali tej całej zabawie tylko, wyszukany, ale jednak pretekst. Najlepiej przejść się przez szmaciany tunel osobiście, by popatrzeć przez chwilę na tańczące na ścianie cienie. Bo warto.
Autor recenzji: Jarek Kuśmierski.

Teatr Figur
„Jestem cały świat minus cały świat oprócz mnie”
Reżyseria: Dagmara Żabska
Koncepcja: Dagmara Żabska i Edyta Stajniak
Obsada: Dominika Kaczmarek , Tadeusz Dylawerski, Ałła Maslovskaya, Mateusz Wróbel
Scenografia: Edyta Stajniak
Muzyka: Tomasz Krzyżanowski
Współpraca: Ewa Woźniak, Agnieszka Połańska, Andrzej Pietyra
Premiera: 25.11.2016r
Spektakl obejrzany dzięki uprzejmości Teatru Figur.

Sobotnie pokazy studentów Wydziału Aktorskiego PWST

Przerwana odyseja - Fot. Karol Budrewicz

Teatr faktu, polityczny, czy gorzka pochwała pomocy – „Przerwana Odyseja”

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.
Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.
Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij