close
„Tu nie chodzi o pieniądze, tylko żeby coś znaczyć.” „Kobiety mafii” (recenzja)

„Tu nie chodzi o pieniądze, tylko żeby coś znaczyć.” „Kobiety mafii” (recenzja)

Patryk Vega to reżyser-bumerang – nieustannie i w błyskawicznym tempie wraca na duży ekran z nowymi obrazami. Mimo że prawdziwi koneserzy sztuki filmowej wcale go tam nie chcą. Słyszy się też, że każda kolejna jego produkcja jest coraz słabsza. Tym bardziej dziwi więc fakt, że bilety do kin wyprzedają się w mgnieniu oka, dając mu kilkumilionowe wyniki oglądalności. Zarzuca się Vedze brak logiki, wymyślanie wydarzeń podawanych później za prawdziwe, tworzenie przerysowanych postaci, mało inteligentny humor, rynsztokowe dialogi. A i tak wiadomo, że publiczność będzie z wypiekami na twarzy śledziła losy bohaterów – nawet ci znawcy, którzy później wyrażą negatywne opinie czy napiszą niepochlebne recenzje. Zarzekając się jednocześnie, że na „Kobiety mafii”, tak jak na „Botoks” czy „Pitbulla”, trafili przez przypadek i już nigdy nie popełnią podobnego błędu. Bo to przecież „kino dla mało wymagających”. Nie mogę się zgodzić, bo sama do takich nie należę. A mnie się tym razem podobało i wcale się tego nie wstydzę.

Na początek słów kilka o fabule. Scenariusz pisany był z gangsterami Grupy Mokotowskiej (a przynajmniej tak głoszą plakaty) oraz Olafem Olszewskim. I świetnie, bo współpraca ta wyszła reżyserowi na dobre i prawdopodobnie to właśnie jej zawdzięcza wyjątkowo spójny i logiczny ciąg zdarzeń, przynajmniej w porównaniu z dotychczasowymi produkcjami. Nie ma tu więc „kombinacji dowolnej” gangsterskich gagów i kryminalnych legend, ale ciekawie zawiązaną historię, gdzie działania jednych bohaterów wpływają na losy innych.

Jako pierwszą z kobiet mafii poznajemy młodą i ambitną policjantkę – Izabelę, która już w pierwszych minutach filmu przeprowadza brawurową akcję, mającą na celu zakucie w kajdanki kilkunastu przedstawicieli mafijnego półświatka. Niestety, za wychodzenie przed szereg zostaje ukarana zwolnieniem. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre(?) nie wyszło. Niedługo po złożeniu „blachy” dostaje propozycję wejścia w szeregi funkcjonariuszy ABW. Szkolenie prowadzą specjaliści ściągnięci prosto z FBI. A to dlatego, że misja Izabeli nie będzie łatwa. Przyjdzie jej rozpracować grupę przestępczą na czele z niebezpiecznym Padrino oraz jego najwierniejszymi ludźmi – Cieniem, Żywym i Milimetrem. Jak to w życiu bywa – interesy panów mają się bardzo dobrze, dopóki do gry nie wchodzą kobiety. To właśnie one – piękne, zaradne i wyemancypowane – wywrócą mafijny świat do góry nogami. Będą strzelaniny, wypadki, porachunki, biznesy, pieniądze, zemsta, miłość, seks, romanse, zdrady. Brak natomiast typowego podziału na dobrych i złych, bo tak naprawdę w brudnej rzeczywistości nic nie jest czarno-białe.

W rolach głównych cała plejada ulubieńców Patryka Vegi, których znamy już, mniej lub bardziej, z poprzednich produkcji. Oczywiście na pierwszy plan wysuwają się wspaniałe panie. Olga Bołądź (Izabela) wypada profesjonalnie i naturalnie, a przypuszczam, że nie jest łatwo wcielić się jednocześnie w funkcjonariuszkę, striptizerkę, córkę prostytutki, matkę, żonę i kochankę gangstera. Agnieszka Dygant, nie po raz pierwszy obsadzona w roli niani, w niczym nie przypomina zabawnej opiekunki z tvnowskiej produkcji. Tym razem jest demoniczną manipulantką z perfekcyjnie ułożonym planem – i to nie tylko na rozwinięcie narkobiznesu na międzynarodową skalę. Postać Spuchniętej Anki, żony Cienia, próżnej oraz mało inteligentnej zakupoholiczki, grana przez Katarzynę Warnke, budzi na przemian współczucie, smutek oraz śmiech (przez łzy). Seksowna Aleksandra Popławska (filmowa Siekiera, żona Milimetra i… nie tylko) oraz młodziutka Julia Wieniawa (Futro, rozpuszczona córka mafijnego bossa) dopiero debiutują u Vegi, ale w niczym nie odbiegają od swoich bardziej doświadczonych koleżanek. Cała piątka tworzy pakiet silnych oraz zdecydowanych kobiet, które w walce o własne korzyści nie cofną się dosłownie przed niczym, a podstawione pod ścianą, doskonale poradzą sobie z każdym problemem (i niech ktoś w tym punkcie zarzuci reżyserowi oderwanie od rzeczywistości).

Jeśli chodzi o panów, prawdziwym hitem jest udział w filmie Bogusława Lindy. Legenda polskiego kina gra samego Padrino, czyli „szefa wszystkich szefów”, który wprawdzie wypada w swojej roli stosunkowo „sympatycznie”, ale na pewno nie amatorsko. Nie byłoby „Kobiet mafii” bez niezawodnego, niezastąpionego i sprawdzonego tria: Fabijański – Stramowski – Oświeciński. Ten pierwszy jak zwykle tworzy tajemniczą i zagadkową kreację, wprawiając żeńską część publiczności w niekryty zachwyt. Drugi zamienia wizerunek nieco zbuntowanego stróża prawa z charakterystycznym irokezem na image południowego kochanka rodem z hiszpańskiego wybrzeża (na które, notabene, zabiera widzów). Ten trzeci nie zaskakuje, bo wciąż nie wychodzi z roli brutalnego, ale i momentami zabawnego osiłka.

Umówmy się – kino Patryka Vegi to nie jest kino najwyższych lotów. Wielbiciele ckliwych komedii romantycznych, entuzjaści wyłącznie zagranicznych produkcji, a także wyrafinowani fani eufemistycznych filmowych dialogów raczej nie będą zachwyceni jego twórczością. Pewne wpadki i niedociągnięcia w „Kobietach mafii” widać nawet gołym, amatorskim okiem. Ale nie popełnia błędów tylko ten, kto nic nie robi. W tym konkretnym przypadku typowe zarzuty kierowane wobec reżysera dotyczące powielania własnego schematu, wchodzenia po raz kolejny do gangstersko-kryminalistycznej rzeki, wypełniania luk w scenariuszu mało zabawnymi dowcipami, są bezzasadne. Podobnie jak oskarżenia o przekłamywanie i wyolbrzymianie rzeczywistości, o której krytykujący sami nie mają pojęcia. Bo nie sądzę, by byli ekspertami w dziedzinie mafijno-policyjnego środowiska.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że „Kobiety mafii” powrócą w lutym 2019 roku, jako druga część zapowiadanej trylogii. Zakończenie wzbudza ciekawość, pozostawia widza w niepewności, a twórcom daje otwartą furtkę i szerokie pole do popisu. Fani czekają więc z niecierpliwością na kolejną dawkę mafijnych przygód, a antyfani na okazję do krytyki. Czy warto czekać? Dowiemy się już za rok.

Autor recenzji: Wioleta Nowak
Tytuł: Kobiety mafii
Scenariusz: Patryk Vega, Olaf Olszewski
Reżyseria: Patryk Vega
Data premiery: 22 lutego 2018
Obejrzane dzięki uprzejmości: Cinema City Poland, Galeria Plaza (Kraków)

Ocena: 6/10

Kino na obcasach: „Kobieta sukcesu” | Konkurs!

„Czerwona jaskółka” w Cinema City, IMAX® i 4DX® + KONKURS

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.
Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.
Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij