close
Australijski Tygiel – „Sweet Country” na NETIA OFF CAMERA (recenzja)

Australijski Tygiel – „Sweet Country” na NETIA OFF CAMERA (recenzja)

Źródło fot.: https://offcamera.pl/event/146

„Sweet Country”  jest obrazem surowym, minimalistycznym, mającym swe miejsce w świecie niezwykle wymagającym, pełnym niewybaczalnej natury i ascetycznych krajobrazów. Nie inni są ludzie w nim żyjący – silni, postępujący wedle własnych zasad, którzy dzięki swej nieugiętości i lakoniczności wypowiedzi momentalnie przyciągają uwagę widza swoją magnetyczną charyzmą. Wszystkie te elementy stanowią idealną mieszankę tworzącą western o tak niezaprzeczalnie australijskiej duszy.

Choć akcja filmu ma miejsce już prawie 150 lat po przybyciu na kontynent pierwszych kolonizatorów to naród australijski wciąż rodzi się w bólach i świadkami właśnie tego procesu mamy, dzięki Warwick’owi Thornton’owi, okazję zostać. To, że reżyser przyjął na swoje barki ciężar sportretowania procesu narodotwórczego Australii jest jasne już od pierwszego ujęcia, które przedstawia kipiącą miksturę na dźwiękowym tle bójki pomiędzy jednym z właścicieli ziemskich, a tubylczymi robotnikami. Ciężar, gdyż jest to proces będący źródłem wielu wciąż niezagojonych ran, oparty na niewolnictwie i rasizmie, który po dziś dzień pozostaje nie do końca przetrawionym przez Australijczyków problemem. Podjęcie szczerego i otwartego dialogu na ten temat ma szczególną wartość dla Thornton’a jako osoby, której korzenie sięgają rdzennych mieszkańców Australii i którego przodkowie, a co smutniejsze również jego współcześnie żyjący pobratymcy, należą do grupy najbardziej poszkodowanej dyskryminacją. Jednak zdaniem reżysera, które wyraził w styczniu tego roku w wywiadzie dla The Guardian, Australia jest gotowa na tego rodzaju film i jedynie dzięki podjęciu tej skomplikowanej polemiki będzie w stanie podążać naprzód.

Film obrazuje pełen wachlarz ludzkich postaw prezentowanych przez mieszkańców Outback’u w 1929 roku, zarówno w grupie białych kolonizatorów jak i rdzennych mieszkańców Australii – od bogobojnego kaznodziei Fred’a Smith’a do zwyrodniałego weterana pierwszej Wojny Światowej Harry’ego Ranch’a, od niesfornego młodziutkiego Philomac’a do zgorzkniałego i pogodzonego ze swoim losem Archi’ego. Jednak spośród nich wszystkich zdecydowanie najciekawszą postacią jest Sam Kelly. Emanuje on niewypowiedzianą siłą i spokojem, ale też głębokim, wewnętrznym bólem. Mimo osaczającej go z każdej strony dyskryminacji, nie ma żadnych wątpliwości, że zawsze pozostaje on kowalem własnego losu. Gdy napędzany alkoholem i nękany wojennymi demonami Ranch postanawia wyżyć się na rodzinie Kelly’ego, zachowuje on stoicki spokój i unika konfrontacji nie z powodu służalczej uległości, ale kierując się wielką mądrością i tym samym ośmiesza, próbującego udowodnić swoją domniemaną rasową supremację, Ranch’a.

Niestety seria niefortunnych przypadków, zainicjowana przez pełnego młodzieńczego buntu Philomac’a, doprowadza do strzelaniny, podczas której Sam Kelly w samoobronie zabija pijanego Harry’ego Ranch’a. Bezspornym jest, iż gdyby role były odwrócone cała sytuacja nie byłaby żadnym problemem. Jednak ze względu na swoje pochodzenie Sam musi uciekać w celu ratowania siebie i swojej żony.

Od tego momentu zarówno zbiegowie jak i pogoń prowadzona przez sierżanta Fletcher’a wkraczają w zupełnie nowy świat dziewiczej Australii. Do pogoni dołącza również, kierowany chęcią ochrony swojego przyjaciela, Fred Smith. Na tym etapie warto podkreślić, iż portretujący jego postać Sam Neill po raz kolejny wybitną grą aktorską potwierdził swój status jako jednego z najwybitniejszych aktorów południowej półkuli. Ponownie zachwyca łatwość z jaką portretuje on cały wachlarz skrajnie różnych charakterów. W ciągu tylko paru ostatnich lat Neill przedstawił swego rodzaju ewolucję granych przez niego bohaterów zaczynając od zimnego drania w osobie majora Campbell’a w „Peaky Blinders”, poprzez szorstkiego i małomównego, jednak pełnego ciepła i dobroci, Hec’a w genialnym „Hunt for the Wilderpeople”, a w  „Sweet Country” przedstawiając kaznodzieję – idealistę, z wielkim, miękkim sercem, któremu nie sposób zarzucić braku odwagi, lecz można pewnego rodzaju życiową naiwność, nieprzystającą do okrutnego, kierującego się prawem silniejszego świata, w którym przyszło mu żyć. We wszystkich tych występach Neill pozostawia jednak, niczym znak towarowy, swój charakterystyczny i niepodrabialny dotyk, nadający odgrywanym przez niego postaciom wielką głębię.

Wejście w ten nieskalany przez białego człowieka świat dzikiego Outback’u otwiera nowy rozdział w całej opowieści. Pogoń jest zupełnie nieprzystosowana do panujących tam warunków i powoli, z powodu wszechobecnych niebezpieczeństw jak i wewnętrznych konfliktów, traci swoich uczestników. Jedynie gnany nienawiścią, ale chyba przede wszystkim niemożnością pogodzenia się z faktem poniesienia porażki z rąk człowieka, którego uważa za wrodzenie gorszego, sierżant Fletcher prze naprzód. Na końcu wyłącznie dobroduszność i bezinteresowna pomoc Sama pozwala mu ostateczni wrócić do domu żywym. Nie jest zaskoczeniem, że zaradny Kelly radzi sobie świetnie w tak wymagającym terenie. Jednak kolejne dni podróży i przede wszystkim interakcje z wciąż funkcjonującymi na tamtych ziemiach członkami pierwotnych struktur plemiennych, ukazują Samowi tragiczną prawdę. Jest on osobą zawieszoną pomiędzy dwoma światami, praktycznie ogołoconą z własnych tradycji i kulturowo bezdomną. Nie jest on już częścią społeczności swoich pobratymców, ale też nie jest akceptowany przez naród australijski jako jego pełnoprawny członek.

Własnie ta realizacja jest moim zdaniem głównym powodem, dla którego Sam Kelly postanawia „oddać się w ręce Boga Fred’a Smith’a”. Postanawia ryzykując własnym życiem spróbować wejść, a raczej pomóc aktywnie współtworzyć rodzący się na jego oczach nowy naród. Kładzie wszystko na szali dając tym samym szeroko postrzeganej kulturze Zachodu szansę postąpienia zgodnie z ideałami, którymi się rzekomo kieruje. Tym największym z możliwych poświęceń wyciąga rękę  do białej części społeczeństwa i mimo wielkiego strachu, wynikającego ze świadomości grożącego mu niebezpieczeństwa, wykonuje pierwszy krok do stworzenia wspólnoty w prawdziwym tego słowa znaczeniu.

To rozdarcie pomiędzy dwoma światami jest tym bardziej widoczne w osobie młodego Philomac’a. Pozostaje on praktycznie obojętny na wydarzenia głównego wątku fabularnego. Jest bezustannie zajęty, typowym dla wszystkich młodych ludzi, poszukiwaniem swojego miejsca w świecie. Zadanie to jest utrudniane ogromem sprzecznych informacji dotyczących jego własnej tożsamości, którymi bombarduje go otoczenie. Z jednej strony czuje się częścią świata, w którym się urodził i wychował, świata który nie chcę jego niestety do siebie przyjąć. Z drugiej strony jest ciągle pouczany przez swoich „wujków” o wadzę pielęgnowania swoich własnych tradycji i korzeni, o istocie ustrzeżenia się tego kulturowego wyjałowienia, do którego zmuszają go kolonizatorzy, a które jest jednym z powodów cierpień Sam’a Kelly’ego. Wydaje się, że jedynym rozwiązaniem na osiągnięcie szczęścia przez nowe pokolenie rdzennych mieszkańców Australii urodzonych w „białym” świecie jest wyzbyte z kompleksów poczucie pełnego uprawnienia do bycia częścią australijskiego narodu jednak bez utraty kontaktu ze swoim kulturowym dziedzictwem. Film nie udziela odpowiedzi na temat dalszego żywotu Philomac’a jednak wiedza o historii Australii i losach Australijczyków aborygeńskiego pochodzenia nie napawa optymizmem co do sukcesu poszukiwań chłopca.

Co stało się z Samem? Nie zdradzając zakończenia na pewno udało mu się udowodnić, że on sam z pewnością jest gotowy na nową Australię i odnieść moralne zwycięstwo. Własnie poświęcenie jego i jemu podobnych, pełne mądrości i altruizmu, stanowiło podwaliny przemian społecznych, które ukształtowały Australię dnia dzisiejszego.

„Sweet Country” jest filmem godnym polecenia nawet widowni spoza Antypodów. W niebanalny sposób przedstawia piękną historię o ponadczasowych i ponadnarodowych wartościach. Warwick Thornton po sukcesie „Samsona i Dalili” po raz kolejny udowodnił, że potrafi w ujmujący sposób opowiadać historię na tematy trudne i społecznie istotne. Jednak chyba najważniejszą nagrodą dla reżysera było entuzjastyczne przyjęcie, z którym spotkało się jego dzieło na australijskiej premierze podczas Festiwalu Filmowego w Adelajdzie. Film odebrał Nagrodę Publiczności oraz długą owację na stojąco. Po krakowskiej premierze przyłączamy się do oklasków.

Autor recenzji: Krzysztof Jarzmus

Tytuł: „Sweet Country”

Scenariusz: Steven McGregor, David Tranter

Reżyseria: Warwick Thornton

Data premiery: 6 stycznia 2018 roku ( Australia), 15 czerwca 2018 roku ( Polska)

Obejrzane podczas festiwalu NETIA OFF Camera

Koncert Aloszy Awdiejewa „Moje ulubione piosenki”

Koncert w ramach festiwalu 23. Nowohucka Wiosna Muzyczna I młodzeńczo i dojrzale

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.
Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.
Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij