close
Rzymianie w Hollywood, czyli jak tłumaczyć filmy historyczne (recenzja)

Rzymianie w Hollywood, czyli jak tłumaczyć filmy historyczne (recenzja)

Kino historyczne to gatunek, w którym pewnych elementów nie da się pominąć – i nie chodzi tylko o bogatą scenografię i dopięte (bądź nie) na ostatni guzik kostiumy, ale też warstwę językowa, która ma subtelnie przenieść widzów kilka albo kilkanaście wieków wcześniej. Jeśli dialogi wypadną nieautentycznie, internet zaleje fala memów, jak w przypadku „Korony Królów”, jeśli jednak uda się oddać ducha epoki, połowa sukcesu filmu jest już za jego twórcami.

Na warsztat w „Historia na ekranie. Gatunek filmowy a przekład audiowizualny” zostały wzięte filmy i seriale odnoszące się do różnych etapów w dziejach ludzkości. Jest tu i „Rzym”, i „Gra o tron”, i „Duma i uprzedzenie”. Jest i „Xena – wojownicza księżniczka”, i „Downtown Abbey”. Materiał to więc ogromny i dający duże pole do popisu, a także sprawiający, że każdy z czytelników na pewno znajdzie przykład, który go zainteresuje.

W swojej książce Agata Hołobut i Monika Woźniak badają różnice między tłumaczeniami, a oryginalnymi ścieżkami dialogowymi, a także różnymi wersjami tłumaczeń tych samych filmów. Analizie zostały poddane zjawiska językowe, od zwrotów adresatywnych przez używanie wulgaryzmów po zabiegi archaizacyjne. Autorki szukają też podobieństw, analizują styl list dialogowych i pokazują, że chociaż wiele filmów historycznych powstaje w oparciu o literaturę, gdzie styl autora łatwo odnaleźć, to w dialogu filmowym stylometria jest prawie niezauważalna. Styl autorów dialogów czy tłumaczeń staje się niemal przeźroczysty, a ważniejsze jest przyporządkowanie warstwy językowej do konkretnej epoki.

Oczywistym jest fakt, że większość filmów i seriali historycznych powstaje w Stanach Zjednoczonych, ale w przypadku analizy list dialogowych wychodzi na wierzch paradoks, na jaki się nie zwraca już uwagi, bo wydaje nam się to zupełnie naturalne. Oto amerykańscy twórcy robią wszystko, by używając języka angielskiego brzmieć tak jak starożytny Egipcjanin czy Francuz z XVII wieku. Spojrzenie z bliska na językowe zabiegi stosowane do tych maskarad jest interesujące, a czasami całkiem zabawne.

Trzeba też przyznać, że autorki w książce podjęły się trudnego zadania. Trudnego dlatego, że materiał poddany analizie był ogromny i w dodatku porównywany w trzech językach: polskim, włoskim i angielskim. Co więcej, zdarza się, że również polskie czy włoskie tłumaczenie rozbite jest na kilka wersji np. przygotowanych przez stację HBO, TVP czy dystrybutora DVD oraz twórcę dubbingu. I tak w HBO się obciąga, a w TVP chędoży, w HBO jest kutas, a w TVP zadek, w HBO idzie się do dupy, a w TVP do piekła. To tylko niektóre z przykładów pokazujących jak bardzo na odbiór dzieła audiowizualnego wpływa jego warstwa tekstowa i, jak wiele zależy od tłumaczenia.

Zadanie autorek było trudne również z powodu możliwości dotarcia do przedmiotu badań – wiele list dialogowych było niedostępnych, a lektorskie wersje sprzed lat nigdzie nie spisane. Już samo szukanie źródeł było więc pracą godną podziwu. Ale tu też pojawiły się przeszkody, z których autorki zdawały sobie sprawę – czasami porównują włoski dubbing z polskimi napisami, co może być niewymierne, bo jednak słowo pisane od mówionego różni się bardzo, ciężko więc na tej podstawie wysnuwać wnioski.

Analizy prowadzone na styku kilku dyscyplin naukowych sprawiły, że książka nie stanie się jedynie podręcznikiem dla językoznawców. A przedmiot badań, będący jednocześnie elementem kultury popularniej, sprawi, że „Historią na ekranie” zainteresują się także ci, którzy po literaturę językoznawczą na co dzień (ani nawet od święta) nie sięgają. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że książka, choć wciągająca, jest też wymagająca. To zdecydowanie bardziej literatura naukowa, niż popularno-naukowa.

Na koniec muszę wspomnieć, że kilka lat temu sama porównywałam korpusy list dialogowych seriali w swojej pracy magisterskiej. Były to jednak tylko trzy seriale i z perspektywy czasu, widzę jak bardzo moja praca była niedoskonała, dlatego tym bardziej jestem pod wrażaniem tej pracy. I ilości słów w przeanalizowanym korpusie – bagatela, 1 995 000 słów!

Dagmara Marcinek

Agata Hołobut , Monika Woźniak
Historia na ekranie. Gatunek filmowy a przekład audiowizualny
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

Spotkanie połączone z promocją książki odbędzie się 23 maja, o godzinie 17.00 w Bibliotece Jagiellońskiej. Więcej informacji o wydarzeniu znajduje się tutaj.

 

 

 

Dagmara Marcinek

Dagmara Marcinek

When I'm hungry, I eat. When I'm thirsty, I drink. When I feel like saying something, I say it.

PIWNICA pod BARANAMI zaprasza na KONCERT „Męskie śpiewnie”

Kamienny rezerwat/ Mały wielki Kraków dla dzieci

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.
Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.
Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij