close
„Naprawdę trudno jest uwierzyć, jak dużo jest w stanie znieść człowiek” (recenzja „Dziewczyny z Wołynia”)

„Naprawdę trudno jest uwierzyć, jak dużo jest w stanie znieść człowiek” (recenzja „Dziewczyny z Wołynia”)

Wyłaniający się z treści obraz jest tak makabryczny, że naprawdę ciężko jest go strawić rozdział po rozdziale, i czytać wszystkie opisane w nich historie jednym wartkim ciągiem. Trzeba czasu by ochłonąć… Choć najnowszą książkę Anny Herbich „Dziewczyny z Wołynia” można by ze względu na treść i styl pisania pochłonąć nieprawdopodobnie szybko, co bardziej wrażliwym zalecane jest robienie sobie przerw między poszczególnymi historiami, aby nie zwariować, aby móc unieść opisany ciężar na wskroś i do bólu prawdziwego życia. Życia doświadczanego i opowiedzianego przez kobiety, które jako kilkuletnie dzieci były świadkami i ofiarami prawdziwej rzezi.

Najbardziej wstrząsająca z całej serii, obok „Dziewczyn z Powstania”, „Dziewczyn z Syberii” i „Dziewczyn z Solidarności” , ukazuje losy kobiet, którym przyszło żyć w czasach historycznej zawieruchy, stając oko w oko z wołyńskim ludobójstwem. Najmłodsza z przedstawionych w książce kobiet w chwili rzezi wołyńskiej miała zaledwie 5 lat, najstarsza raptem 17. Dziś, będąc już u schyłku swojego życia wracają do tych traumatycznych wspomnień, żeby dać świadectwo i przywrócić pamięć o tych, którzy mieli być na zawsze zapomniani…

Wiosenne łąki pełne kolorowego kwiecia, bociany gniazdujące na strzechach domostw, gwar sąsiedzkich rozmów i śmiech bawiących się dzieci. Beztroska. Polacy, Ukraińcy, Żydzi. Odwiedzają się, wspólnie stawiają czoła problemom codziennego życia. Nagle wszystko się kończy i nadchodzą ciężkie czasy niemieckiej okupacji, a gdzieś na jej peryferiach rozkwita do tej pory tłumiona w zarodku nacjonalistyczna wizja niepodległej Ukrainy. Ukrainy, której największych wrogiem będzie Lach, bez względu na wiek czy płeć.

Nasze bohaterki widziały na własne oczy rzeczy o których my boimy się nawet pomyśleć. Nagle z beztroski dzieciństwa zostały wciągnięte w wir wydarzeń, których nie da się opisać. Morderstwa ze szczególnym okrucieństwem wykonywane na ich najbliższych – rodzicach, rodzeństwie, wujostwie przez ludzi, którzy bardzo często byli ich najbliższymi sąsiadami. Koszmar, którego nie da się pojąć, zrozumieć, i nie sposób zapomnieć.

Książka, mimo wstrząsających wydarzeń w niej opisanych, emanuje spokojem. Bohaterki mimo dzieciństwa przerwanego w bestialski sposób nie pozwoliły, aby zawładnęła nimi nienawiść czy chęć zemsty, i wbrew wszystkiemu i wszystkim starały się żyć najnormalniej jak to tylko możliwe. Mimo, że koszmar tamtych dni powracał w snach przez bardzo długi czas, kobiety zakładały rodziny, rodziły dzieci, chciały żyć (najnormalniej w świecie). Większość z nich zdecydowała się nawet wrócić do krainy swojej młodości, choć w związku z tym musiały przeżywać kolejny cios – po sielskich miejscowościach często nie było już bowiem najmniejszego śladu.

Czy wybaczyły oprawcom? A czy na takie pytanie da się w ogóle odpowiedzieć jednoznacznie? Wbrew pozorom, czytając wspomnienia naszych dzielnych bohaterek, dużo bardziej czuć jednak powiew nadziei niż zrezygnowania, żalu i nienawiści. Wydaje się, że przy zdrowych zmysłach kobiety utrzymała szczera wiara w Boga.

Po raz kolejny chcę wyrazić wielkie słowa uznania dla autorki za to, że nie boi się podejmować trudnych tematów i przybliża czytelnikom tak ważne dla nas kwestie nie od strony historycznej, ale tej najważniejszej – typowo ludzkiej, emocjonalnej. Z punktu widzenia historyków rzeź wołyńska, podszyta nienawistną ideologią, miała pomóc rozkwitnąć niepodległej Ukrainie, nasze bohaterki widzą jednak tę kwestię inaczej. Ukraińcy popełniali te zbrodnie z najniższych pobudek, czyli w celu przejęcia majątku Polaków.

Książka wydaje się być lekturą obowiązkową dla wszystkich, którym nieobojętna jest poplątana historia naszej kraju i losy zwykłych ludzi, którzy budowali historie naszej ojczyzny. Tych ludzi, których imion i nazwisk nie znajdziemy w podręcznikach do historii, a którzy własną krwią zapłacili za to, że byli Polakami. Z tych czasów, o których przez długi czas „polityczna poprawność” kazała zapomnieć, a i dziś wydają się być niewygodne dla obu stron. Polecam i ostrzegam – jest ciężko, ale i wyjątkowo wciągająco.

„Jeżeli my zapomnimy o Nich, Ty Boże zapomnij o nas”.

Autor recenzji: Agnieszka Jedynak

Autor: Anna Herbich

Tytuł: Dziewczyny z Wołynia

Seria: Prawdziwe Historie

Premiera: 2 lipiec 2018

Wydawnictwo: Znak Horyzont

PREMIERY W ARSIE

Miłość wciągnięta w wir historii | Premiera powieści, jakiej od lat nie było | „Kamerdyner” już 5 września

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.
Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.
Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij