close
„Prawda jest jednak taka, że nie ma jednego, prawdziwego Paryża.” „U stóp Montmartre” (recenzja)

„Prawda jest jednak taka, że nie ma jednego, prawdziwego Paryża.” „U stóp Montmartre” (recenzja)

Nie ma chyba piękniejszego widoku na panoramę Paryża niż ten, który rozpościera się przed oczami turysty siedzącego po zmroku na schodach bazyliki Sacré-Cœur. Spośród milionów błyszczących świateł, najjaśniejsze wydają się być te rozświetlające wieżę Eiffla oraz Łuk Triumfalny. To właśnie one – obok słynnego Luwru – są głównym celem podróżnych odwiedzających stolicę Francji. Jednak w debiutanckiej powieści Britty Röstlund żadna z tych atrakcji nie będzie głównym bohaterem ani nawet tłem rozgrywających się zdarzeń. Autorka zabiera bowiem czytelników na zagadkową wyprawę do mniej znanych zakątków Paryża, gdzie będą oni mieli okazję poczuć prawdziwą atmosferę miasta, odczuwaną zmysłami mieszkańców z różnych grup społecznych.

Niezbyt pospieszna fabuła snuje się wokół życiorysów dwójki kompletnie różnych od siebie postaci. Pierwszą z nich jest Mancebo. Pochodzący z Tunezji drobny przedsiębiorca prowadzi swój mały sklepik kolonialny przy jednym z bulwarów. Na piętrze budynku znajduje się jego mieszkanie, które dzieli wraz z marudną małżonką Fatimą, nieco zamkniętym w sobie synem Amirem, a także zaufanym kuzynem Tarikiem oraz jego kapryśną żoną Adele. Może nie są rodziną idealną, ale skoro nie ma tragedii, to po co zmieniać funkcjonujący od lat układ? Podobnie jest ze sztywnym planem dnia Mancebo. Sytuacja zmienia się jednak, kiedy pewnego razu do drzwi sklepiku puka nieznajoma kobieta. Prosi handlarza, by śledził jej męża, gdyż podejrzewa go o zdradę. Mężczyźnie nie sposób odmówić, zwłaszcza, że bawiąc się w detektywa, może dorobić do pensji. Od tego momentu poukładane życie Manceba wywraca się do góry nogami.

Helen to (stosunkowo) młoda dziennikarka i samotna matka w jednej osobie. Nieustannie poszukuje zawodowych wyzwań. Jako rasowa „żurnalistka” nie zawaha się podjąć żadnego ryzyka. Nic więc dziwnego, że kiedy przypadkowo spotkany w kawiarni mężczyzna zapyta: „Czy czeka pani na monsieur Belliviera, madame?”, kobieta odpowie twierdząco. Mimo że właśnie po raz pierwszy usłyszy to nazwisko. Niebawem zostanie zaprowadzona do nowoczesnego drapacza chmur w biznesowej dzielnicy Paryża. W swoim prywatnym biurze będzie miała za zadanie przez miesiąc przesyłać pod wskazane adresy mailowe zaszyfrowane informacje. W nagrodę na koniec każdego dnia otrzyma bukiet kwiatów, a za wypełnienie misji – sowitą zapłatę. Brzmi niedorzecznie? Być może. Mimo to Helen postanawia należycie wypełnić podjęty obowiązek…

Dla obydwojga bohaterów zerwanie z rutyną oznacza zaburzenie pewnego rytmu, wzbudzenie podejrzliwości, odczucie głębokiego niepokoju. W trakcie lektury czytelnik podświadomie przejmuje te stany, ponieważ zaczyna utożsamiać się zarówno z Mancebo, jak i Helen. Oni także nie znają rozwiązania całej zagadki, nie wiedzą, dokąd zmierzają, nie mają pojęcia, co czeka ich na końcu tajnego planu. O ile w ogóle takowy istnieje. Kolejne zaskakujące zdarzenia zdumiewają zarówno odbiorcę, jak i książkowe postaci. We współodczuwaniu nie przeszkadza odbiorcy nawet ciągła zmiana perspektywy – rozdziały na przemian pisane są z punktu widzenia stosunkowo zamożnej Francuzki oraz średnio sytuowanego emigranta. Pomaga na pewno mnóstwo opisów miasta zamieszczonych w treści. I nie chodzi tutaj tylko o samą topografię, ale także (a może przede wszystkim) o dźwięki, obrazy, smaki czy zapachy, które stanowią szczegółowe tło przywoływanych wydarzeń. Przenoszą one czytelnika do urokliwej rzeczywistości, gdzie kawa pachnie intensywnie, lenistwo jest przyjemne, dym papierosowy przesłania pewne zdarzenia, bagietki smakują wyjątkowo, widok bazyliki Sacré-Cœur zapiera dech w piersiach, a rozmowy toczą się czasami zbyt głośno i żywiołowo. Całości dopełnia odrobina lekkiego, niezobowiązującego humoru.

„Jeśli myślisz, że przygoda jest niebezpieczna, spróbuj rutyny. Ona jest zabójcza” – głosi jeden ze znanych cytatów Paulo Coelho. Jak tu się z nim nie zgodzić, kiedy przyzwyczajenia oraz wynikające z nich ograniczenia wywierają tak ogromny, negatywny wpływ na życie obydwojga bohaterów? Najdrobniejsza zmiana może wywołać potężne, nieprzewidziane skutki. Ot, efekt motyla w pełnej krasie. Gdybym napisała, że „U stóp Montmartre” to pozycja obowiązkowa w każdej biblioteczce, skłamałabym. Ale jeśli jesteś miłośnikiem Francji, powinieneś tę powieść przeczytać, rzuca bowiem nowe światło na życie mieszkańców miasta. Britta Röstlund z gracją i w wyjątkowo nienachalny sposób odsłania przed czytelnikiem dziesiejsze problemy Paryża, oprawiając je w solidną, klimatyczną, literacką ramę. Zarówno te wielkomiejskie zmartwienia, jak i małomiasteczkowe troski. Naprawdę przyjemna lektura.

Autor recenzji: Wiola Nowak
Tytuł: „U stóp Montmartre”
Autor: Britta Röstlund
Wydawnictwo: Marginesy
Data premiery: 2018

„4 3 2 1” (recenzja)

KRAKOWSCY ARTYŚCI W HOŁDZIE NAJWYBITNIEJSZYM

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.
Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.
Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij