close
„Czy ktokolwiek może być zakończony z jakąkolwiek ze swoich historii?” „Wkrótce nadejdzie ten czas” (recenzja)

„Czy ktokolwiek może być zakończony z jakąkolwiek ze swoich historii?” „Wkrótce nadejdzie ten czas” (recenzja)

Hilbert (Szymon Grzybek) jak zwykle wraca do domu o stałej porze, znużony pracą oraz znudzony życiem. Wchodzi do salonu, po czym zajmuje swoje miejsce na nieco wysłużonej sofie. Wie, że obok tradycyjnie zasiądzie jego żona. Na sto procent odda się niezbyt pasjonującemu (i w zasadzie bezużytecznemu) zajęciu – robieniu na drutach ocieplacza jaj. Choć Hilbert wolałby zapewne, żeby oddała się jemu…

Tak się jednak nie stanie, bo ich pożycie już dawno temu umarło śmiercią naturalną, a oni do tej pory nie zrobili nic, by je wskrzesić. Rebekka (Kamila Klimczak) bez wątpienia nie zaskoczy dzisiaj męża i nie zrobi nic pożytecznego w domu. Kobieta bowiem, pomimo trzydziestu pięciu wiosen, życiową zaradnością nie grzeszy. I zgrzeszyć (w żaden sposób) nie zamierza. Lata mało wymagającego małżeństwa absolutnie nie zmotywowały jej do najmniejszej zmiany.

Niebawem Rebekkę odwiedzi były partner, John (Bartłomiej Kwiatkowski). Hilbert nie znosi tego oderwanego od rzeczywistości miłośnika wędkarstwa i niepoprawnego marzyciela. Od zawsze jednak przymyka oko na jego wizyty. Przecież żona nie odejdzie do innego, za bardzo już się przyzwyczaiła do obecnego, beznadziejnego stanu rzeczy. Poza tym John jest od dłuższego czasu w nieudanym związku z dosyć osobliwą Ingrid (Kinga Kowalska), do której totalnie nie pasuje. Fakt ten jeszcze bardziej uspokaja męża Rebekki.

I tak sobie wszyscy leniwie trwają w tej zastanej rzeczywistości, kiedy nagle, zupełnie niespodziewanie, odmieniają ją dwie postaci. Pierwsza z nich to Oda, czyli seksowna pokojówka oraz „dynamiczna dziewica” w jednym. Wpada na scenę, by z wielkim hukiem odkurzyć wszystko, co napotka na swej drodze: nie tylko meble czy podłogi, ale i przestarzałe zasady, nawyki, schematy. Czy uda jej się szturmem obudzić bohaterów z letargu? Druga postać to Dziecko Do Bicia (Małgorzata Brożonowicz-Sienkiewicz), które właśnie skończyło… pięćdziesiąt lat. Czy pozbawiona rodzicielskiej opieki latorośl stanie się wyrzutem sumienia Hilberta i Rebekki?

Autorkę dramatu, Dunkę Linę Knutzon, porównuje się do naszego słynnego, genialnego Sławomira Mrożka. Po jej sztuce można więc spodziewać się prawdziwego teatru absurdu, dotykającego spraw codziennych, zwieńczonego jaskrawym morałem. I tak rzeczywiście jest. Ale choć spektakl to z definicji komedia, mało komu po obejrzeniu go do śmiechu. Owszem, zawiera kilka groteskowych scen, w trakcie których publiczność dobrze się bawi, jednak w ostatecznym rozrachunku perypetie bohaterów o wiele bardziej wzbudzają współczucie niż radość.

To smutne, że do czasu pojawienia się „dynamicznej dziewicy”, najbardziej zmiennym elementem spektaklu jest… położenie na scenie ruchomych drzwi. Ale to w żadnym razie nie znaczy, że mamy do czynienia z „drewnianym” aktorstwem. Najbardziej zapadają w pamięć dwie kreacje: odrzucająco-komiczna Szymona Grzybka oraz wyzywająco-przebojowa Aleksandry Konior (jeśli to przeczyta, niech wie, że jest wspaniała!). Poczucie winy natomiast skutecznie wywoła w widzu przejmująca Małgorzata Brożonowicz.

Ile jest tak zupełnie obojętnych wobec siebie par jak Rebekka i Hilbert? A jak dużo całkowicie niezgranych związków, przypominających ten Johna i Ingrid? Mnóstwo osób traci życie na bezsensowne kłótnie i ciągłe „wypominki”, zamiast zdecydować się na najprostsze rozwiązanie, czyli rozstanie wbrew słynnemu: „Co ludzie powiedzą?”. Wokół pełno „domów, w których nikt nikogo nie kocha”. Ich mieszkańcy zatracają się w bezmyślnej stagnacji, automatycznie wykonując codziennie te same czynności. Pozwalając tym samym podstępnie zabijać się rutynie.

Marna egzystencja bohaterów spektaklu to absolutne zaprzeczenie fantastycznego, ciekawego i wartościowego życia. Spektakl trzeba koniecznie zobaczyć, gdyż doskonale pokazuje, jak należy… nie postępować. Odkładanie na jutro miłości, rodziny, planów, marzeń, szczęścia to kategoryczny błąd. Wymieniany po wielokroć przez Hilberta „TEN CZAS” ma według niego nadejść „WKRÓTCE”. Może lepiej „WKRÓTCE” zamienić w swoim słowniku na „TERAZ I JUŻ”? W przeciwnym wypadku „WKRÓTCE” może nie nadejść „NIGDY”.

Autor recenzji: Wiola Nowak
Teatr: Teatr Barakah
Tytuł: Wkrótce nadejdzie ten czas
Autor: Line Knutzon

Tłumaczenie: Paweł Partyka
Reżyseria: Ana Nowicka, Paweł Partyka
Asystent reżysera: Szymon Grzybek

Obsada: Małgorzata Brożonowicz-Sienkiewicz, Kamila Klimczak, Aleksandra Konior, Kinga Kowalska, Szymon Grzybek, Bartłomiej Kwiatkowski
Kostiumy: Paweł Partyka
Data premiery: 10.12.2016
Spektakl obejrzany dzięki uprzejmości: Teatru Barakah
Źródło zdjęcia: http://teatrbarakah.com/barakah-wp/events/event/wkrotce-nadejdzie-ten-czas/

„DO BETLEJEM” – ORATORIUM NA BOŻE NARODZENIE w Kijów Centrum

Objazdowy Festiwal Filmowy WATCH DOCS. Prawa Człowieka w Filmie- 18-21.10.2018

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.
Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.
Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij