close
Sara Romska „Dzieci psychiatryka. Dalsze losy” [recenzja]

Sara Romska „Dzieci psychiatryka. Dalsze losy” [recenzja]

Istnieją w naszym świecie otoczone kratami instytucje, które gromadzą w swoich murach osoby nieradzące sobie poza nimi – więzienia, zakłady poprawcze, szpitale psychiatryczne. To miejsca, których żaden człowiek nie chciałby poznać od środka. Przez stereotypy, w które obrosły, kojarzą się głównie z niebezpieczeństwem płynącym ze strony ich podopiecznych, ograniczeniem wolności, a  tym samym „zabezpieczeniem” reszty społeczeństwa. Placówki te mają za zadanie przystosować nieporadne jednostki i przygotować je do życia według zasad panujących w uschematyzowanej wspólnocie. To właśnie w nich ludzie z problemami powinni znaleźć wsparcie i ukojenie. Nierzadko zdarza się jednak, że taki pobyt przypina determinującą życie łatkę, a przewidywana pomoc ze strony instytucji daleka jest od oczekiwań. Realia takich organizacji przerażają tym mocniej, kiedy ich podopiecznymi są dzieci – wizyta w szpitalu psychiatrycznym wykracza poza ogólnie przyjętą wizję iddylicznego dzieciństwa. Źródłem strachu i niezrozumienia jest niewiedza, której pozwala nam się pozbyć Sara Romska, autorka książki „Dzieci psychiatryka. Dalsze losy”. Przekonamy się z lektury, że chore nie są dzieci trafiające do szpitala psychiatrycznego, a to co spotkało je na „wolności”, a co gorsza to, czego doświadczają w instytucjach oferujących pomoc tylko z nazwy.

 

Sara Romska, to pseudonim Czesławy Joanny Drałus, pielęgniarki pracującej przez prawie siedem lat w szpitalu psychiatrycznym o zaostrzonym rygorze dla dzieci. Historie jej małych podopiecznych i zaufanie, którym ją obdarzyli skłoniły kobietę do napisania pierwszej książki „Dzieci psychiatryka. Historie z ich życia”. Aktem ufności wobec autorki i jej główną motywacją do powstania „Dzieci psychiatryka…” był pamiętnik podarowany jej przez opuszczającą placówkę Natalię. Opisywane w nim  koleje losów dziecka wychowującego się w patologicznej rodzinie, Sara Romska rozwinęła o historie innych dzieci oraz opis zasad i nieprawidłowości w funkcjonowaniu ośrodka, do którego trafia „trudna młodzież”.

„Dzieci psychiatryka. Dalsze losy” kontynuuje historie młodych pacjentów, przedstawia nowych bohaterów przykrej rzeczywistości oraz stawia mnóstwo trudnych pytań: co dzieje się z pełnoletnimi opuszczającymi bramy ośrodka? Czy proces leczenia i resocjalizacji przebiega prawidłowo i czy w opisywanej placówce jest to w ogóle możliwe? Jak cienka jest granica na której tylko krok dzieli wychowanków od powrotu do dawnych nawyków i schematów? I w końcu gdzie szukać winnego opisywanych dziecięcych zachowań? Ujawniający się w historiach młodych schemat doznawanych ze strony dorosłych  krzywd – przemocy psychicznej, fizycznej i seksualnej, poniżania, używek, braku akceptacji i miłości – pozwala wysnuć jedną niezaprzeczalną refleksję. Żadne z dzieci nie rodzi się złe, a winni są głównie dorośli: matki i ojcowie oblewający egzamin na rodziców, a zawód dorosłymi kontynuowany jest również w ośrodkach pomocy.

 

Pierwsze cztery rozdziały książki przedstawiają ciąg przyczynowo-skutkowy wyjaśniający drogę bohaterów do trudnego punktu, w którym się znaleźli. Ton autorki nie jest jednak ani usprawiedliwiający, ani oskarżający. Autorka zdaje się mieć bardzo dużo ciepła wobec osób, które trudno na pierwszy rzut oka nim obdarzyć. Dostarczona porcja faktów pozwala wiele zrozumieć i w kontekście opisywanych problemów podważyć samą zasadność sformułowania „szpital psychiatryczny”. Historia prawie każdego z bohaterów napisana jest z osobna i opatrzona imiennym tytułem. Kilka opowieści kończy się krótkim wywiadem z osobami, których one dotyczą.  Możliwość zabrania głosu przez Dominikę, Arletę, Franka i innych jest ogromnym atutem książki, wzmacniającym jej autentyczność i przedstawiającym perspektywę tych, którzy są w tej opowieści najważniejsi. Dzieciństwo podopiecznych szpitala psychiatrycznego niejednokrotnie pachniało wódką i strachem przed kolejną serią ciosów od najbliższych będących pod jej wpływem. Kolejnym leitmotivem historii naszych bohaterów jest uczucie opuszczenia, związane z nowymi partnerami rodziców, którzy zostawiając w tyle stare życie postanowili dołączyć do przeszłości również „stare dziecko”. Ich doświadczenia można by podsumować jednym słowem: brutalne. Krzywdy zaznane w dzieciństwie i nieumiejętność radzenia sobie z emocjami w inny, niż wyniesiony z domu sposób, doprowadził większość bohaterów do autodestrukcji czy agresji skierowanej w kierunku otoczenia, a w konsekwencji w mury szpitala psychiatrycznego. Oblicze miejsca, które miało poskładać w całość stracone dzieciństwo jawi się jednak w zgoła odmienny od oczekiwań sposób. Z relacji podopiecznych dowiadujemy się między innymi o niezaspokajanej potrzebie rozmowy z psychologiem, uszczypliwościach ze strony nieprofesjonalnego personelu, a w końcu czymś, co bez zastanowienia nazwałabym formami przemocy. Pełnoletni pacjenci opuszczający bramy placówki odzyskują pozorną wolność, nieraz na powrót wpadając w sidła schematów przeszłości. Bez wątpienia każda historia z osobna warta jest jej poznania, a wszystkie razem tworzą słodko – gorzką mieszankę finałów.

 

Kolejne rozdziały Sara Romska poświęca kolejno: zagadnieniu adopcji i zrzucaniu obowiązków wychowawczych na dziadków, owianej tabu pedofilii w PRL-u i na końcu czyhającym na młodzież zagrożeniom współczesności. O ile każde zagadnienie z osobno jest ciekawe, a autorka przytacza w nim wiele prawd, o tyle brak  ich rozwinięcia wprowadza pewien chaos i niezgrabność.

Jedynym co razi w książce znacząco jest rozdział „Trochę inni”, a właściwie jego niefortunnie dobrany tytuł. Można by się spodziewać historii osób, których pobytu w szpitalu psychiatrycznym nie da się wytłumaczyć skomplikowanym dzieciństwem. Zaskoczeniem był fakt, że inność polega na homo- oraz  transseksualizmie bohaterów. Przez cały rozdział poświęcony Nikodemowi, który w dniu trzynastych urodzin zakomunikował głośno potrzebę zmiany płci, raziła mnie kontynuowana do przedostatniego zdania opowieści forma żeńska. W geście zrozumienia problemów z tożsamością płciową, wyrazu podziwu za odwagę w mówieniu o nich i zwyczajnego spełnienia woli, przyjemniej czytałoby się tę historię w formie, w jakiej występować chce jej bohater. Ograniczanie tożsamości tej dwójki w ramy „inności” na pewno nie pomaga im poczuć się inaczej w społeczeństwie. Nie zarzucam jednak autorce złych intencji, a jedynie nietrafny dobór słów. Ich moc w kreowaniu rzeczywistości jest jednak na tyle duża, że warto pokusić się o – być może z pozoru przesadną – uważność i poprawność.

 

To jednak nie niezamierzenie chybione słowa, składnia, ani językowa stylistyka są w tej książce najważniejsze, a ludzie i ich historie, do ilustrowania których Pani Sara Romska ma ogromną wrażliwość. Dzięki książce możemy się tą wrażliwością i empatią bez wątpienia zarazić. Nieporozumieniem pozostaje fakt, że niektóre specjalnie stworzone w celu niesienia pomocy instytucje nie sprzyjają nie tylko osobom jej potrzebującym, ale i takim, jak Pani Sara Romska – które są gotowe bezinteresownie to wsparcie nieść.

 

Książka: „Dzieci psychiatryka. Dalsze losy”

Autorka: Sara Romska

Autorka recenzji: Kamila Gorzkiewicz

Wydawnictwo: Ridero

 

NIEBAGATELNA PROMOCJA W BAGATELI – „SZALEŃSTWA NOCY” ORAZ „ZA ROK O TEJ SAMEJ PORZE”

„Kłamstwo… o miłości” (recenzja)

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.
Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.
Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij