close
Praca na pół, pozór na cały etat. „Bullshit Jobs” Davida Graebera (RECENZJA)

Praca na pół, pozór na cały etat. „Bullshit Jobs” Davida Graebera (RECENZJA)

Dobre non fiction sprawia, że czytelnik dosłownie czuje, jak podczas czytania poszerzają mu się horyzonty (bardzo przyjemne, polecam). Niestety, im większa staje się ta zmiana szerokości, tym trudniej potem ją zmierzyć, streścić i podsumować.

W przypadku „Bullshit Jobs” proces poszerzania ogranicza się głównie do drugiej połowy książki. Pierwsza służy raczej jako rozgrzewka opon mózgowych, gimnastyka porównań i rozciąganie wyobraźni. Przywołuje istniejące sytuacje, pokazuje nam ich absurd, a potem dopytuje: czy na pewno uważasz, że tak, jak jest, jest w porządku? – żeby potem, kiedy już praktycznie każdy czytelnik przyzna mu „nie”, przejść do „dobrze. a teraz zastanówmy się, dlaczego?”.

Na przykład: gdybyście – nie przy mnie, ale przy jakimś bardziej produktywnym, bardziej zaangażowanym ode mnie dziennikarzu, jednym z tych pociągających do odpowiedzialności instytucje i pracowników państwowych – postawili specjalistę od marketingu, profesjonalnie zajmującego się wymyślaniem memów, to ten drugi dostawałby pewnie od społeczeństwa więcej pieniędzy niż pierwszy.

Oraz więcej szacunku.

A także, proporcjonalnie, ludzi milcząco aprobujących jego odpowiedź na pytanie: „Gdzie pracujesz?” w stosunku do tych marszczących usta i mamroczących „Ale czy to prawdziwa praca?”.

I to jest chyba dobre pytanie. Bo co właściwie oznacza prawdziwa praca? I czemu częściej wiąże się z siedzeniem przy biurku i dobrym wyglądaniem, zamiast, no wiecie, aktywnym robieniem rzeczy?

Czemu w ogóle uważa się o ludziach, że są naturalnie leniwi? Jasne, rzadko są wiecznie produktywni, większość z nas pracuje raczej napadami niźli spokojnym strumieniem, ale czemu wyżej ceni się to drugie? Czemu niechęć do wykonywanie nieprzyjemnej, albo też pogardliwej, albo też całkowicie bezsensownej pracy traktowana jest jako coś podejrzanego? Albo niemoralnego?

Dlaczego, zamiast zmierzać w kierunku wolnego od biurokracji świata, nasz system wydaje się owijać jak tworząca poczwarkę gąsienica, w kolejne warstwy asystentów, lokajów, sekretarek? Co niby ma z tej poczwarki wyjść?

Dlaczego, w obliczu wyraźnie niewystarczającej dla wszystkich ilości miejsc pracy, po prostu nie porzucić idei, że praca potrzebna jest wszystkim?

Na te i inne pytania dostaniecie odpowiedź w tej książce. Odpowiedź nie zawsze pewną albo łatwą – ale według mnie znacznie lepszą od krótkiej chwili uprzejmego milczenia.

Karolina Bogacka

 

Karolina Bogacka

Karolina Bogacka

Miałaby na tym zdjęciu papierosa, ale niestety nie pali.

„Oscary. Sekrety największej nagrody filmowej” (RECENZJA)

Awangarda dla opornych

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.
Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.
Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij