close
Zmora (recenzja)

Zmora (recenzja)

„Zmora” w Teatrze Mumerus to teatralna adaptacja trzech rozdziałów powieści „Braci Karamazow” Fiodora Dostojewskiego. Wychodząc od słynnej rosyjskiej powieści, reżyser Wiesław Hołdys stawia pytanie o istotę zbrodni, jej charakter, formę i skutki. Podczas spektaklu przyjdzie nam się zmierzyć nie tylko z kryminalnym wątkiem, ale również z tytułową zmorą.

 


Na początku przedstawienia scena pogrążona jest w całkowitych ciemnościach. Po chwili zostaje rozświetlone jej fragment i naszym oczom ukazuje się kawałek schodów oraz w samym centrum krzesło. Do naszych uszu dochodzi skrzypnięcie drzwi i ciężkie kroki. Pojawia się Iwan Fiodorowicz Karamazow (Jan Mancewicz). Słyszymy jak zaczyna rozmowę z Smerdiakowem (Mateusz Mikoś), który skrywa się za ścianą. Przed naszymi oczami czasem ukaże się tylko jego ręka, groźnie wskazująca na Iwana albo ściskająca plik banknotów. Smerdiakowem niewiele pojawia się na scenie, ale robi to z wyczuciem i wdziękiem.

Cała ta scena sprawia wrażenie jakbyś ją oglądali przez otwarte drzwi. Czujemy się jak ciekawski podglądacz, który przechodząc mimochodem koło domostwa, przystanął przy otwartych drzwiach, zaciekawiony wydobywającymi się z niego krzykami. Tak jak w prawdziwym świecie, nie widzimy wszystkiego. Niektóre części są niewidoczne, ukryte przed naszym wzrokiem. Postacie wchodzą za ścianę, nieprzerwanie prowadząc ze sobą dialog. Przykładowo nie widzimy, jak zachowuje się Smerdiakow, a możemy się jedyne tego domyślać po jego głosie. Jesteśmy zmuszeni użyć naszej wyobraźni do tego. W tle słyszymy odgłosy przesuwania przedmiotów oraz tajemniczy dźwięk, przypominający bzyczenie owadów. Buduje odczucie niepewności i nastrój grozy.

W drugiej scenie przenosimy się do mieszkania Iwana, do którego wraca po rozmowie z Smerdiakowem. Z mroku wyłania się postać eleganckiego starszego Pana, który do tej pory znajdował się w ukryciu. Na początku nie do końca wiadomo co to za postać. Dopiero po słowach „Szatanem jestem i nic, co ludzkie, nie jest mi obce” odsłania swoje prawdziwe oblicze. Jak na diabła przystało jest wybitnym mówcą, który w swoich gładkich słowach kusi i manipuluje.

Iwan obrzuca go wyzwiskami, twierdząc, że jest najgłupszą i jednocześnie najmroczniejszą częścią duszy. Jednocześnie nie wierzy w jego istnienie twierdząc, że jest zmorą występującą w tylko jego głowie. Fascynujący jest dialog, który prowadzą między sobą na temat. Słuchając go nasuwa się analogia do rozmowy diabła z literatami w „Mistrzu i Małgorzacie”. Podobnie jak i tam diabeł stara się przekonać rozmówców do swojego istnienia. W przeciwieństwie do Wolanda diabeł z „Zmory” (Ryszard Łukowski) jest bardziej ludzki i cierpi na typowo ludzkie problemy, jak na przykład reumatyzm. Marzy, aby stać się prostą przekupką, chodzić do cerkwi i wierzyć w Boga. Ciekawym zabiegiem jest naśladowanie przez niego gestów i zachowania Iwana. Sprawia to wrażenie lustrzanego odbicia, które wzmaga poczucie niepokoju.

Trzecia scena odbywa się tuż przed publicznością. Iwan załamany poprzednią rozmową usiądzie na skraju sceny. Po chwili pojawi się jego uduchowiony brat Aleks Fiodorowicz Karamazow (Robert Żurek). Całkowicie ubrany w biel stanowi kontrast do innych postaci. Z rozwagą nie przekroczy progu sceny, jakby podświadomie wiedział, co może się czaić w ciemności. Będzie spacerował przed nią, nie patrząc zupełnie na Iwana, tylko przenikliwie mierzył wzrokiem publiczność.

Bardzo ważnym elementem w spektaklu jest światło. To dzięki niemu możemy dostrzec najważniejsze elementy spektaklu. Mocno kontrastuje z panującym mrokiem, w którym czai się tytułowa zmora. Scenografia jest oszczędna. Krzesła, drewniany stoliczek, a na nim szklanka. Spektakl jest pełen symbolicznych elementów, które wpływają na budowanie historii. Przykładowo, kiedy Iwan rozmawia ze zmorą wypija napój znajdujący się na stoliczku. W momencie, kiedy kończy rozmowę i przegania niesfornego gościa, szklanka znowu jest wypełniona po brzegi. Buduje to poczucie niepewności. Czy ta scena wydarzyła się naprawdę? Czy była tylko snem i marą?

Również i dźwięk stanowi istotny element spektaklu. Wypełniająca małe pomieszczenie odgłosy mocno wpływają na widownię. Sprawiają, że odczuwalne są podskórne dreszcze. Potęgują on odczucia niepokoju, które spowodowane jest panującym mrokiem na sali teatralnej. Nie potrzeba muzyki, aby zbudować takie odczucia.

„Zmora” w Teatrze Mumerus ma swój niepowtarzalny, indywidualny charakter. Nie pokazuje wszystkiego, pozostawia wiele miejsca dla wyobraźni widza. To właśnie ona stanowi istotny klucz w przedstawieniu. W niej rozgrywa się duża część spektaklu i w niej przyjdzie nam się zmierzyć z tytułową zmorą. Dlatego zachęcam, aby wybrać się do Teatru Mumerus i stawić czoła temu, co czai się w mroku.

Autor recenzji: Mateusz Banasik
Teatr: Teatr Mumerus
Tytuł: „Zmora”
Reżyseria: Wiesław Hołdys
Scenografia: Wiesław Hołdys
Obsada:
– Iwan Fiodorowicz Karamazow (Jan Mancewicz),
– Smierdiakow (Mateusz Mikoś),
– Gość, zmora (Ryszard Łukowski),
– Aleksy Fiedorowicz Karamazow (Robert Żurek).
Data premiery: 21. 10. 2018 r.
Spektakl obejrzany dzięki uprzejmości: Teatru Mumerus

 

Mateusz Banasik

Mateusz Banasik

Humanista, szablista i miłośnik teatru. W życiu ważna jest dla niego różnorodność. Nie cierpi nudy i monotonni. Zafascynowany nowymi technologiami z utęsknieniem patrzy w przyszłość. Stara się zrozumieć ludzką naturę, którą codziennie odkrywa na nowo.

Czerwcowe zajęcia w Muzeum Inżynierii Miejskiej i Ogrodzie Doświadczeń

TEATR PRZYPADKÓW FERALNYCH „UNI”

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.
Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.
Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij