close
Nikt nie spodziewał się słowiańskiej inkwizycji, czyli “Przeklęte krainy“ Jacka Piekary (recenzja)

Nikt nie spodziewał się słowiańskiej inkwizycji, czyli “Przeklęte krainy“ Jacka Piekary (recenzja)

Seria o inkwizytorze od wielu lat cieszy się popularnością nad Wisłą. Kolejne tytuły cyklu znikają z półek wszystkich księgarni w zatrważającym tempie. Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Fabryka Słów w moje ręce wpadła najnowsza część, Przeklęte krainy, dzięki czemu zagłębiłem się w najnowszą przygodę Jego Wielebności Inkwizytora. I cóż to była za przygoda!

Główny bohater cyklu trafia do dalekich królestw Wchodu, na tereny średniowiecznej Rusi. Jakże odmienna jest to rzeczywistość od tej, w której przyszło mu wcześniej żyć: kraina pełna zdrady, wszechogarniającej magii i przeszywającego zimna. Świat, w którym chrześcijanin, a tym bardziej pracownik świętego oficjum, bez odpowiedniego dostosowania swych przekonań nie przetrwałby doby.

Jednak każdy wielbiciel serii wie, że nasz protagonista nie jest w ciemię bity i gdy trzeba, to i na wiedźmę oko przymknie, a wszelkie plugastwa czy herezje zaakceptuje. Wszystko po to, aby przetrwać i w kolejnym pięknym Bożym dniu nadal służyć Panu. Przecież każdy wyszkolony i inteligentny sługa Boży zrobi wszystko, by w ostatecznym rozrachunku jego życie służyło większej chwale boskiej.

Ponieważ nie chcę za dużo zdradzać ani popsuć nikomu zabawy, mogę jedynie napisać, że znajdzie się w Przeklętych krainach czas na solidną bitkę, jak i wątek miłosny. Wielu spośród tych z Was, którzy znają prozę Jacka Piekary, zastanawia się na pewno, czy warto było czekać dobrych kilka lat na kolejną część cyklu Ja, Inkwizytor. Wydaje mi się, że odpowiedź może być tylko jedna: tak! Miecz Inkwizytora przez ten czas nie zardzewiał:  mam nawet wrażenie, że stał się ostrzejszy, a postać samego Mordimera Madderina ewoluowała w pełniejszą i jeszcze bardziej ludzką.

Piekara w imponujący sposób przeplata akcję książki z cudownymi opisami rzeczywistości i tradycji oraz wierzeń średniowiecznej Rusi. Gdyby ktoś mnie zapytał, za co cenię tę książkę  abstrahując od naprawdę wciągającej fabuły  bez wahania odpowiedziałbym, że właśnie za „słowiańskość” oraz odwołania do realnych i historycznych mechanizmów walki o władzę w tamtym rejonie świata. Zależności i powiązania polityczne niczym pajęcze nici oplatają rzeczywistość i nawet możni tego świata nie potrafią się z niej wyrwać. Od gry pozorów i tańca na krawędzi życia i śmierci nie ma ucieczki.

Książkę można traktować zarówno jako kolejny element kreowania świata opanowanego przez Święte Oficjum, jak i zupełnie niezależną przygodę.  Ci, którzy nigdy wcześniej nie czytali żadnej powieści tego cyklu, odnajdą w Przeklętych krainach zamkniętą, niezależną historię. Kto wie, może będzie to pierwsza książka z serii, po której zanurzą się w fascynujący świat, gdzie Chrystus zszedł z krzyża, by ukarać swoich prześladowców, i w którym chrześcijanie nie giną na arenach rzymskich koloseów, tylko posyłają na stosy heretyków (… ad Maiorem gloriam Dei, rzecz jasna), aby ratować ich duszę przed wiecznym potępieniem. A że przy okazji gawiedź ma przy tym zapewnioną rozrywkę, to tylko się cieszyć ze wspaniałego efektu synergii.

Krzysztof Wroński

Autorka: Jacek Piekara
Tytuł: „Przeklęte Krainy”
Premiera: czerwiec 2019
Wydawnictwo: Fabryka Słów

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Fabryka Słów.

Nowy kryminał Przemysława Borkowskiego

Rok 1989, czyli „Można wybierać” (recenzja)

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.
Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.
Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij