close
Kiran Millwood Hargrave, „Wyspa na końcu świata” (recenzja)

Kiran Millwood Hargrave, „Wyspa na końcu świata” (recenzja)

„Wyspa na końcu świata” to kolejna proza Kiran Millwood Hargrave, w której autorka stworzyła zamknięty na wyspie Culion świat, do którego przybywają tylko ci, którzy nie mają wyboru i wiedzą, że nigdy już nie wrócą tam, skąd przybyli. To świat widziany oczyma Amihan, dwunastoletniej dziewczynki urodzonej na tej wyspie, uchwycony w czasie zagrożenia i zniszczenia istniejącego porządku, co w konsekwencji oznacza też zagładę świata, jaki dotąd znała, konieczność odnalezienia się w nowej rzeczywistości i określenia w niej swojego miejsca na własnych warunkach.

Hargrave opisuje stworzony przez siebie świat językiem prostym, bezpośrednim, zachowując nie tylko perspektywę dziecka, ale też jego otwartość na to, co nowe, gotowość do oddania każdego pozytywnego gestu wysłanego w jego kierunku i konsekwentnego dążenia do obranego celu, a przy tym gotowość, tak znamienną dla dzieci, chłonięcia całym sobą tego, co piękne, proste, dające choćby chwilową radość i umiejętność cieszenia się tą radością całym sobą tak rzadką u dorosłych.

Ta opowieść jest w gruncie rzeczy uniwersalna. Jest o prywatnych światach wielu ludzi, opuszczanych przez nich podobnie jak bezpieczny kokon poczwarki przez motyla. Jest opowieścią o tym jak losy ludzi podczas poszukiwania drogi, na której określają kim są i jacy są i poczwarek przekształcających się w motyle mimo odmienności gatunkowej są podobne, pełne niebezpieczeństw, ale obfitujące też w nowe, wartościowe doświadczenia, których przejście pozwala jednym i drugim na odnalezienie swego miejsca w świecie i osiągniecie obranego celu. W założeniu autorki związek ludzi i motyli nie jest przypadkowy, podobnie jak szereg porównań i związków między nimi, wskazujących na to, że w ludziach i ich negatywnych działaniach zawsze odnaleźć można ziarno dobra, które odpowiednio pielęgnowane rozwinie się i dojrzeje, a to co piękne i niosące radość często wyrasta z tego, co postrzegamy jako negatywne czy złe.

Ta niejednoznaczność świata, tkwiąca w książce Hargrave u podstaw kreacji zaprezentowanego przez nią uniwersum napawa optymizmem i sprawia, że tekst podejmujący temat trudny i całkiem realny w początkach ubiegłego wieku dziś nabiera wymiaru uniwersalnej opowieści o subiektywnym świecie każdego człowieka ukształtowanym w warunkach trudnych, wyniszczających zarówno fizycznie jak psychicznie, świecie wymagającym szacunku do innych i do siebie, a jednocześnie otwarcia się na nowe doświadczenia i innych.

To właśnie dlatego Amihan wychowana wśród natury i jej piękna, przyjaznych ludzi, dla których szacunek wobec drugiej osoby i jej potrzeb jest czymś tak naturalnym jak znajomość zasad bezpiecznego współżycia ludzi zarażonych trądem i zdrowych, otoczona miłością i wsparciem bliskich znajduje w sobie siłę i chęć do walki o powrót do świata, który musiała opuścić i matki, ale także o własne marzenia, które wyrosły na opowieściach człowieka, który zniszczył znany jej świat nie licząc się z uczuciami zamieszkujących go ludzi, podobnie jak niszczył żywe istoty, tylko po to, by stały się składnikami jego kolekcji. Marzenia dziewczynki czerpały też jednak, a może przede wszystkim, z opowieści matki przepełnionych pełną miłości tęsknotą za ukochanym i delikatnym, pełnym kolorów, naturalnym, choć chwilowym, niosącym radość pięknem motyli. To świat, w którym dorasta, ma przyjaciół, kochającą matkę i jej wspomnienia z życia przed przybyciem na Culion, które z czasem stają się zalążkiem jej własnych pragnień i zostają zrealizowane w dorosłym życiu.

Książka piękna, mądra, mówiąca językiem prostym i przejrzystym o świecie ludzkich uczuć i wartości. Przekaz ważny także dlatego, że dzisiaj, dla współczesnego, żyjącego w zagrożonym pandemią świecie człowieka, jest też wskazówką jak radzić sobie w sytuacjach pozornie beznadziejnych, skąd czerpać radość życia i zachwyt nad pięknem świata. Ilustruje też jak strach i poddanie mu się niszczy w nas ten pierwiastek człowieczeństwa, który decyduje o tym, że jesteśmy ludźmi, a nie tylko górnym szczeblem ewolucji królestwa zwierząt, uświadamia też, że konsekwencje pozytywnych działań motywowanych strachem, są w gruncie rzeczy negatywne

Zapraszam do lektury wszystkich, którzy chcą przypomnieć sobie jak odnaleźć w sobie zachwyt pięknem świata, siły do walki z tym, co stoi nam na drodze, zaufanie do spotykanych w życiu ludzi. Tych, którzy chcą dowiedzieć się jak łączą się światy i losy dziewczynki dorastającej na wyspie trędowatych i motyli, towarzyszyć im w drodze ku dorosłości i poznać ich dorosłe życie.

 

 

Przeczytane dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego.

Autor recenzji: Iwona Pięta

Tytuł: „Wyspa na końcu świata”

Autor: Kiran Millwood Hargrave

„Doktor Irka. Wojna, miłość i medycyna” Katarzyny Drogi (recenzja)

Nowa powieść Michaela Chabona już 12 sierpnia!

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.
Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.
Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij