Długi marsz: recenzja filmu „Niepokonani”

Subiektywnie

20110409

Na polską premierę ostatniej produkcji Petera Weira przyszło nam czekać ponad pół roku od momentu, w którym film zadebiutował na zachodnim rynku. „Niepokonani” - opowieść o odważnych uciekinierach z syberyjskiego gułagu, inspirowana słynną książką Sławomira Rawicza „Długi marsz”, w końcu dotarła nad Wisłę 8. kwietnia, przy okazji uroczystej inauguracji festiwalu Off Plus Camera. Tylko czy znany australijski reżyser podołał zadaniu wiarygodnego i jednocześnie ciekawego przedstawienia tak trudnego tematu?

 

„The Way Back” to historia Janusza – Polaka, który zostaje uwięziony w radzieckim gułagu w trakcie II Wojny Światowej i razem z grupą innych osadzonych postanawia za wszelką cenę odzyskać wolność. Choć sam Peter Weir, reżyser najbardziej znany z takich pozycji, jak rewelacyjne „Stowarzyszenie Umarłych Poetów” i ciekawe, choć nieco nachalne ze swoim przekazem „Truman Show”, zastrzega, iż jego ostatnia produkcja nie jest adaptacją, bynajmniej nie odżegnuje się od oczywistej inspiracji książką Rawicza. I przy okazji po raz kolejny pokazuje widzowi dramatyczną walkę bohaterów, dla których głównym celem i zarazem największym marzeniem staje się wolność. Osoby zaznajomione z twórczością Weira samym tematem filmu na pewno nie są zaskoczone, ale już zwrócenie się w stronę historii Polski i to na dodatek jej szczególnie bolesnego dla nas okresu, to u Australijczyka nowość.

 

Obsada „Niepokonanych” już na papierze robi ogromne wrażenie. Peter Weir pracował z ekipą, której mogliby mu pozazdrości autorzy niejednego kasowego hitu rodem z Hollywood. Obsadzony w głównej roli Jim Sturgess, jako niezłomny i wręcz niewyobrażalnie zdeterminowany Janusz radzi sobie przyzwoicie, choć bez rewelacji. Jego ekranowe wyczyny i tak pozostają mocno przyćmione przeze rewelacyjne kreacje Eda Harrisa i Colina Farrella. Ten pierwszy wciela się w postać amerykańskiego jeńca Smitha i ta rola wydaje się napisana idealnie pod odtwarzającego ją aktora. Rosyjski kryminalista-przygłup Walka, bohater Farrella, jest już znacznie bardziej odległy od charakterystyki, do jakiej przyzwyczaił nas Irlandczyk. Mimo tego spisał się on na medal. Trzeba też oddać Weirowi sprawiedliwość, bo bardzo pomógł swoim aktorom, sprawnie konstruując ciekawe dialogi, doprawione szczyptą błyskotliwego, czarnego humoru.

 

Bohaterowie „Niepokonanych” mają przed sobą szalenie ciężkie zadanie, czyli marsz przez ponad 6 tysięcy kilometrów. Aby dotrzeć do celu muszą pokonać nie tylko mroźne, syberyjskie równiny, ale również wysuszoną na wiór pustynię Gobi oraz szczyty Dachu Świata – Himalajów. W związku z tym przed ogromnym wyzwaniem stanął również reżyser. „The Way Back” to ponad dwugodzinny film o tym, jak kilku facetów i jedna kobieta (w tej roli kilkunastoletnia Saoirse Ronan – wielka kariera przed nią!) idzie... i idzie, i idzie. Po drodze niektórzy umierają z wyczerpania, a na koniec, czego dowiadujemy się już na samym początku filmu, trzech z nich dociera do Indii. Pokazanie tego w taki sposób, by nie nużyło widza nie należy do łatwych zadań. I trzeba przyznać, że na tym polu ostatni film Weira pozostawia trochę do życzenia. Na pewno nie można powiedzieć, że „Niepokonani” to nudna produkcja, ale te 133 minuty to jednak odrobinę zbyt dużo. Od pewnego momentu seans zaczyna się dłużyć. A nie ma w nim prawie żadnych nagłych, dramatycznych zwrotów akcji, które poderwałyby widza z fotela. Nawet jeżeli któryś z uciekinierów umiera, to dlatego, że powoli poddaje się wycieńczeniu i pragnieniu, w końcu po prostu przestając iść dalej. „The Way Back” to film przepełniony emocjami po same brzegi, ale jednocześnie dość monotonny i jednostajny. Bardzo powolne tempo narracji jednak po części ratują wyśmienite zdjęcia. Peter Weir ani przez moment nie rozważał kręcenia na tle greenscreena i późniejszego komputerowego retuszu. „Niepokonani” zostali zrealizowani w plenerze i to widać od pierwszej do ostatniej sceny. Weir znakomicie zaprezentował niszczycielską potęgę natury, zamkniętą w statycznych obrazach mroźnych lasów, bezkresnych pustyń i niebosiężnych szczytów. Za każdym razem, kiedy podczas seansu człowiek zaczyna myśleć sobie „ile jeszcze oni mogą tędy leźć?”, bohaterowie docierają do nowej scenerii – jeszcze piękniejszej niż poprzednia. Gdyby trzeba było wskazać największą zaletę tego filmu, nie byłoby najmniejszych wątpliwości. Nie postacie, nie scenariusz dotykający ważnego momentu w polskiej historii, ale właśnie te fenomenalne, przepiękne zdjęcia.

 

„Niepokonani” to nie arcydzieło. Raczej nie świadczy dobrze o tym tytule, że po ponad dwugodzinnym seansie widz ma wrażenie, że siedział w kinie pół dnia. Mimo wszystko warto z produkcją Petera Weira się zapoznać. Reżyser „Gallipoli” i „Wybrzeża Moskitów” stanął naprzeciw ciężkiego tematu, szczególnie biorąc pod uwagę, jak drażliwi Polacy potrafią być na punkcie własnej historii i wyszedł z tego starcia zwycięsko. Niewątpliwie jednak pomogła mu w tym znakomita obsada, z Farrellem i Harrisem na czele oraz zapierające dech w piersiach zdjęcia. Czy „The Way Back” to pozycja z najwyższej półki? Zdecydowanie nie. Czy jednak jest na tyle dobra, by warto było się na nią wybrać do kina? Niewątpliwie tak.

 

Wojciech Borowicz

 

Komentarze  

 
#3 Żaneta280 2011-06-09 17:47
to niewątpliwie wzruszający film z akcją ale i z humorem
Prawdziwy patriota zawsze będzie dumny z takich dzieł , ale przede wszystkim z ludzi którzy to przeżyli i przetrwali.
Cytować
 
 
#2 Kaśka 2011-05-07 19:36
niepokonani to zdecydowanie nie jest film z górnej półki.. o ucieczkach było sporo i chyba lepszych filmów.
Cytować
 
 
#1 maga 2011-04-10 19:58
chapeau bas
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież