Kulturalny Kraków to nie tylko potężne budżety i spektakularne projekty, w świetle medialnych reflektorów. W teatralnym offie działa pod Wawelem co najmniej kilka ciekawych scen, które nie zawsze mogą liczyć na wielkie dotacje, a często miewają problemy z siedzibą. Do grona bezdomnych dołączył w zeszłym roku, prowadzony przez stowarzyszenie, Teatr Mumerus. Z założycielem teatru Wiesławem Hołdysem rozmawia Justyna Nowicka.

Mumerus od 1999 roku penetruje nieco zapomniane przez polski teatr rejony literatury: teksty surrealistyczne i teatr absurdu, literaturę staropolską i jarmarczną. Czasem sięga po inspiracje malarstwem. W działaniach teatru dominuje wyrazista forma, często doprawiona groteską i czarnym humorem. Ważna jest także wykonywana na żywo muzyka. Za swoje spektakle teatr był wielokrotnie nagradzany, doceniany na międzynarodowych przeglądach.
Niestety jesienią zeszłego roku, scena Teatru Zależnego Politechniki Krakowskiej, gdzie Teatr Mumerus wystawiał swoje spektakle od 25 lat, zamknięta została. Dziś teatr tworzony przez Wiesława Hołdysa nie ma siedziby: co kilka miesięcy wznawia działalność, wynajmując przestrzeń. 30 i 31 marca, na scenie Teatru 38 gra „Twarz Napoleona”, spektakl, który miał swoją premierę w styczniu 2024 roku i jest, jak dotąd ostatnią premierą Mumerusa.
Jak to się stało, że straciliście miejsce tak bardzo z działalnością teatru związane i kojarzone?
Scena Teatru Zależnego przy Kanoniczej, funkcjonująca od 30 lat, w której od 2001 roku mieliśmy stałą siedzibę, została zamknięta przez Politechnikę Krakowską. Oficjalnym powodem jest remont oraz wymogi przeciwpożarowe. Do pewnego momentu spełnialiśmy te wymogi. Pozostałych uwarunkowań nie chcę szczegółowo omawiać. W krótkim czasie musieliśmy opuścić siedzibę przy ulicy Kanoniczej.
Był teatr, nie ma teatru. Właściciel budynku przy Kanoniczej ma oczywiście do takiej decyzji pełne prawo. A jednak…
Scena Teatru Zależnego to miejsce ważne dla kultury Krakowa, nie tylko teatralnej. Funkcjonowały tam zarówno galeria, jak i teatr, występowały różne zespoły. Początkowo zresztą była to scena Teatru Ludowego, który bardzo dobrze ją wyposażył. Znajduje się tam wysokiej klasy sprzęt techniczny. W trakcie remontu, według dostępnych nam informacji, zdemontowano widownię oraz ścianki garderób. Są to jednak elementy drugorzędne. Najistotniejsze pozostaje wyposażenie techniczne, w szczególności oświetlenie.
Kluczowa jest także widownia — przestrzeń dla odbiorców. Kanonicza była miejscem szczególnym: położona równolegle do głównego traktu turystycznego, ulicy Grodzkiej, dawała możliwość wyciszenia się i odejścia od głównego nurtu. To miejsce sprzyjało działalności artystycznej. Latem współpracowaliśmy z sąsiednim Muzeum Archeologicznym, gdzie przechowywaliśmy część rzeczy i prezentowaliśmy spektakle. Było to możliwe dzięki życzliwości dyrektora, doktora Jacka Górskiego, oraz zespołu muzeum, z Beatą Morsztyn na czele. Istnieje nadzieja na kontynuację tej współpracy.
Kanonicza to przestrzeń o szczególnym znaczeniu także ze względu na sąsiedztwo, na przykład wieloletnią obecność Cricoteki.
Choć instytucja przeniosła się stamtąd ponad dekadę temu, miejsce to pozostaje istotne w pamięci środowiska teatralnego. W okresie studiów teatralnych mieliśmy tam zajęcia z Tadeuszem Kantorem, co dodatkowo podkreśla rangę tej przestrzeni. Zjawisko zamykania czy znikania podobnych miejsc w Krakowie staje się coraz bardziej widoczne. Znikają kolejne przestrzenie ważne dla życia kulturalnego, jak choćby dawne inicjatywy teatralne przy ulicy Brackiej czy Galeria Krzysztofory.
To wszystko prowadzi to do osłabienia tkanki miasta, do zanikania jego tożsamości. Turystyka, owszem, stanowi jego krwiobieg, natomiast kultura i związane z nią miejsca — jego serce. Przestrzenie takie jak Kanonicza niosą ze sobą pamięć i ciągłość.
Co dalej z teatrem? Czy siedziba na Kanoniczej została utracona bezpowrotnie?
Istnieje jakaś nadzieja na powrót na Kanoniczą, mimo przeprowadzonych w budynku zmian. Podejmiemy dalsze próby w tym kierunku, jednak decyzja należy do władz Politechniki Krakowskiej.
Mimo braku siedziby, dokładacie starań, żeby krakowska publiczność nie zapomniała o Was. W Teatrze 38 pokazujecie „Twarz Napoleona”.
Nie jest to jednak spektakl wyłącznie o Napoleonie, lecz o figurze władcy. Postać Napoleona staje się pretekstem do rozważań o władzy i jej konsekwencjach. Tekst przedstawia alternatywną wizję historii — sytuację, w której Napoleon nie przegrywa pod Waterloo i żyje w latach trzydziestych XIX wieku. Istotą spektaklu pozostaje pytanie o kondycję człowieka sprawującego władzę — o moment, w którym przestaje on być właścicielem własnej tożsamości, biografii i wizerunku.
Jest to przedstawienie oparte przede wszystkim na aktorstwie, przeznaczone do kameralnej przestrzeni z niewielką liczbą miejsc, co sprzyja bezpośredniemu kontaktowi z widzem. Warstwa inscenizacyjna została ograniczona do minimum. Przedstawienie opiera się głównie na dialogu i obecności aktorów w przestrzeni. Taka konstrukcja podkreśla znaczenie słowa i relacji między postaciami. Dialog pozostaje podstawowym środkiem wyrazu.
Bo przecież teatr opiera się na dialogu.
Materiały prasowe: Radio Kraków