close
„Wkrótce nadejdzie ten czas” w Teatrze Barakah (recenzja)

„Wkrótce nadejdzie ten czas” w Teatrze Barakah (recenzja)

mat. Teatru Barakah
mat. Teatru Barakah

Sobotni wieczór w Teatrze Barakah – sala wypełniona po brzegi, a w na scenie jedna kobieta z uporem maniaka pchająca po niej drzwi, które co ciekawe jej zachciankom ulegają. Wszystko to przy akompaniamencie licznych dźwięków. Tak właśnie rozpoczął się premierowy spektakl „Wkrótce nadejdzie ten czas” Pawła Partyki.

Rebekka (Kamila Klimczak) i Hilbert (Szymon Grzybek ) to małżeństwo jakich wiele. Lata wspólnego życia wypaliły ich uczucie. On tęskni za dawnymi uniesieniami, ją już niewiele porusza, a czas spędza dziergając ocieplacz na jajka. Chwile rodzinnej codzienności wypełnione są słownymi utarczkami małżeństwa oraz odwiedzinami byłego męża Rebekki, Johna (Bartłomiej Kwiatkowski). John to nieco nieporadny miłośnik wędkarstwa, który chętnie rozmyśla nad dawnym pożyciem  z jego byłą żoną. Odwiedziny tego gościa, wskazują na to, że jak to ujmie później Hilbert – sprawy wydają się nie być do końca skończone. Rebekka jednak słusznie zauważa, że niektórych sytuacji nie można zamknąć do końca nigdy. Nieznośną rutynę burzy pojawienie się dynamicznej dziewicy Ody (Aleksandra Konior) – pomocy domowej. Skąpo ubrana dziewczyna gotowa jest na każde życzenie i ma pomóc na nowo rozpalić ognisko domowe. Jeśli do tego grona dorzucimy jeszcze Ingrid (Kinga Kowalska) – obecną partnerkę Johna, która pragnie go zabić, to robi się naprawdę ciekawie.

Daleka od ideału i pełna absurdu rzeczywistość otaczająca bohaterów, sprawia że szukają oni możliwości ucieczki z tego zamkniętego świata. Zdaje się jednak, że wszystko czego się podejmą prowadzi do nieubłaganej katastrofy, a czas płynie i zupełnie nie interesuje go to, czy postaci zdają sobie z tego faktu sprawę. To właśnie czas zdaje się być również kolejnym z charakterów. W sztuce wspominany jest kilkukrotnie. Przede wszystkim przez Hilberta, który mówi – że właśnie jest ten czas, nie inny, a ten właśnie. Może idealny na to by coś zmienić? Czy jednak można zmienić cokolwiek jeśli wszystko już się stało? O czasie mówi też John, który opowiada historię wyjścia po kopaczkę do składzika i powrocie po 4 latach, które w tym czasie upłynęły. Subiektywność postrzegania czasu zdaje się być efektem zaistniałej sytuacji, jeśli życie nie spełnia naszych oczekiwań czas nabiera wyjątkowego znaczenia. Lata mogą być podobne do siebie, aż w końcu sami gubimy rachubę. Ostateczne przypieczętowanie zaistniałej sytuacji stanowi pojawienie się Dziecka do bicia (Małgorzata Brożonowicz), które opuściło dom w wieku lat 5, a teraz powraca mając lat 50 z najlepszymi życzeniami dla kończącej 85 lat, matki. Co ciekawe, bohaterowie nie zdają sobie sprawy z upływających lat zajęci swoim życiem. Przyciśnięci niejako do ściany przez nagrywającą ich pociechę, gubią się w zeznaniach odtwarzając przeszłą historię.

„Wkrótce nadejdzie ten czas” zdecydowanie zasługuje na miano komedii, choć komedii pełnej absurdu i groteski. Śmiejemy się z zachowań bohaterów i ich słownictwa, pełnego niekiedy wymyślnych wulgaryzmów. Podskórnie wiemy jednak, że być może nie powinniśmy tego czynić. Śmiech bywa jednak ostatnią i jedyną bronią w walce z rzeczywistością. Szóstce aktorów udało się stworzyć kreacje przekonujące i do bólu rzeczywiste. To również jeden z powodów, dla którego warto zobaczyć ten spektakl, drugim jest warstwa tekstowa, a trzecim najzwyczajniej w świecie doskonała zabawa. Tym sposobem Teatr Barakah wzbogacił się o kolejną sztukę, którą obejrzeć należy i to koniecznie.

Autor recenzji: Monika Matura
Teatr:
Teatr Barakah
Tytuł: Wkrótce nadejdzie ten czas
Autor: Line Knutzon, tłumaczenie: Paweł Partyka
Reżyseria: Ana Nowicka i Paweł Partyka
Asystent reżysera: Szymon Grzybek
Scenografia, kostiumy, muzyka, efekty dźwiękowe i światło: Paweł Partyka
Obsada: Małgorzata Brożonowicz, Kamila Klimczak, Aleksandra Konior, Kinga Kowalska, Szymon Grzybek, Bartłomiej Kwiatkowski,
Data premiery: 10 grudnia 2016 roku
Spektakl obejrzany dzięki uprzejmości: Teatru Barakah

Monika Matura

Monika Matura

Na początku była muzyka i książki, co było pierwsze - nie pamiętam. Później dołączył do nich film i gry, a na końcu teatr. I tak mi zostało do dzisiaj :).

Książką w ideologię, czyli „Cywilizacja komunizmu” Leopolda Tyrmanda (RECENZJA)

„Mężczyzna w chwili, gdy zostaje sam” + Konkurs

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.
Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.
Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij