close
„Kochanie, zabiłam nasze koty” – recenzja

„Kochanie, zabiłam nasze koty” – recenzja

Oglądanie spektakli dyplomowych studentów specjalności wokalno-aktorskiej, teraz już, Akademii Sztuk Teatralnych, to dla mnie zawsze wielka przyjemność. Było tak i tym razem, gdy w ubiegły czwartek miałam okazję zobaczyć post-wodewil na podstawie powieści Doroty Masłowskiej pt. „Kochanie, zabiłam nasze koty” w reżyserii Rafała Dziwisza.

Minimalistyczna scenografia, sześciu aktorów na scenie, trzyosobowy band w tle i piosenki z wiernym tekstem powieści Masłowskiej – tak zaczyna się ten niesamowity spektakl, podczas którego przez niemal dwie godziny możemy podziwiać umiejętności wokalno-aktorskie studentów oraz muzyczne towarzyszącego im zespołu. Opowiadają oni w bardzo oryginalny i rytmiczny sposób historię bohaterów powieści – młodych ludzi, poszukujących samych siebie, miejsca na ziemi, ale także miłości i przyjaźni, a wszystko to w erze Facebooka i Instagrama, kiedy kontakty międzyludzkie przenoszą się do wirtualnego świata i coraz trudniej nawiązać prawdziwą i głęboką relację w rzeczywistym świecie.

Głównymi bohaterkami są Farah (Weronika Łukaszewska) i Joanne (Izabela Kubrak) – dwie przyjaciółki, uwielbiające spędzać razem czas, popijając latte z sojowym mlekiem za 8 dolarów lub uczęszczając na zajęcia jogi. Ich przyjaźń zostaje jednak wystawiona na próbę, gdy czerpiąca z życia garściami hedonistka Jo zakochuje się w hungaryście, pracowniku sklepu z armaturą łazienkową (Bartłomiej Wiater). Wówczas Fa zostaje odsunięta na bok, musi więc znaleźć inny sposób na spędzanie wolnego czasu oraz nową przyjaciółkę. Słucha porad doktora Manfreda Petersona (Mateusz Paluch), rozpoczyna przemianę wewnętrzną. Poznaje też Go (Natalia Hodurek), która właśnie rozstała się z chłopakiem, gdyż okazało się, że jest gejem. Na drodze Fa pojawia się również Albert – sąsiad lekoman (Daniel Antoniewicz). Mieszanka tych złożonych postaci pokazuje nam problemy z jakimi borykają się młodzi ludzie, a więc ogromną samotnością (mimo posiadania setek znajomych na profilach społecznościowych), różnorodnymi fobiami, nieumiejętnością podejmowania decyzji (gdyż wybór i możliwości jest zbyt wiele), czy nudą (pomimo bardzo rozrywkowego i aktywnego trybu życia). Młodzi ludzie tęsknią i pragną czegoś istotniejszego. Chcą dotrzeć do głębi oceanu, w nadziei, że tam właśnie odnajdą sens życia.

Spektakl jest wiernym odzwierciedleniem powieści Masłowskiej. Przedstawienie jej w postaci post-wodwilu jeszcze lepiej podkreśla barwny, rozrywkowy i szybki tryb życia opisanych w niej współczesnych, młodych ludzi, którzy na każdym kroku spotykają się z atrakcyjnymi reklamami, zachęcającymi do kupna i konsumpcji. Świetnie zostało to uwypuklone w slapstickowej konwencji piosenki o sklepie z armaturą łazienkową, w której pracuje hungarysta. Jej lekki charakter i wpadająca w ucho melodia jest bardzo dobrym przykładem reklam z jakimi spotykamy się na co dzień, które mają za zadanie wejść w pamięć odbiorcy, tak, by właśnie tam zdecydował się zakupić wyposażenie do łazienki. Drugim takim przykładem jest piosenka o sieci sklepów ojca Go, podkreślająca rodzinny i sielankowy wręcz charakter jaki panuje w tych delikatesach spożywczych, czekających niemal na każdym kroku.

W spektaklu nastroje i rytm oczywiście są odpowiednio zrównoważone, na przemian podkreślając rozrywkowy, wręcz głupawy styl życia współczesnych ludzi oraz towarzyszące im dojmujące poczucie pustki i tęsknoty. Tu zapada w pamięci oniryczna scena spotkania Fa z syreną. Ilustrująca je nostalgiczna melodia grana na trąbce oraz klimatyczne oświetlenie świetnie oddają towarzyszące bohaterce uczucia.

Można tu wymieniać więcej przykładów i przywoływać kolejne utwory, wszystkie jednakowo zachwycające, ponieważ spektakl nie ma słabszych momentów. Wspaniale zagrany, zaśpiewany i wytańczony, gdyż nie można tu pominąć również świetnej choreografii. Na słowa uznania zasługują zwłaszcza Weronika Łukaszewska i Izabela Kubrak, które miały najwięcej partii solowych. Jednak wszyscy aktorzy spisali się na medal, zarówno w indywidualnych numerach, jak i grupowych.

„Kochanie, zabiłam nasze koty” to zdecydowanie sukces adaptacyjny jak i muzyczny. Polecam go gorąco fanom twórczości Masłowskiej jak i miłośnikom spotkali muzycznych. To prawie dwie godziny pięknych aranżacji i muzyki na żywo. Brawa dla aktorów, muzyków i wszystkich twórców!

Autor recenzji: Aleksandra Cabaj
Teatr: AST
Tytuł: Kochanie, zabiłam nasze koty
Reżyseria: Rafał Dziwisz
Współpraca reżyserska i choreografia: Katarzyna Anna Małachowska
Scenografia i kostiumy: Barbara Guzik
Reżyseria światła: Ada Bystrzycka
Przygotowanie wokalne: Justyna Motylska
Obsada: Izabela Kubrak, Weronika Łukaszewska, Natalia Hodurek, Mateusz Paluch, Daniel Antoniewicz, Bartłomiej Wiater
Muzyka i kierownictwo muzyczne: Dawid Sulej Rudnicki
Zespół muzyczny w składzie: Dawid Sulej Rudnicki (fortepian, trąbka), Grzegorz Bąk (bas), Michał Peiker (perkusja)
Data premiery: 14.10.2017 r.
Spektakl obejrzany dzięki uprzejmości: Akademia Sztuk Teatralnych im. St. Wyspiańskiego w Krakowie

„Dziadek do orzechów”

Stand-UP ZetPeTe: Borkowski, Jahns, Giefert, Pięta

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.
Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.
Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij