close
„Mirai” – w magicznym japońskim ogrodzie (recenzja)

„Mirai” – w magicznym japońskim ogrodzie (recenzja)

„Mirai”, japońską animację nominowaną do Oscara, można zobaczyć w wybranych kinach w Polsce już od 1 lutego. Warto zobaczyć, bo porównując ją z „Iniemamocnymi 2” czy „Ralphem Demolką…” to… zupełnie inna bajka.

Kun jest sympatycznym, choć rozrzucającym czasami zabawki, pięciolatkiem. Jego beztroskie dzieciństwo zostaje jednak przerwane, gdy w domu pojawia się Mirai, nowonarodzona młodsza siostra. W pierwszej chwili chłopiec jest zafascynowany siostrą, chce nauczyć ją liczyć owady i rozpoznawać chmury, czytać książki i opowiadać bajki. Szybko jednak okazuje się, że Mirai jest za mała, by zostać towarzyszką jego przygód. A co gorsza dziewczynka zagarnia dla siebie bezcenny czas i miłość rodziców. Kun rozumie, że jego życie zmieniło się bezpowrotnie i wcale nie jest z tego zadowolony.

W tym samym czasie jednak Kun odkrywa, że ogród w ich domu jest magiczny i pozwala mu podróżować w czasie. Chłopiec cofa się do przeszłości, gdzie poznaje swoją mamę, gdy ta była jeszcze dzieckiem czy młodego, pełnego energii dziadka. Kun trafia też do przyszłości, gdzie spotyka starszą wersję Mirai, a dzięki wspólnej przygodzie, nawet zaczyna ją trochę lubić…

Magiczne podróże Kuna pomagają mu zrozumieć swoich najbliższych, uczą go empatii i wyrozumiałości. Podczas wycieczek odkrywa, że na charakter człowieka mają wpływ sytuacje z przeszłości. Wreszcie uświadamia sobie, że każdy z jego rodziny był kiedyś młody – miał swoje plany, marzenia, przygody i smutki.

Balansując na granicy magii i rzeczywistości, „Mirai”, jak na japońskie anime, jest jednak wyjątkowo realistyczna. Owszem, może i podróżujemy w czasie, ale zamiast brać udział w niezwykłych przygodach z niesamowitymi stworami, obserwujemy zwykłych ludzi w ich codziennych czynnościach. W tym sensie „Mirai” przypomina trochę Mary Poppins – choć Kun wchodząc do ogrodu przeżywa niesamowite wydarzenia, za każdym razem wraca do rzeczywistości, w której na nikim z dorosłych nie robi to wrażenia. Jednak u Hosody nawet zwyczajność jest wyjątkowa i pełna uroku.

Mimo, że większość ekranowego czasu poświęconego jest Kunowi, „Mirai” opowiada też o relacjach między dorosłymi. Rodzice Kuna to przedsiębiorcza matka, wychodząca codziennie do pracy i ojciec architekt pracujący z domu. Coraz więcej obowiązków i coraz mniej czasu dla siebie sprawił, że powoli przestają przypominać siebie z początków ich związku. I oboje chcą udowodnić, ze są dobrymi rodzicami i małżonkami.

 „Mirai” to urocza bajka o empatii i zrozumieniu innych. To mądra opowieść pozwalająca dzieciom inaczej spojrzeć na świat i ich najbliższych, którzy czasami wydają się zbyt surowi albo zabiegani. A dorosłym przypomina, że kiedyś też byli dziećmi, a największym problemem było dzielenie się zabawkami.

Dagmara Marcinek

7/10

 

„Mirai”, reż. Mamoru Hosoda

dystrybucja: Stowarzyszenie Nowe Horyzonty

premiera: 1 lutego 2019

 

seanse w Krakowie:

Kino Agrafka, 10.02

Kika, od 1.02

Kino pod Baranami, 2-3.02

Sfinks, 24.02

Dagmara Marcinek

Dagmara Marcinek

When I'm hungry, I eat. When I'm thirsty, I drink. When I feel like saying something, I say it.

SHINRIN YOKU. JAPOŃSKA SZTUKA CZERPANIA Z PRZYRODY [RECENZJA]

Dźwięki na sobotę

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.
Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.
Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij