Czas czytania: 2 minuty
Czy na reklamach idziesz zrobić coś do jedzenia, zadzwonić, napić się herbaty, do toalety, na papierosa, czy na jakąkolwiek inną przerwę od telewizora? Czy jak słyszysz w radiu kolejny tekst o tym, jakiego mikroelementu albo suplementu diety zapewne Ci brakuje, to nerwowo szukasz przełącznika żeby tego nie słyszeć? Albo jak w porze obiadowej bombardują cię nietrzymaniem moczu i lekami na upławy, to odechciewa Ci się posiłku?
Czy na reklamach idziesz zrobić coś do jedzenia, zadzwonić, napić się herbaty, do toalety, na papierosa, czy na jakąkolwiek inną przerwę od telewizora? Czy jak słyszysz w radiu kolejny tekst o tym, jakiego mikroelementu albo suplementu diety zapewne Ci brakuje, to nerwowo szukasz przełącznika żeby tego nie słyszeć? Albo jak w porze obiadowej bombardują cię nietrzymaniem moczu i lekami na upławy, to odechciewa Ci się posiłku?
Nie przejmuj się – mam to samo. Niestety nasi spece od reklamy w wielu przypadkach odstają od najwyższych światowych standardów. Ale nie możemy też generalizować – jest gro cudownych twórców w naszym kraju, którzy rok rocznie zdobywają wszystkie najważniejsze branżowe statuetki.
Mając to na uwadze i wiedząc jak wygląda Noc Reklamożerców z poprzednich edycji, i tym razem postanowiłam spędzić te parę godzin z freakami, którzy zawodowo mamią ludzi. Warto wspomnieć, że to już 37. światowa edycja i 26. polska, a tematem przewodnim była Universal Love. Sam temat nie do końca do mnie przemawiał – byłam pewna, że wszędzie będą się przewijały serca, świecidełka, kupidyn lub zbyt piękni i przesłodzeni ludzie. Ku mojej uciesze okazało się jednak, że każdy z półtoragodzinnych setów tylko w około 30% poświęcony był głównemu motywowi. Poza tym podejście do samej miłości było jednak dużo szersze, a reklamy w bloku tematycznym dobrane doskonale – niektóre z mądrym przesłaniem, inne wzruszające, kolejne bawiące do rozpuku.
Z roku na rok obserwuję, że komisja dokonująca selekcji reklam, dwoi się i troi, aby utrzymać poziom albo nawet lekko podnieść poprzeczkę z poprzedniego sezonu. I tu nachodzi mnie kolejna refleksja – jak to możliwe, że mamy wciąż tak dużo słabych spotów, gdy możemy uczyć się od najlepszych? Czy jest to problem z twórcami, czy z klientami, którzy boją się postawić na innowacyjne podejście do produktu? Za pewne wina leży gdzieś po środku i w slangu korporacyjnym powiedziałabym, że jest tu „room for improvement”.
Skłamałabym jednakże pisząc, że jest to feeria najpiękniejszych i najzabawniejszych reklam, które można zobaczyć. Zawiedzie się też ten, kto myśli, że idzie na seans „zakazanych reklam”. Nie, jest to przekrój reklam z całego świata i gwarantuje, że nie wszystkie do nas przemawiają tak samo. Tym razem dużo było afrykańskich i azjatyckich klipów, które swoją estetyką zupełnie odstawały od naszych wyobrażeń na temat reklamy. W niektórych momentach miałam już przesyt tych rytmów, szczególnie biorąc pod uwagę zbyt przesadne nagłośnienie sali.
W rękawie mam jeszcze jednego asa – za każdym razem na Nocy Reklamożerców czuję się tak, jakbym zasiadała w loży szyderców. Tu każdy może swobodnie wyrazić co sądzi o kolejnej reklamie. Jednym ze sposobów jest gwizdanie przez trąbkę (na znak aprobaty), taką jak dostaniemy na każdym kinder balu. Innym po prostu gromkie salwy śmiechu lub buczenie z dezaprobatą. Dozwolone też jest komentowanie na głos. Pomyślcie sami – na jakim jeszcze spektaklu można sobie aż na tyle pozwolić.
Czy za rok znów wybiorę się na ten event? Oczywiście, że tak. I zachęcam Was do tego samego!
Noc Reklamożerców
data: 13.04. 2o18
miejsce: Kino Kijów
data: 13.04. 2o18
miejsce: Kino Kijów