Czy niespodziewany urlop w leśnym pensjonacie może uratować związek? A może przeciwnie – cisza tylko podkręci to, co od miesięcy zaczyna uwierać?

Monika i Maciej przyjeżdżają do Cymanowskiego Młyna z nadzieją na miękki reset. Odcięcie od miasta, pracy i rutyny ma im przypomnieć, kim byli dla siebie „kiedyś” – zanim w codzienności pojawiły się pierwsze rysy. Sami pewnie nigdy by tu nie trafili… no bo co właściwie robić na Kaszubach przez dwa tygodnie? Ale skoro pojawia się tajemnicze zaproszenie – czemu nie spróbować?
„Uczucia między tą parą były tak lodowate, że w całym pensjonacie od razu zrobiło się jakby chłodniej”.
Początkowo jest nawet kojąco. Wrzesień jeszcze trzyma ciepło, a oni mają las praktycznie na wyłączność – bez turystów, bez zasięgu, bez rozpraszaczy. Pensjonat stoi z dala od wszystkiego. Wokół tylko kartuskie lasy, grzyby i podmokłe tereny, które wyglądają niewinnie… choć momentami aż za cicho.
Tyle że ta cisza wcale nie działa tak, jak powinna. W pewnym momencie ich plan pęka – a Monika zostaje sama z wściekłością, poczuciem porażki i tą niepokojącą myślą, że może ich małżeństwo naprawdę nie ma już szans.
„Najpierw idylla i całonocny seks, a zaraz potem «abonent czasowo niedostępny»”.
I wtedy coraz mocniej zaczyna się zaznaczać obecność Łukasza, syna właściciela pensjonatu. Z dnia na dzień Monika ma wrażenie, że widzi w nim echo kogoś z przeszłości – wielkiej miłości sprzed lat. Granice robią się niebezpiecznie miękkie, a Cymanowski Młyn gęstnieje od niedopowiedzeń. To, co miało być odpoczynkiem, powoli zamienia się w coś znacznie bardziej niepokojącego.
Kim tak naprawdę jest Łukasz? Co wydarzyło się podczas nieobecności Macieja? I czy Cymanowski Młyn to na pewno tylko punkt na turystycznej mapie Kaszub?
I powiem tak: autorzy naprawdę świetnie grają scenerią. Odludny młyn, las i mokradła nie są tu tylko tłem – to pełnoprawny bohater, który gdzieś obok oddycha. Podczas lektury niemal czułam wilgoć jesiennego powietrza i tę ciszę, która nie uspokaja, tylko ostrzega. To właśnie klimat niesie tę opowieść i sprawia, że wciąga od pierwszych stron.
Na pierwszy rzut oka – obyczajówka. Ale to nie jest historia jak z cukierkowego romantycznego filmu😉 Pod spodem wszystko drży: psychologiczny niepokój i coś, czego nie da się do końca racjonalnie wytłumaczyć. Bohaterowie wypadają dobrze – nie są papierowi, tylko naprawdę się ich czuje. Plus za wielowątkowość i narrację prowadzoną przez kilka osób, bo dzięki temu patrzymy na historię szerzej, z różnych stron. Fabuła jest zbudowana tak, że chcesz „jeszcze jeden rozdział”, a tajemniczość i lekka groza potrafią wywołać dreszcz po plecach.
I teraz uczciwie: spodziewałam się zdecydowanie więcej. Początek jest naprawdę wciągający – zawiła intryga, odludne miejsce, historia sprzed lat, on i ona i… Potencjał: ogromny. Klimat: bardzo na tak. Ale zakończenie? Dla mnie trochę zbyt nierealne. Zupełnie nie w moim stylu…
Najlepiej jednak przekonać się samemu i zajrzeć do Cymanowskiego Młyna – nawet jeśli tylko po to, żeby zabrać ze sobą jedną z tych zakładek do książek zdobionych kaszubskim haftem😊
Autor recenzji: Anna Joanna Brzezińska
Tytuł: Cymanowski młyn
Autor: Magdalena Witkiewicz, Stefan Darda
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Data premiery: 08.04.2026
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Skarpa Warszawska