Pasło – niewielkie miasteczko na Podkarpaciu, w którym noc zapada szybciej niż gdziekolwiek indziej i trwa odrobinę dłużej – mogło wydawać się dobrym miejscem do życia. Na jego krańcu stoi jednak samotny dom, otoczony ciemnością tak gęstą, jakby od dawna tylko czekała, żeby go pochłonąć. Mieszkają tam mężczyzna i dziewczyna, którą kiedyś nazywał córką. Ona jednak nigdy nie nazwała go ojcem…

To jednak nie tylko opowieść o samotnym domu i mroku unoszącym się nad Pasłem, lecz także o człowieku, który łatwiej odnajduje się wśród starych samochodów niż w relacjach z ludźmi. Po śmierci Poli Szwed ucieka w pracę, milczenie i auta – szczególnie te szwedzkie – ale przeszłość i tak zaczyna coraz mocniej dobijać się do jego drzwi. Jest w tym coś z dobrze znanego mema: masz siedem sekund, by – mimo niepokoju wyczuwalnego każdym porem skóry – zdecydować, czy czytasz dalej.
Szwed sam zresztą coraz wyraźniej czuje, że grunt usuwa mu się spod nóg:
„To nie miało sensu. Ta cała historia nie miała sensu. Wycofał się z dawnego życia, znalazł sobie niszę, w której dobrze zarabiał, ale nikomu się przy tym nie narażał. Tymczasem ktoś na niego polował i wciągał w to innych ludzi”.
Czy Szwed był złym człowiekiem? Chmielarz nie daje tu prostych odpowiedzi. Pokazuje mężczyznę oschłego, zamkniętego, chwilami wręcz odpychającego, a jednak boleśnie ludzkiego. Faceta, który łatwiej budował relacje z psem niż z ludźmi i który po śmierci ukochanej kobiety zupełnie nie potrafił odnaleźć się w roli opiekuna Tamary. Ich wspólna żałoba nie stała się mostem, lecz kolejną ścianą. I właśnie dlatego Szwed intryguje najmocniej – bo nie jest bohaterem, którego łatwo polubić, tylko takim, którego z każdą stroną coraz trudniej jednoznacznie osądzić. Oczywiście z małym, ale znaczącym minusem za niesłuchanie kobiet😉
Nie sposób pominąć też Tamary – bohaterki zbyt wyrazistej, by zniknąć na drugim planie. Przyznam jednak, że jej słabość do renifera Svena naprawdę mnie rozczuliła.
Największa siła tej powieści tkwi dla mnie nie w samym mroku, lecz w tym, jak konsekwentnie Chmielarz buduje napięcie między ludźmi, wspomnieniami i tym, co nigdy nie zostało przepracowane. Pasło staje się tu przestrzenią duszną, niemal lepką od żałoby, winy i niewypowiedzianych słów. To właśnie dlatego „Tam, gdzie zmrok zapada szybciej” działa tak dobrze – bo bardziej niż straszyć, uwiera. Dla mnie to absolutnie nie jest horror, a wszystkie te bardziej paranormalne tony nie do końca stanowią mój klimat. Ale umówmy się: to nadal Chmielarz, więc czyta się go po prostu bardzo dobrze.
Jeśli szukacie nie tyle horroru, ile opowieści gęstej od żałoby, napięcia i nie do końca sprecyzowanych emocji, to zdecydowanie warto zajrzeć do Pasła – zwłaszcza gdy rozglądacie się za kultowym Saabem i nie boicie się duchów😉Tej historii nie da się wyjaśnić do końca. I może właśnie dlatego tak długo nie daje o sobie zapomnieć…
Tylko Sonetta żal.
PS.No i cenna rada – nigdy nie ufaj człowiekowi, który nie lubi książek😉
Autor recenzji: Anna Joanna Brzezińska
Tytuł: Tam, gdzie zmrok zapada szybciej
Autor: Wojciech Chmielarz
Wydawnictwo: Marginesy
Data premiery: 22.04.2026
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Marginesy