Wakacje zwykle kojarzą się ze słońcem, plażą i lenistwem. Tymczasem Jędrzej Pasierski postanowił sprawić swoim czytelnikom małego psikusa. Gdy większość z nas szuka ochłody nad wodą, on zabiera nas do skutej lodem Sławy, gdzie po jeziorze śmigają bojery, mróz szczypie w policzki, a ślady na śniegu prowadzą wprost do zbrodni.

Ich tropem rusza Leon Szeptycki, który po raz kolejny udowadnia, że najlepszych śledczych nie tworzy się z granitu. To bohater z własnymi słabościami, wątpliwościami i bagażem doświadczeń. Może właśnie dlatego tak łatwo zapomnieć, że jest jedynie postacią literacką. Już podczas naszej „randki zero” w „Bogach małego morza” skradł moje czytelnicze serce. „Jezioro lodu” tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie było to chwilowe zauroczenie.
Po raz kolejny Szeptycki mierzy się ze sprawą, w której nic nie jest oczywiste. Worek starych grzechów rozpruwa się wyjątkowo gwałtownie, a śledztwo prowadzi Leona do świata niedopowiedzeń, dawnych urazów i konfliktów pielęgnowanych przez całe pokolenia. Szybko okazuje się, że pozornie niezwiązane ze sobą wydarzenia splatają się w jedną historię. Tyle że w Mirawie łatwiej natknąć się na mur milczenia niż na szczerą odpowiedź. Bo Mirawa nie ufa obcym. Tu nie chodzi się do kogoś bez zapowiedzi, a niektóre drzwi pozostają zamknięte nawet dla tych, którzy mieszkają po sąsiedzku. Szeptycki szybko przekonuje się, że droga do prawdy bywa bardziej stroma, niż mogłoby się wydawać. I nie mam tu na myśli wyłącznie jego lęku wysokości. 😉
Jest jednak jeszcze coś, co w książkach Pasierskiego cenię szczególnie. Autor po raz kolejny przypomina, że nic nie jest czarno-białe. Oszukany może jednocześnie oszukiwać, a ofiara wcale nie musi być niewinna. Im głębiej Leon zanurza się w tę historię, tym bardziej przekonuje się, że prawda ma znacznie więcej odcieni szarości, niż chciałoby się wierzyć. To właśnie w tej moralnej niejednoznaczności Pasierski odnajduje jedną ze swoich największych sił. Nie rozdaje prostych odpowiedzi, nie prowadzi czytelnika za rękę i nie pozwala zbyt szybko wydać wyroku. Każda kolejna warstwa tej opowieści odsłania coś, co każe spojrzeć na bohaterów trochę inaczej.
Choć „Jezioro lodu” nie szczędzi bohaterom trudnych doświadczeń, Pasierski ma ten bezbłędny rodzaj humoru, który potrafi rozbroić mnie jednym zdaniem. Bez tanich żartów, bez puszczania oka na siłę, bez burzenia klimatu. Po prostu celnie, lekko i dokładnie w punkt. A ja bardzo lubię, kiedy autor w środku skomplikowanego śledztwa potrafi sprawić, że uśmiecham się pod nosem.
I właśnie ta umiejętność łączenia mroku, emocji, humoru i uważnej obserwacji ludzi sprawia, że twórczość Jędrzeja Pasierskiego jest tak wyjątkowa. Autor z niezwykłą swobodą prowadzi kryminalną zagadkę, nie tracąc przy tym z oczu ludzkich charakterów, napięć i niepowtarzalnego klimatu miejsca. Na polskiej scenie kryminalnej jego głos naprawdę trudno pomylić z jakimkolwiek innym. I obawiam się, że właśnie dlatego każdą kolejną książkę Pasierskiego zaczynam czytać z coraz większymi oczekiwaniami.
A zakończenie? Cóż… Powiem tylko tyle, że Pasierski po raz kolejny pokazał klasę. Gdy wydaje się, że wszystkie elementy układanki są już na swoim miejscu, Pasierski przypomina, dlaczego od lat pozostaje jednym z moich ulubionych twórców polskiego kryminału. Nie chodzi wyłącznie o samo rozwiązanie zagadki, ale o sposób, w jaki prowadzi czytelnika do finału. O to napięcie między tym, co już wiemy, a tym, czego jeszcze nie chcemy dopuścić do siebie jako możliwej prawdy.
Czy jestem nieobiektywna? Być może. Ale po lekturze „Jeziora lodu” nawet nie próbuję z tym walczyć. Ta książka tylko potwierdziła, że do Sławy i do Leona Szeptyckiego będę wracać przy każdej nadarzającej się okazji.
Jeśli wierzyć Szeptyckiemu seniorowi, wstyd to kraść lub z dupy spaść. Pozwolę sobie jednak dopisać do tej listy coś od siebie: wstyd nie znać książek Jędrzeja Pasierskiego.
„Jezioro lodu” dostaje ode mnie 10/10. Bez negocjacji i bez przekupywania gofrem ze śmietaną od Kuźmy. Chociaż nie ukrywam, że po lekturze tej książki nabrałam ochoty również na tę sławską specjalność. 😉
Autor recenzji: Anna Joanna Brzezińska
Tytuł: Jezioro lodu
Seria: Leon Szeptycki
Autor: Jędrzej Pasierski
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data premiery: 15.07.2026
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu