Zaczęłam przygodę z komisarzem Montalbano od piątej części serii. Ryzykownie? Być może. Ale okazało się, że to trochę jak wejście na włoskie wesele w środku nocy. Na początku próbujesz zorientować się, kto jest kim i jakie relacje łączą poszczególnych gości. Chwilę później siedzisz już przy stole, dajesz się porwać atmosferze i nie masz najmniejszej ochoty wychodzić. Tak właśnie było ze mną i z „Wycieczką do Tindari” Andrei Camilleriego.

Zanim na dobre wciągnęła mnie kryminalna intryga, zdążyłam dać się oczarować gospodarzowi tego literackiego przyjęcia. Po zamknięciu książki mogę tylko przyznać, że „New York Times” miał rację: albo już kochasz książki Andrei Camilleriego, albo jeszcze ich nie czytałeś. Ja właśnie zaliczyłam się do tej pierwszej grupy. Komisarz Salvo Montalbano okazał się bohaterem, który wymyka się wszelkim prostym schematom policyjnego śledczego. Rozczuliły mnie jego rytuały, spacery nad morzem i wizyty pod starym drzewem oliwnym. Urzekło mnie również to, że w świecie pełnym technologii wciąż bardziej ufa własnej intuicji niż komputerom. A przede wszystkim wydał mi się po prostu dobrym człowiekiem. Takim, z którym chciałoby się usiąść przy stole pełnym sycylijskich przysmaków i wysłuchać kolejnej historii.
Szczególną sympatię wzbudziły we mnie jego rozmowy z samym sobą:
„Przepraszam, komisarzu, czy nie wydaje się panu, że trochę się pan wygłupił?” – spytał Montalbana z oburzeniem głos jego sumienia.
„Ech, przestań wydziwiać!” – brzmiała odpowiedź.
Trudno nie uśmiechnąć się przy takich wymianach zdań. To właśnie w tych rozmowach Montalbano odsłania swoją najbardziej ujmującą stronę: pełną wątpliwości, autoironii i świadomości, że nawet komisarz nie zawsze ma rację. Polubiłam również jego Skałę Płaczu, miejsce, do którego wraca, gdy potrzebuje ciszy, uporządkowania myśli i chwili tylko dla siebie. Jest w tym coś niezwykle ludzkiego.
Równie mocno przypadła mi do gustu relacja Montalbana z Mimìm Augellem. Ich wzajemne docinki, różnice charakterów i niewymuszona sympatia sprawiają, że ten duet potrafi przyćmić nawet najciekawsze tropy śledztwa, a czytelnik szybko zaczyna czuć się częścią tej sycylijskiej rodziny.
Zaintrygowała mnie także skomplikowana relacja Montalbana z Livią. Nieustanne napięcie między bliskością a oddaleniem sprawiało, że byłam ciekawa nie tylko tego, jak zakończy się śledztwo, lecz także dokąd zaprowadzi ich ten osobliwy związek.
Nie sposób też pominąć Catarelli. Przyznam szczerze, że absolutnie nie zgadzam się z określaniem go mianem agenta zero-zero-zero. To bohater, który potrafi wywołać chaos podczas jednej rozmowy telefonicznej i rozbawić czytelnika jednym zdaniem. Mimo swojej nieporadności ma w sobie tyle uroku i szczerości, że trudno nie darzyć go sympatią. Catarella jest dla tej serii jak szczypta sycylijskich przypraw. Bez niego wszystko smakowałoby odrobinę mniej intensywnie.
Sama intryga również nie zawodzi. Punktem wyjścia jest zaginięcie starszego małżeństwa i zabójstwo młodego mężczyzny, ale bardzo szybko okazuje się, że najciekawsze nie jest pytanie „kto?”, lecz „czy te sprawy w ogóle coś ze sobą łączy?”. Z dużą przyjemnością obserwowałam, jak Montalbano cierpliwie zbiera kolejne elementy układanki, bardziej ufając intuicji niż gotowym odpowiedziom. Camilleri nie goni na złamanie karku za sensacją. Pozwala historii rozwijać się we własnym tempie, a jednocześnie skutecznie podsyca ciekawość.
To, co szczególnie przypadło mi do gustu, to sposób, w jaki autor łączy kryminał z uważną obserwacją ludzi i świata. Między tropami, przesłuchaniami i kolejnymi odkryciami znalazło się miejsce na humor, codzienność i refleksję nad przemijaniem. Pojawiają się również wątpliwości dotyczące samego komisarza. Czy rzeczywiście nie jest już tak skuteczny jak dawniej? Czy prasa ma rację, podważając jego metody? Dzięki takim pytaniom „Wycieczka do Tindari” staje się czymś więcej, niż tylko dobrze skonstruowanym kryminałem.
Kiedy przewróciłam ostatnią stronę, została ze mną nie tylko satysfakcja z rozwiązanej zagadki, ale przede wszystkim ogromna sympatia do bohaterów i jeszcze większa ochota, by odwiedzić Sycylię. Jeśli lektura sprawia, że zaczynam rozważać wakacje śladami komisarza Montalbano, to znaczy, że autor wykonał kawał dobrej roboty.
Bawiłam się wyśmienicie i już wiem, że „Wycieczka do Tindari” nie będzie moim ostatnim spotkaniem z Salvo Montalbanem. Kiedy opuszczałam to literackie, sycylijskie wesele, wiedziałam już, że chętnie przyjmę zaproszenie na kolejne.
Mocne 8/10. Camilleri sprawił, że pokochałam nie tylko komisarza Montalbana, ale też świat, który wokół niego stworzył.
Autor recenzji: Anna Joanna Brzezińska
Tytuł: Wycieczka do Tindari
Seria: Komisarz Montalbano (tom 5)
Autor: Andrea Camilleri
Przekład: Krzysztof Żaboklicki
Wydawnictwo: Oficyna Literacka Noir sur Blanc
Data premiery: 01.07.2026
Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Oficynie Noir sur Blanc