Mówią, że z wiekiem przychodzi mądrość. W przypadku komisarza Montalbana przychodzą również problemy z pamięcią, kolejne docinki doktora Pasquana i coraz częstsze momenty, gdy sam najchętniej powiedziałby: „Do dupy ta pierdolona starość!”. A jednak to właśnie takiego Montalbana lubię najbardziej. Trochę bardziej zmęczonego życiem, trochę wolniejszego, ale wciąż piekielnie bystrego. Bo jest jak dobre sycylijskie wino. Im starszy, tym lepszy.

„Ostatnie cięcie” to moja trzecia przygoda z komisarzem i zdecydowanie najlepsza z dotychczasowych. Oczywiście jest tu śledztwo, jest brutalne morderstwo właścicielki atelier krawieckiego Eleny Biasini, są sekrety z przeszłości i tropy prowadzące poza Sycylię. A jednak pierwsze skrzypce gra tu nie intryga kryminalna, lecz sam Montalbano.
Już od pierwszych stron Camilleri nie pozwala swojemu bohaterowi zapomnieć o metryce. Przypominają mu o niej niemal wszyscy dookoła, a szczególnie doktor Pasquano, który z subtelnością młota pneumatycznego daje komisarzowi do zrozumienia, że lata lecą. Zresztą sam Montalbano również zaczyna zauważać zmiany zachodzące w swoim życiu. Najbardziej spodobało mi się jednak to, że autor nie odbiera mu jego największych atutów. Komisarz nadal zachwyca intuicją, doświadczeniem i umiejętnością łączenia pozornie niepasujących do siebie elementów. Upływ czasu odciska na nim swoje piętno, ale ani przez chwilę nie odbiera mu tego, co najważniejsze.
Nie oznacza to jednak, że „Ostatnie cięcie” jest książką skupioną wyłącznie na przemijaniu. Wręcz przeciwnie. Camilleri po raz kolejny udowadnia, że nawet w opowieści o brutalnym morderstwie potrafi znaleźć miejsce na humor. Uśmiechałam się przy kąśliwych dialogach, celnych obserwacjach i charakterystycznych dla autora drobnych scenkach, które nie popychają śledztwa do przodu, ale sprawiają, że bohaterowie stają się jeszcze bardziej ludzcy. Dzięki nim Vigàta wydaje się miejscem zaskakująco bliskim, mimo że dzieli nas od niej tyle kilometrów.
Nie mogło też zabraknąć kulinarnej strony życia komisarza. Mam wrażenie, że Montalbano do wielu spraw podchodzi ze stoickim spokojem, ale wystarczy wspomnieć o posiłku w trattorii Enza, a nagle okazuje się, że potrafi poruszać się z imponującą prędkością. Gdy wybija odpowiednia godzina, śledztwo śledztwem, ale priorytety pozostają priorytetami.
Dużą przyjemność sprawiły mi również sceny związane z Eleną Biasini i prowadzonym przez nią atelier. Z rozbawieniem obserwowałam, jak szybko Montalbano zmienił nastawienie do wizyt u krawcowej. W końcu niecodziennie widzi się komisarza, który dla pięknej kobiety jest gotów nawet sięgnąć po herbatę.
Sama intryga bardzo przypadła mi do gustu. O ile po poprzednich tomach najbardziej pamiętałam bohaterów, o tyle tutaj równie mocno zapamiętam samo śledztwo. Tajemnica Eleny Biasini okazała się zdecydowanie najlepszą zagadką spośród trzech dotychczas przeczytanych przeze mnie części tej serii. Camilleri umiejętnie prowadzi czytelnika przez kolejne tropy, nie odkrywając wszystkich kart zbyt wcześnie, a napięcie buduje cierpliwie i z dużym wyczuciem. Dzięki temu do samego końca miałam ochotę podążać za Montalbanem.
Ode mnie: 9/10
Zdecydowanie moja najbardziej ekscytująca wizyta w Vigàcie. Jeśli wcześniejsze części były zaproszeniem na sycylijskie przyjęcie, to „Ostatnie cięcie” sprawiło, że nie mam już ochoty wychodzić. Skoro Montalbano starzeje się jak dobre sycylijskie wino, przede mną jeszcze wiele roczników do odkorkowania.
Autor recenzji: Anna Joanna Brzezińska
Tytuł: Ostatnie cięcie
Seria: Komisarz Montalbano (tom 24)
Autor: Andrea Camilleri
Przekład: Lucyna Rodziewicz-Doktór
Wydawnictwo: Oficyna Literacka Noir sur Blanc
Data premiery: 01.07.2026
Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Oficynie Noir sur Blanc