Przyznaję bez bicia: sięgając po „Martwą Górę”, spodziewałam się świetnej rozrywki. Nie byłam jednak gotowa na to, jak bardzo ta historia mnie pochłonie. Kiedy przewróciłam ostatnią stronę, mogłam pomyśleć tylko jedno: „Panie Pisarz, jak Ty mi zaimponowałeś w tej chwili!”

A ponieważ znam już możliwości Staszka Ziętka, nawet nie zamierzam twierdzić, że lepiej być nie może. Kto wie, jaki skarb tym razem wygrzebie ze swojej żółtej reklamówki z Biedronki. W końcu „Zamek na peryferiach” jest już w przedsprzedaży… Tylko dlaczego ja jeszcze nie dostałam zaproszenia?
Tym razem autor zabiera nas w okolice Dusznik-Zdroju, gdzie historia i współczesność splatają się w wyjątkowo niebezpieczny sposób. Katastrofa niemieckiego samolotu z maja 1945 roku, tajemniczy ładunek, zwłoki odnalezione u podnóża urwiska i papierowe skrzydła pozostawione przy ciele. Brzmi intrygująco? To dopiero początek.
Kiedy już przepadłam bez reszty, okazało się, że rozwiązanie zagadki to jedno. Prawdziwym wyzwaniem było wybranie ulubionego bohatera. A uwierzcie mi, konkurencja była wyjątkowo mocna. Arek Zimny, Marta, prokurator Justyna Kordek, Wierzba, a nawet grubas Eryk. Każde z nich ma swoje dziwactwa, wyrazisty charakter i zupełnie inny sposób patrzenia na świat. Dawno nie trafiłam na kryminał, w którym niemal każda pojawiająca się postać budziłaby we mnie takie emocje.
Gdybym jednak miała wskazać bohatera, który najczęściej wywoływał u mnie uśmiech, byłby to oczywiście inspektor Arek Zimny. Teoretycznie przyjechał do Karłowa na rekonwalescencję. Praktycznie zdążył zaklinować się w szczelinie, a chwilę później znaleźć się w samym centrum kryminalnej zagadki. Może i sapie jak lokomotywa, może i jego ulubionym hobby jest nienawidzenie całego świata i wszystkich ludzi, ale trzeba przyznać, że pod kopułą wszystko działa jak należy.
Ale prawdziwa frajda zaczynała się wtedy, gdy obok Zimnego pojawiała się Marta. To jeden z tych duetów, które po prostu działają. Ich rozmowy, wzajemne docinki i sposób, w jaki funkcjonują obok siebie, sprawiają, że momentami zapominałam, iż czytam kryminał pełen trupów i tajemnic. Zwyczajnie dobrze było spędzać z nimi czas. Zresztą Marta nie bez powodu znalazła się w gronie moich ulubieńców. Jej dar przekonywania bywa momentami wart więcej niż pięć banknotów z Jagiełłą, a obserwowanie jej w akcji to czysta przyjemność.
Nie sposób też nie wspomnieć o prokurator Justynie Kordek. Mam wrażenie, że ta kobieta funkcjonuje tak, jakby zamiast gumy żuła snusa. Potrafi grać o wysoką stawkę, a jej współpraca z Zimnym to prawdziwy festiwal półsłówek, niedopowiedzeń, przemilczeń i asów wyciąganych z rękawa dokładnie wtedy, gdy człowiek się ich nie spodziewa. Kiedy Kordek mówi, że coś brzmi ciekawie, zwykle nie wróży to niczego dobrego. Dla bohaterów. Dla czytelnika wręcz przeciwnie.
No i Eryk. Grubas, kawaler i kolekcjoner rzeczy, które u większości ludzi budziłyby co najmniej lekkie zdziwienie. Miłośnik bagnetów, odznaczeń, niemieckich mundurów oraz pewnych internetowych rozrywek, o których raczej nie wspomina się przy rodzinnym obiedzie. Przy nim nawet Karłów, będący stanem umysłu, wydaje się całkiem normalnym miejscem.
I właśnie dlatego „Martwa Góra” działa tak dobrze. Bo choć punktem wyjścia jest kryminalna zagadka, szybko okazuje się, że równie ważne są tajemnice, które bohaterowie noszą w sobie. Przeszłość nieustannie miesza się tu z teraźniejszością, a kolejne odkrycia sprawiają, że coraz trudniej oddzielić fakty od domysłów. Próbowałam to wszystko rozplątać, ale im dalej brnęłam w tę historię, tym częściej zastanawiałam się, czy na pewno spodoba mi się prawda czekająca na końcu tej drogi.
A wszystko to autor doprawił sporą dawką humoru. Jak ja kocham te wszystkie dziaderskie powiedzonka! Momentami rżałam jak koń. Tomasz Duszyński po raz kolejny udowadnia, że nawet w środku mrocznego śledztwa potrafi rozładować napięcie jednym dialogiem, celną obserwacją czy pozornie niewinną wymianą zdań.
Nie zabrakło również tego, za co tak lubię książki Tomasza Duszyńskiego: klimatu miejsca. Góry Stołowe, Duszniki-Zdrój i Karłów nie są tu jedynie tłem dla wydarzeń. Żyją własnym życiem, skrywają tajemnice i skutecznie podsycają atmosferę niepokoju. Odkrywanie sekretów Ziemi Kłodzkiej z Tomaszem Duszyńskim okazało się prawdziwą przyjemnością. Autor nie tylko potrafi opowiadać historie, ale też sprawia, że człowiek natychmiast chce spakować plecak i ruszyć ich śladem.
„Martwa Góra” to kryminał, który wciąga intrygą, zachwyca bohaterami i przypomina, że niektóre sekrety, nawet pogrzebane przez dziesięciolecia, w końcu upomną się o prawdę.
A skoro udało nam się dotrzeć do końca tej historii, pora zmierzyć się z najważniejszym pytaniem.
Czy Ty wiesz, jaka jest stolica Peru?
Bo jeśli nie, to tę zagadkę przegrałeś już na starcie. 😉
Autor recenzji: Anna Joanna Brzezińska
Tytuł: Martwa Góra
Autor: Tomasz Duszyński
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Data premiery: 14.10.2026
Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Skarpa Warszawska