Sześć lat. Tyle minęło od mojego ostatniego spotkania z twórczością Klaudiusza Szymańczaka. W tym czasie przeczytałam dziesiątki kryminałów i przekonałam się, jak chętnie autorzy sięgają po najprostszy sposób na przyciągnięcie uwagi czytelnika. Trup. Najlepiej kilka. Tymczasem „Święta kradzież” udowadnia, że można napisać angażujący kryminał bez stosów zwłok, pościgów i nieustannego wyścigu z czasem. Akcja nigdzie się nie spieszy, dzięki czemu między kolejnymi tropami jest czas nie tylko na rozwiązanie zagadki, ale też na krótką zdrowaśkę i poznanie kilku zaskakujących ciekawostek, których raczej nie znajdziecie w typowym kryminale.

A wszystko zaczyna się od dwóch pozornie niezwiązanych ze sobą wydarzeń. W klasztorze na Świętym Krzyżu dochodzi do kradzieży bezcennej relikwii, a w Warszawie doktor Kenta Suzuki kończy prace nad przełomowym urządzeniem wykorzystującym sztuczną inteligencję i bezpośrednie połączenie z ludzkim mózgiem. Trudno uwierzyć, że te dwa światy mogą mieć ze sobą cokolwiek wspólnego. Pozory bywają jednak bardzo mylące.
Szybko złapałam sympatię do brata Michała. W czasach studenckich był przekonany, że przyjdzie mu walczyć ze złem na pierwszej linii frontu. Los miał jednak inne plany i skierował go na tę ostatnią, gdzie przez lata wiernie pełnił swoją służbę. Kiedy relikwia znika, staje przed zadaniem życia. Prowadzi dochodzenie przeciwko własnej „firmie”, a przecież najtrudniej odkrywać tajemnice w miejscu, które uważa się za dom.
Moją uwagę zwróciła również Paulina Piskorska. Badaczka, która po godzinach tańczy pole dance, rozwiewając mit typowego pracownika naukowego. Przyznam, że czytając o niej, przez moment pomyślałam, czy nie za szybko rzuciłam kiedyś tę całą naukę. Szymańczak skutecznie przypomina, że za naukowymi tytułami stoją ludzie z pasjami i życiem daleko wykraczającym poza uczelniane mury.
Dobrze bawiłam się także w towarzystwie aspirant Joanny Mieczkowskiej i komisarza Pawła Mieczkowskiego. Byli małżonkowie pokazują, że po rozwodzie świat wcale nie musi płonąć, talerze nie muszą latać, a każda rozmowa nie musi kończyć się awanturą. Nadal potrafią ze sobą współpracować, wspierać się i po ludzku o siebie dbać. Paweł kilkukrotnie pokazał klasę, której wielu bohaterom kryminałów zwyczajnie brakuje. Bo jedna rzecz to umieć być razem, a zupełnie inna rozstać się bez urządzania emocjonalnego pola bitwy.
W trakcie lektury nieraz imponowała mi rozległa wiedza Klaudiusza Szymańczaka. „Święta kradzież” pełna jest ciekawostek dotyczących historii Świętego Krzyża, życia zakonnego, religii, kultury czy nawet Japonii. Przyznam, że momentami czułam się przy autorze intelektualnie nieco mniejsza. Na szczęście nie na tyle, by nie nadążyć za całą tą historią.
Ciekawie wypada wątek doktora Suzukiego i stworzonego przez niego urządzenia. Wizja technologii, która mogłaby pomóc osobom cierpiącym na chorobę Parkinsona, padaczkę czy depresję, robi wrażenie. Po opisie znajdującym się na rewersie książki spodziewałam się jednak, że nauka zajmie w tej historii nieco więcej miejsca. Ostatecznie wcale mi to nie przeszkadzało, bo szybko okazało się, że wydarzenia za murami klasztoru interesują mnie bardziej niż technologiczne rozważania.
Szymańczak nie ogranicza się jednak do pytania, kto i dlaczego ukradł relikwię. Przy okazji przygląda się wierze bohaterów, ich podejściu do pracy i odpowiedzialności oraz temu, jak próbują nadążyć za światem rozpędzonym przez internet i sztuczną inteligencję. Co ważne, nie zamienia przy tym powieści w wykład. Te tematy pojawiają się naturalnie, gdzieś między śledztwem, rozmowami bohaterów i historią skradzionej relikwii.
Kiedy zamknęłam książkę, zagadka była już rozwiązana, ale w głowie zostało znacznie więcej niż samo rozwiązanie. Między innymi myśl, że na powrót do książek Klaudiusza Szymańczaka kazałam sobie czekać zdecydowanie zbyt długo.
Autor recenzji: Anna Joanna Brzezińska
Tytuł: Święta kradzież
Autor: Klaudiusz Szymańczak
Wydawnictwo: HARDE Wydawnictwo
Data premiery: 23.09.2026
Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję autorowi.