W najnowszej odsłonie serii Małgorzaty Oliwii Sobczak zieleń, wbrew utartym skojarzeniom, nie reprezentuje nadziei. Przypadła jej dużo trudniejsza rola – barwy rozkładu, obsesji i zatopionych tajemnic. To nie jest kolor, który koi. To kolor, który niepokoi. Jesteście gotowi na zanurzenie się w mętną toń „Zieleni”?

Niedzielny jesienny poranek 2019 roku. Sopot – miasto spacerów po Monciaku i zapachu morza – tym razem śmierdzi strachem. Studenci wracający z imprezy znajdują w śmietniku kobiecą rękę zapakowaną w foliowy worek. Policja szybko odkrywa kolejne części poćwiartowanego ciała – niestety bez głowy, co nie pozwala na szybką identyfikację denatki.
Do sprawy zostaje przydzielony prokurator Leopold Bilski, który stawia na szali swoje życie rodzinne. Ojcostwo, które miało być spokojną przystanią, zderza się z brutalnością sprawy, w której każdy trop prowadzi głębiej, a Bilski nie odpuszcza… Czy tym razem to właśnie jego determinacja nie stanie się jego zgubą?
Czy przeszłość miała wpływ na tę zbrodnię i to w niej należy szukać mordercy? Wszystko wskazuje, że tak. Sobczak z chirurgiczną precyzją splata teraźniejszość z przeszłością, cofając nas do roku 1989 – do czasów transformacji, punk rocka i młodzieńczych namiętności. To właśnie tam, w dusznych piwnicach i podziemnych tunelach, rodzi się historia, która po latach wraca ze zwielokrotnioną siłą. Sobczak nie tylko odtwarza klimat końcówki PRL-u – ona go rekonstruuje z emocji, muzyki i lęków, które nie wygasły. Każdy powrót do 1989 roku to krok bliżej prawdy, ale też krok dalej od spokoju. To opowieść o obsesyjnej miłości, która nie zna granic, i o przyjaźni, która nie wytrzymuje próby czasu. W „Zieleni” uczucia są równie niebezpieczne jak zbrodnia – potrafią ranić, niszczyć i zostawiać ślady głębsze niż stalowy nóż rzeźnika.
Sobczak się nie zatrzymuje, nie odcina kuponów od ostatnich sukcesów. „Zieleń” to połączenie precyzji i poetyckości na najwyższym poziomie. Autorka pisze tak, że czytelnik nie tylko widzi sceny, ale je czuje. Jej język jest gęsty, obrazowy, nasycony detalami, które nigdy nie są przypadkowe. Każde słowo waży więcej niż się wydaje. To styl, który nie tylko opowiada historię, ale ją rzeźbi – z emocji, lęków i niedopowiedzeń.
Jak zawsze u Sobczak spotykamy świetnie wykreowanych bohaterów. Nawet Ci drugoplanowi mają swój pazur. W „Zieleni” Pająk i Kita znów błyszczą – co niezmiernie mnie cieszy. Ich dialogi rozbawią nawet największych ponuraków. Do dziś nie mogę sobie darować, że przegapiłam wizytę Kity w Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie – myślę, że byłoby to dużo bardziej ekscytujące przeżycie niż wezwanie do kradzieży kur z kurnika
„Zieleń” to nie tylko kolejna część serii – to literacki nokaut. Sobczak nie tylko pisze, ona hipnotyzuje. Wciąga w mętną toń, z której nie sposób się wydostać bez śladów. Jeśli literatura potrafi zostawiać blizny, to „Zieleń” jest jej najostrzejszym narzędziem. Mimo wszystko, wierzę, że jeszcze będzie pięknie!
P.S. Aż mi dreszcze przeszły po plecach, gdy przeczytałam o PUDROWYCH (lateksowych, różowych) rękawiczkach… W tak precyzyjnie skonstruowanym świecie, gdzie każdy detal ma znaczenie, nie ma miejsca na takie potknięcia.
Autor recenzji: Anna Joanna Brzezińska
Tytuł: Zieleń
Seria: Kolory zła
Autor: Małgorzata Oliwia Sobczak
Wydawnictwo: Wydawnictwo W.A.B.
Data premiery: 15.10.2025
Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu W.A.B.
