Są serie, do których wraca się z przyjemnością, i takie, na które się po prostu czeka. Dla mnie historie sióstr Lenarczyk zdecydowanie należą do tej drugiej kategorii – dlatego po „Początek końca” sięgałam z emocjami i oczekiwaniami, które wcześniejsze tomy zawiesiły bardzo wysoko.

Punktem wyjścia fabuły jest makabryczne odkrycie w jednym z krakowskich parków – ciało mężczyzny, którego twarz została oblana kwasem, jakby sprawcy chodziło nie tylko o odebranie życia, ale również o wymazanie tożsamości ofiary. Sprawa od początku wygląda na starannie zaplanowaną zbrodnię, w której każdy trop prowadzi donikąd. Śledztwo prowadzi Sonia Lenarczyk, a nadzór prokuratorski obejmuje jej siostra Julia. To pierwsza sprawa, nad którą mają pracować razem – choć od dawna „chodziły zakłady”, kiedy wreszcie się to wydarzy. Pytanie tylko, jak odnajdą się w sytuacji, w której rodzinne więzi muszą ustąpić miejsca procedurom, presji i niebezpieczeństwu. Ofiarą okazuje się reporter śledczy, który lubił wsadzać kij w mrowisko, a to sugeruje, że stawka tego śledztwa jest znacznie wyższa, niż mogłoby się wydawać. Prawda w tej sprawie ma swoją cenę – i nie jest ona symboliczna.
W „Początku końca” na pierwszy plan wychodzi najmłodsza z sióstr Lenarczyk – Jaśmina, która po rozwodzie postanawia zacząć żyć od nowa. I robi to z przytupem – na własnych zasadach. Decyduje się pełnić funkcję rodziny zastępczej, a wolny czas spędza na treningach boksu. Nie miałam wątpliwości już od pierwszych stron, że jej historia będzie równie wciągająca jak losy Julii, której w prokuraturze nadano przydomek Królowej Lodu, oraz Sonii, której charakter (i „jaja”) otwarcie podziwiał sam nadinspektor Godlewski. W końcu Jaśmina już dawno przestała być bohaterką wiktoriańskich powieści😉J ej pierwszym sprawdzianem w nowej roli staje się rodzeństwo, które trafia pod jej opiekę. Czy Jaśmina poradzi sobie z takim wyzwaniem? Bardzo szybko okazuje się jednak, że zostaje rzucona na głęboką wodę – bez pełnej wiedzy, bez jasnych odpowiedzi i bez informacji, które mogłyby pomóc jej zrozumieć sytuację dzieci. Gdy instytucje zawodzą, zwraca się o pomoc do sióstr. Tyle że i one trafiają na mur, który okazał się być nie do ruszenia żadnymi układami…
Czy siostry Lenarczyk po raz kolejny będą musiały zjednoczyć siły, by stawić czoła zagrożeniu?
Ogromnym atutem „Początku końca” jest dobrze ustawiony balans między wątkiem kryminalnym, a obyczajowym. Śledztwo trzyma w napięciu, ale prawdziwa siła tej historii tkwi w relacjach – siostrzanych, partnerskich i zawodowych. To właśnie one nadają fabule głębię i sprawiają, że czytelnik angażuje się emocjonalnie, a nie czyta tylko z czystej ciekawości „kto i dlaczego”.
Styl Małgorzaty Łatki pozostaje bezbłędny: intensywny, sugestywny i bardzo plastyczny. Są momenty, które przyspieszają puls, ale są też takie, które zmuszają do zatrzymania się na chwilę i złapania oddechu. Autorka nie próbuje przypodobać się czytelnikowi ani łagodzić emocji – jeśli ma boleć, to boli, bez taryfy ulgowej nawet dla swoich ulubieńców. Zgodnie z radą Lenarczyka ufa sobie i własnym osądom. I słusznie – bo nikt nie opowie tej historii lepiej niż ona.
Siostry Lenarczyk po raz kolejny udowadniają, że ich opowieść to jedna z najmocniejszych serii na polskiej scenie thrillera – a Małgorzata Łatka konsekwentnie potwierdza, że potrafi tylko jedno: pisać coraz lepiej. Jeśli lubisz thrillery, w których relacje są równie ważne jak zagadka – to jest seria dla Ciebie.
Drobiazgiem, który może przykuć uwagę bardziej uważnych czytelników, jest niekonsekwencja dotycząca substancji chemicznej wykorzystanej przez mordercę w celu utrudnienia identyfikacji ofiary. Raz mowa o kwasie solnym, innym razem o siarkowym – widać, że lekcje chemii autorka ma już dawno za sobą😉 Na szczęście pomysł sam w sobie broni się doskonale, a tempo i napięcie sprawiają, że nad tym szczegółem można przejść do porządku dziennego.
Osobiście – nie potrafię w pełni zaakceptować zakończenia tej historii. Autorka roztrzaskała mi serce na drobne kawałki i zostawiła z emocjami, które długo nie chciały opaść. Po prostu się na to nie zgadzam! I nie pociesza mnie nawet myśl o nowej serii…
Autor recenzji: Anna Joanna Brzezińska
Tytuł: Początek końca
Seria: Efekt uboczny
Autor: Małgorzata Łatka
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data premiery: 08.04.2025
Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska.
