Są miejsca, które od pierwszej chwili budzą niepokój. Takie, w których człowiek odruchowo ogląda się przez ramię, choć wokół nie ma nikogo. Czyściec jest właśnie takim miejscem. Wsią nie tyle odciętą od świata, co zatrzymaną w czasie. Miejscem, gdzie informacje rozchodzą się szybciej niż Internet, a prawda od lat gnije pod warstwą strachu, milczenia i starych tajemnic.

To moje pierwsze spotkanie z Przemysławem Piotrowskim i trudno było trafić na bardziej niepokojące powitanie.
Historia zaczyna się od zaginięcia młodej kobiety w Bieszczadach, ale szybko staje się jasne, że nie jest ani pierwsza, ani jedyna. W Czyśćcu od dawna dzieje się coś złego. Coś, o czym wszyscy wiedzą, choć nikt nie chce mówić. Mieszkańcy milczą. Ze strachu. Z przyzwyczajenia. Im bardziej ktoś próbuje rozgrzebać przeszłość, tym mocniej cała wieś zasypuje ją kolejnymi warstwami milczenia.
W samym środku tej historii stoi Nina – dziennikarka, która przyjeżdża do Czyśćca nie tylko po odpowiedzi, ale też po własne rozliczenie z przeszłością.
To jedna z tych bohaterek, które trudno zatrzymać. Nie odpuszcza. Nie cofa się. Nie daje się zbyć półsłówkami ani wymownym milczeniem. Każde ostrzeżenie traktuje jak kolejny cios, a każdy nowy trop jak następną rundę walki. Idzie po prawdę, choć doskonale wie, że ta może zaboleć bardziej niż najmocniejszy sierpowy.
Czy warto? O tym musicie przekonać się sami. Jedno jest pewne – im dalej Nina brnie w tę sprawę, tym wyraźniej widać, że w tym lesie nie obowiązują żadne zasady.
Muszę przyznać, że dobrze śledziło mi się poczynania Niny. Imponowała mi jej odwaga i determinacja. W miejscu, gdzie niemal każdy dawał jej do zrozumienia, że powinna odpuścić, spakować się i wyjechać, ona uparcie robiła swoje.
Momentami miałam ochotę potrząsnąć nią i krzyknąć: „Zawróć!”. Bo z każdą kolejną stroną miałam wrażenie, że las coraz mocniej oplata ją korzeniami, cierpliwie i nieubłaganie wciągając do swojego mrocznego wnętrza.
Największą siłą tej książki bez wątpienia jest atmosfera. Gęsta, lepka i niepokojąca. Przesiąknięta lękiem, niedopowiedzeniami i winą, która przez lata zarastała jak leśna ścieżka.
To jedna z tych opowieści, przy których kilka razy odkładałam książkę na bok. Nie dlatego, że mnie nudziła. Wręcz przeciwnie. Potrzebowałam na chwilę opuścić ten las. Wyjść spomiędzy drzew. Złapać oddech i przypomnieć sobie, że jestem bezpiecznie w domu, a nie gdzieś na skraju Czyśćca.
Na uznanie zasługuje również sposób, w jaki Piotrowski buduje tę historię. Nie próbuje niczego upiększać. Jest szorstko, momentami brutalnie, ale właśnie dlatego tak wiarygodnie. Czyściec nie przypomina miejsca stworzonego na potrzeby thrillera. Sprawia wrażenie miejsca, które mogłoby istnieć naprawdę. A to chyba najbardziej niepokoi.
Po zamknięciu książki długo zastanawiałam się, co przerażało mnie bardziej – sam las czy ludzie, którzy nauczyli się obok niego żyć. Bo ostatecznie to nie mrok kryjący się między drzewami budził mój największy niepokój. Znacznie bardziej niepokoiła obojętność, strach i milczenie tych, którzy od lat patrzyli w inną stronę.
„W ciemnym, głodnym lesie” to thriller, który nie próbuje szokować za wszelką cenę. Zamiast tego powoli osacza, wciąga i zostawia czytelnika z poczuciem dyskomfortu. A takich książek nie zapomina się szybko.
Jedno wiem na pewno. Z Czyśćca wyjechałam z ulgą. Ale jego mrok jeszcze długo został ze mną. Piotrowski doskonale wie, jak zadawać celne ciosy – a „W ciemnym, głodnym lesie” kończy się literackim nokautem, po którym trudno od razu wrócić do własnej rzeczywistości.
Ocena: 9/10
Autor recenzji: Anna Joanna Brzezińska
Tytuł: w ciemnym, głodnym lesie
Autor: Przemysław Piotrowski
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data premiery: 03.06.2026
Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca