Jeśli po poprzednim tomie myślałam, że najbardziej będę czekać na kolejną kryminalną zagadkę, to szybko okazało się, że tęskniłam przede wszystkim za samym Montalbanem. Za jego ciętym językiem, rozmowami z własnym sumieniem, burzliwą relacją z Livią i upodobaniem do sycylijskich przysmaków. Kolejne śledztwo było więc dla mnie nie tylko próbą odkrycia prawdy, ale także powrotem do Vigàty i spotkaniem ze starymi znajomymi, których zdążyłam już naprawdę polubić.

Tym razem mieszkańcami Vigàty wstrząsa zaginięcie Emanuela Gargana, finansowego cudotwórcy, który obiecywał klientom szybkie zyski, a ostatecznie pozostawił po sobie mnóstwo pytań i równie dużo rozczarowanych ludzi. Choć wszystko wskazuje na to, że oszust po prostu zniknął z pieniędzmi, Montalbano od początku wyczuwa, że coś tu się nie zgadza. A takie sprawy lubi najbardziej. Im bardziej śledztwo się komplikuje, tym większą ekscytację budzi w Montalbanie. Właśnie wtedy komisarza ogarnia rodzaj zadowolenia, wewnętrznej radości, której doświadcza rasowy myśliwy tropiący przebiegłą i zwinną zwierzynę. A im głębiej komisarz zagląda pod powierzchnię pozornie prostego oszustwa, tym wyraźniej okazuje się, że za finansową aferą kryją się namiętności, lęki i sekrety, których nikt nie chce ujawniać.
Niezmiennie jednym z moich ulubionych bohaterów pozostaje jednak… sumienie komisarza. Wewnętrzny głos Montalbana jest równie bezlitosny jak najdociekliwszy śledczy i po raz kolejny dostarczył mi wielu powodów do uśmiechu. Szczególnie wtedy, gdy komisarz próbował przekonać samego siebie, że rezygnacja z kolacji była formą pokuty. Sumienie nie miało dla niego litości: „Żeby się ukarać, powiedziałeś? Montalbano, ale z ciebie hipokryta! Bałeś się po prostu, że będziesz miał kłopoty z trawieniem. Wiesz, ile pulpecików pożarłeś? Osiemnaście!” Trudno nie lubić bohatera, który potrafi prowadzić tak błyskotliwe spory z samym sobą.
Równie interesująca pozostaje relacja komisarza z Livią. To związek daleki od romantycznych ideałów, pełen nieporozumień, drobnych uszczypliwości i wzajemnego testowania granic cierpliwości. Kiedy Livii wyrywa się: „Z tobą nawet święty straciłby cierpliwość”, trudno oprzeć się wrażeniu, że lepiej podsumować Montalbana po prostu się nie da. A jednak mimo wszystkich różnic i sporów tej dwójce trudno nie kibicować.
Na szczęście na zachodzie bez zmian. Mimì Augello nadal należy do tych bohaterów, których pojawienie się natychmiast poprawia mi humor. Jest chyba jedynym człowiekiem zdolnym jednocześnie narzekać na pomysły Montalbana i bez wahania pomagać mu w ich realizacji. Kiedy mówi: „Bo czasem uświadamiam sobie, jak bardzo muszę być głupi, żeby ci pomagać w realizacji twoich dziwacznych pomysłów”, można odnieść wrażenie, że wypowiada to po raz setny. I zapewne nie po raz ostatni.
Montalbano pozostaje też człowiekiem obdarzonym wyjątkowym temperamentem. Jego porywczość nieraz daje o sobie znać, czego najlepszym dowodem jest pewna niefortunna konfrontacja z Królewną Śnieżką i siedmioma krasnoludkami. Powiem tylko tyle, że po spotkaniu z komisarzem kolorowych figurek wyraźnie ubyło. Podobnie jak w poprzednim tomie, Camilleri znakomicie równoważy kryminalną intrygę humorem, ironią i błyskotliwymi obserwacjami rzeczywistości.
Sama zagadka kryminalna również nie zawodzi. Camilleri umiejętnie myli tropy i długo nie zdradza wszystkich kart, dzięki czemu śledztwo angażuje niemal do samego końca. Jednocześnie, jak to u niego bywa, rozwiązanie nie jest najważniejsze. Znacznie większe wrażenie robi sposób, w jaki autor pokazuje ludzkie słabości: chciwość, samotność, potrzebę akceptacji czy desperacką chęć poprawienia własnego losu. To właśnie one napędzają wydarzenia i sprawiają, że historia zostaje w pamięci na dłużej.
Zamykając książkę, po raz kolejny miałam ochotę zostać w Vigàcie trochę dłużej. Coraz bardziej przekonuję się, że największą siłą tej serii nie są nawet kryminalne zagadki, lecz bohaterowie, z którymi zwyczajnie lubi się spędzać czas. Choć sama intryga nie zachwyciła mnie aż tak bardzo jak w „Wycieczce do Tindari”, spotkanie z Montalbanem ponownie okazało się wyjątkowo przyjemnym literackim doświadczeniem. Już wiem, że na dwóch przygodach z tym komisarzem się nie skończy.
Ode mnie 7/10. Do Vigàty na pewno jeszcze wrócę.
Autor recenzji: Anna Joanna Brzezińska
Tytuł: Zapach nocy
Seria: Komisarz Montalbano (tom 6)
Autor: Andrea Camilleri
Przekład: Krzysztof Żaboklicki
Wydawnictwo: Oficyna Literacka Noir sur Blanc
Data premiery: 01.07.2026
Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Oficynie Noir sur Blanc