„Czekałem na kogoś takiego, cukiereczku”.
Przyznam, że po zamknięciu „Schizmy” miałam bardzo podobną myśl. Ja również czekałam na taką książkę.
Krzysztof Bochus po raz drugi zaprasza nas do cesarskiego Gdańska. Mam do tego miasta ogromną słabość, ale w 1813 roku trudno je pokochać od pierwszego wejrzenia. To nie jest już ośrodek kupieckiego bogactwa i hanzeatyckiej potęgi. To miejsce głodne, przestraszone i powoli gasnące. Dymiąca ruina, która miała rozkwitać pod francuską kuratelą, a teraz coraz bardziej przypomina człowieka stojącego nad przepaścią.

Jest jesień. Wielka Armia Napoleona liże rany po katastrofie moskiewskiej, rosyjskie i pruskie wojska zaciskają pierścień oblężenia, a w mieście szerzy się panika. W takich okolicznościach dochodzi do serii tajemniczych śmierci francuskich oficerów. Jednocześnie ktoś porywa Ellie, kilkuletnią córkę Hamilkara Sterlinga.
Los po raz kolejny splata ścieżki Hamilkara i Victora. Po sześciu latach spotykają się ponownie, a ich pełne uszczypliwości przywitanie szybko przypomina, dlaczego tak bardzo polubiłam ten duet. Pod warstwą wzajemnych docinków kryje się bowiem coś znacznie ważniejszego: przyjaźń, której obaj nigdy głośno by nie nazwali.
Hamilkar i Victor różnią się niemal wszystkim. Jeden analizuje świat, drugi wyczuwa go instynktownie. Jeden szuka prawdy w ludzkich umysłach, drugi w ludzkich słabościach. A jednak właśnie dlatego tworzą duet, od którego trudno się oderwać.
Tym razem stawka jest wyjątkowo wysoka. Dla Hamilkara nie chodzi już tylko o rozwiązanie zagadki. Chodzi o Ellie. O córkę, dla której jest gotów zawrzeć pakt z diabłem, odłożyć na bok dawne urazy i po raz kolejny ruszyć francuskim zaprzęgiem. Victor zaś musi pogodzić lojalność wobec przyjaciela z oczekiwaniami władz miasta. Im głębiej obaj zanurzają się w śledztwo, tym bardziej przekonują się, że w oblężonym Gdańsku nic nie jest tym, czym wydaje się na pierwszy rzut oka. A nad wszystkim unosi się pytanie, które nie daje spokoju aż do ostatnich stron: kto tak naprawdę rządzi życiem i śmiercią w konającym mieście?
To jednak nie sama zagadka sprawiała, że nie chciałam odkładać tej książki. Po prostu dobrze było wrócić do Hamilkara i Victora, a przy okazji poznać bliżej Juliettę, panią Budzisz i Ellie. Dzięki nim ta historia ma nie tylko tempo i tajemnice, ale również serce. W ich towarzystwie nawet kapka dżemu urasta do rangi królewskiej konfitury, a pani Budzisz nieraz okazuje się skuteczniejsza od wszystkich wynalazków Hamilkara.
Urzekł mnie również klimat tej powieści. Autor z niezwykłą swobodą ożywia XIX-wieczny Gdańsk: miasto pełne szpiegów, politycznych rozgrywek, tajnych stowarzyszeń, fałszywych proroków i ludzi, którzy każdego dnia próbują przetrwać oblężenie. Wszystko to składa się na historię gęstą od tajemnic, ale jednocześnie zaskakująco ludzką.
Jego styl ma w sobie elegancję dawnej literatury przygodowej, a jednocześnie lekkość, dzięki której kolejne strony znikają niemal niezauważenie.
„Schizma” po raz kolejny potwierdza, że kryminał retro jest żywiołem jej autora. Bo nawet gdy tajemnica zostaje rozwiązana, w głowie wciąż zostają ludzie, którzy musieli się z nią zmierzyć.
Cudownie było ponownie zanurzyć się w tej historii. Kocham Gdańsk. Kocham kryminalne tajemnice. A kiedy Krzysztof Bochus łączy jedno z drugim, wiem, że czeka mnie kilka naprawdę znakomitych godzin lektury.
9/10
Autor recenzji: Anna Joanna Brzezińska
Tytuł: Schizma
Autor: Krzysztof Bochus
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Data premiery: 23.09.2026
Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Skarpa Warszawska