Winny. Pięć liter. Dwie sylaby. Jedno słowo, które potrafi splamić przeszłość, zmienić teraźniejszość i odebrać przyszłość.
Dla Sam Stewart dzień, w którym usłyszała wyrok skazujący jej męża, miał być pierwszym dniem całej reszty życia. Ucieczką od strachu. Szansą na nowy początek. Momentem, w którym wreszcie odzyska kontrolę nad własnym losem. Tyle że dla jednych wyrok oznaczał koniec sprawy. Dla innych był dopiero początkiem gry.

„Gra w chowanego” była moim pierwszym spotkaniem z twórczością Chrisa Cartera. Bez oczekiwań. Bez porównań do serii z Robertem Hunterem. Bez wysoko zawieszonej poprzeczki. I może właśnie dlatego tak szybko nabrałam przekonania, że przejrzałam tę historię na wylot. Jak się później okazało, Chris Carter miał na ten temat zupełnie inne zdanie.
Od pierwszych stron bawiłam się świetnie w labiryncie kłamstw, niedopowiedzeń i manipulacji. Analizowałam decyzje bohaterów, zastanawiałam się, co sama zrobiłabym na ich miejscu, próbowałam przewidywać kolejne ruchy autora. Oczywiście gdzieś z tyłu głowy pojawiała się myśl, że podobną historię już kiedyś widziałam na ekranie. Tyle że Carter bardzo szybko pokazał, że nie zamierza odtwarzać znanego schematu. A później podniósł stawkę. I jeszcze raz. I kolejny….
Ta gra w chowanego nie trwa krótko. Autor nie idzie na skróty i nie spieszy się z odkrywaniem kart. Metodycznie buduje napięcie, przesuwa pionki po planszy i pozwala czytelnikowi uwierzyć, że doskonale rozumie sytuację. Nic bardziej mylnego. Bo zrozumieć sytuację, a być przekonanym, że się ją rozumie, to dwie zupełnie różne rzeczy.
Nie wiem, czy powinnam się do tego przyznać, ale do samego końca wierzyłam, że Mary wyjdzie z tej gry zwycięsko. Nie dlatego, że uważałam ją za niewinną. Widziałam jej manipulacje. Widziałam kolejne maski i starannie odgrywane role. A mimo to trzymałam jej stronę. Bo kiedy wydawało mi się, że wiem już, kto rozdaje karty, Chris Carter udowadniał mi, że to dopiero początek rozgrywki.
Chris Carter stworzył historię, w której niemal każdy coś ukrywa, a prawda ma więcej niż jedną warstwę. Jedni kłamią z wyrachowania, inni dla przetrwania, a jeszcze inni dlatego, że są przekonani, iż cel uświęca środki.
Największą siłą tej książki nie są jednak same zwroty akcji, lecz sposób, w jaki autor prowadzi czytelnika przez całą tę rozgrywkę. Podsuwa tropy. Buduje określony obraz sytuacji. Pozwala wyciągać wnioski. A potem z wyjątkową satysfakcją pokazuje, jak niewiele jeszcze widzimy.
To właśnie dlatego przez większość książki nie zastanawiałam się, kto wygra tę grę. Zastanawiałam się raczej, kto właśnie wykonuje kolejny ruch.
Na osobne wyróżnienie zasługują Mary i Quaddra. Oboje byli genialni. Gdyby przyznawano Oscary za literackie role, bez wahania przyznałabym im statuetki. Ich miłosny spektakl był tak przekonujący, że kupiłam go w całości.
To było diabelnie sprytne. Dałam się wciągnąć. Dałam się zwieść. Dałam się przekonać, że wiem, dokąd zmierza ta historia. I z ogromną przyjemnością obserwowałam, jak Chris Carter udowadnia mi, że jest dokładnie odwrotnie.
Bo najlepsze kłamstwa są owinięte w prawdę. A zło nie zawsze nosi brzydką maskę. Czasem jest inteligentne. Czasem czarujące. A czasem sprawia, że do samego końca kibicujemy niewłaściwej osobie.
Autor recenzji: Anna Joanna Brzezińska
Tytuł: Gra w chowanego
Autor: Chris Carter
Wydawnictwo: Wydawnictwo Sonia Draga
Data premiery: 14.10.2026
Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sonia Draga