Są książki, w których mrok przychodzi niespiesznie, są też takie, które wciągają czytelnika w ciemność już od progu. „Wyspa” Jędrzeja Pasierskiego zaczyna się właśnie od takiego progu – uchylonych drzwi, wnętrza domu, w którym cisza miała posmak zniszczenia i ciała wybitnej skrzypaczki Róży Marczyńskiej, znalezionego w kałuży krwi przez niczego niespodziewającego się kuriera. Na piętrze domu chłopiec pogrążony w grze komputerowej, ze słuchawkami na uszach odcinającymi go od świata. Syn. Jedyny świadek albo… ktoś więcej?

Tę historię mógłby poprowadzić każdy dobry śledczy, ale Pasierski po raz kolejny udowadnia, że siła jego powieści nie tkwi w fabularnych sztuczkach, a w relacjach. W tym, co dzieje się między ludźmi, na długo zanim pojawi się trup, zanim ktoś zapuka do drzwi. Tu warto podkreślić charakterystyczny dla autora styl – unikanie nagłych zwrotów akcji na rzecz konsekwentnie budowanej psychologii postaci i obserwacji międzyludzkich napięć.
Relacja Róży z tajemniczym Panem O., jej emocjonalne uwikłanie i zanik granic tworzą tło naznaczone jednocześnie cierpieniem i osobliwym magnetyzmem. A gdy do śledztwa dołącza Szczepan Turski – psycholog, który zna dzieci lepiej niż one same siebie – powieść zaczyna przeistaczać się z kryminału w stronę mocnego thrillera psychologicznego. Autor ponownie udowadnia, że łączenie gatunków jest jednym z jego najmocniejszych atutów – i robi to bezpretensjonalnie, w tempie narzuconym przez emocje bohaterów, a nie przez konwencję.
Muszę uczciwie przyznać, że psycholog Turski nigdy nie był moim ulubieńcem, ale tutaj wreszcie pokazał, na co go stać. Po raz pierwszy poczułam, że jego sposób patrzenia na świat nie tylko wzbogaca śledztwo – on je wręcz konstruuje. Jego rozmowy z Kostkiem, pełne mikrogestów, pauz, ciszy budują napięcie gęstsze niż mgła nad Odrą.
Ale największym zaskoczeniem okazał się dla mnie Rafał Horecki – policjant, któremu wyjątkowo łatwo kibicować. Mimo że marzył mi się duet śledczy Turski–Warwiłow, muszę przyznać, że nadkomisarz Rafał Horecki u boku psychologa oczarował mnie od pierwszych scen – szczególnie tymi swoimi hipnotyzującymi oczami. One kupiły mnie od razu – a w krakowskiej Piwnicy pod Baranami to naprawdę wyczyn. To przecież zupełnie inna liga niż wrocławskie Nietota czy Vertigo.
Choć Pasierski do ostatnich stron ukrywa, co kryje Wyspa Opatowicka i kim naprawdę był Pan O., tym razem udało mi się wyłapać te kluczowe momenty – drobne zawahania, spojrzenia, niedopowiedzenia, które ułożyły się w spójny obraz jeszcze przed finałem. Może pomógł mi w tym kultowy batonik Ikar.
I teraz pytanie, na które pewnie sama sobie odpowiem dopiero po czasie: Czy „Wyspa” nie jest najlepszą książką Pasierskiego? Być może. Odkładam ją z przeświadczeniem, które rzadko mnie zawodzi.
„Wyspa” to opowieść o zbrodni, ale jeszcze bardziej o więziach: rodzicielskich, toksycznych, przypadkowych – i takich, które ujawniają się dopiero wtedy, gdy wszystko wokół zaczyna pękać. Za tę misterną kompozycję relacji i emocji, poprowadzoną jak liryczna linia skrzypiec, daję Pasierskiemu ogromnego plusa. Warto docenić, że emocjonalna warstwa nie przytłacza warstwy kryminalnej – przeciwnie, nadaje jej głębię, której trudno szukać w wielu współczesnych thrillerach.
Wyspa Miłości wygląda na mapie kusząco, ale nie jestem pewna, czy odważyłabym się zapuścić tam samotnie – zwłaszcza, że w śmierć Gazownika jakoś trudno mi uwierzyć. A to, że po zamknięciu książki wciąż wracają do mnie niektóre wątki, świadczy tylko o tym, jak starannie Pasierski potrafi budować świat przedstawiony.
Autor recenzji: Anna Joanna Brzezińska
Tytuł: Wyspa
Cykl kryminalny z psychologiem Szczepanem Turskim
Autor: Jędrzej Pasierski
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data premiery: 28.01.2026
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackie
